Miejskie legendy
Któż z nas nie słyszał historii o przerażających stworzeniach panoszących się po pobliskich lasach, które ponoć miały być pozostałościami badań genetycznych prowadzonych przez Niemców w czasach drugiej wojny światowej? Mimo, iż historie nie posiadają praktycznie żadnej fabuły, a zawierają tylko odmienne opisy stworów, biorąc pod uwagę ich rozpowszechnienie na terenie całego kraju, bez trudu można wliczyć je w poczet miejskich legend. Wspominałem o różnych wariantach potworów? Tak więc nawet w mojej rodzimej miejscowości :) można podobno spotkać nocą (relacja naocznych świadków, czyli kilku staruszek i wystraszonych tą historyjką dzieci) ponad dwumetrowego mutanta postury człowieka, który zamiast twarzy ma świński ryj. Inną ciekawą kreaturą jest pojawiająca się w podgórskich miejscowościach krwiożercza krzyżówka świni, dziecka i kilku różnych zwierząt. W opowieściach ma ona zakradać się do domostw i stodół mieszkańców i wydawać z siebie odgłos płaczu dziecka. Czerwone, przekrwione oczy i ostre kły są ostatnią rzeczą jaką widzi w swym życiu zwabiony płaczem gospodarz…
Przypis:
Legendy o stworach, będących pozostałością eksperymentów genetycznych funkcjonują także w innych krajach, które zajęli Niemcy podczas drugiej wojny światowej, jednakże ich korzeni możemy się dopatrywać właśnie w Polsce. No cóż, Polacy nie gęsi i swe (choć wyprodukowane przez Niemców) mutanty mają…