Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Ludzie grozy

« powrót
Dawid Gryza (wywiad)

Dawid Gryza urodził się w dniu śmierci Edwarda D. Wooda Jr., faceta okrzykniętego mianem najgorszego reżysera na świecie. Jeśli wierzyć w wędrówkę dusz to zapewne jego błyskawicznie przeszła w ciało Gryzy, bo zapałał olbrzymią miłością do kina. Pochłania ogromną ilość niskobudżetowych filmów, pisze scenariusze, redaguje strony kochamdziwnekino.com oraz kinoamatorskie.pl, nadaje audycję "Klub Miłośników Płyt Winylowych 33 i 1/3" w Radio Łódź. Sam posiada setki albumów, w tym blisko 400 samego Prince'a. Wraz z Pawłem Kaczmarkiem, nakręcił polsko i hiszpańskojęzyczną wersję amatorskiego filmu „Pecador El Enmascarado De Negro Contra El Profesor Loco Y La Invasion De Otra Galaxia”. Współorganizuje festiwal Filmowy „Kocham Dziwne Kino” w Pabianicach. Z Dawidem Gryzą rozmawiał Miłosz Górniak.

Dawid, jesteś jednym z ojców Filmowego Festiwalu "Kocham Dziwne Kino" w Pabianiacach. Wyjaśnij, skąd ten pomysł?

Kilka lat temu wespół z Pawłem Kaczmarkiem - drugim ojcem Festiwalu - nakręciłem pełnometrażowy film zatytułowany "PECADOR El Enmascarado De Negro Contra El Profesor Loco Y La Invasion De Otra Galaxia". Było to przede wszystkim spełnienie naszych marzeń o nakręceniu filmu, no ale skoro już mieliśmy ten film gotowy to pomyśleliśmy dlaczego by nie wysłać go na jakiś festiwal. Oczywiście nie interesowało nas zdobywanie nagród, a jedynie chęć podzielenia się z innymi tym, z czego byliśmy - i nadal jesteśmy - dumni. No i wtedy okazało się, że prawie żaden festiwal nie jest zainteresowany filmami pełnometrażowymi. Dwa lata później zrobiliśmy niespełna siedmiominutowy "Pecador contra Gusano". Tym razem czasowo wpisywaliśmy się w ramy wszystkich festiwali filmowych. Czasowo tak, ale .. Okazało się, że są jeszcze inne "wymogi". Twórcy muszą mieć mniej niż 30 lat, twórcy muszą być z danego obszaru Polski, filmy muszą poruszać daną tematykę, itp. itd. Jakaś paranoja! Wtedy narodził się pomysł, aby stworzyć własny Festiwal, na który będą mogli zgłaszać swoje obojętnie jak długie filmy twórcy nawet stuletni od Sianek aż po Świnoujście.

Czy łatwo zostaje się organizatorem takiej imprezy? Nie miałeś trudności z w wynajmem lokalu, z władzami miasta i wszelkimi formalnościami z tym związanymi? Pytam, ponieważ tegoroczny Reunicon w Rzeszowie został odwołany przez rzekome „homoseksualne i erotyczne treści”.

Nie konsultowaliśmy tego z władzami miasta. Najistotniejszą sprawą było miejsce gdzie Festiwal miałby się odbyć. Wytypowaliśmy trzy miejsca. Zaczęliśmy od najlepszego, czyli kina, jedynego w Pabianicach, ale poziomem śmiało mogącym równać się z najlepszymi kinami w większych miastach. Właściciel okazał się człowiekiem bardzo otwartym i entuzjastycznie podszedł do naszego pomysłu (obyło się więc bez zbędnych formalności). I tak oto kino Tomi stało się współorganizatorem Festiwalu. Kolejny etap to nagłośnienie medialne imprezy. Strona internetowa już była, wystarczyło dorobić odpowiednią zakładkę. Stworzyliśmy facebookowy profil Festiwalu, na którym informujemy na bieżąco o postępach realizacji projektu. Mimo iż impreza ma mieć przede wszystkim charakter dobrej zabawy to chcielibyśmy twórców najlepszych filmów jakoś nagrodzić. W tym celu konieczne jest pozyskanie sponsorów, co okazać może się niestety najtrudniejsze, ale myślimy pozytywnie.

Skoro już o dobrej zabawie mowa – przygotowaliście jakieś atrakcje dla uczestników? Prelekcje, warsztaty, panele dyskusyjne, konkursy? 

Program Festiwalu jest na razie tematem otwartym. Wszystko zależy od ilości zgłoszonych filmów, gdyż w miarę możliwości chcielibyśmy zaprezentować wszystkie nadesłane prace. Zapewne będą to dwie grupy: filmy konkursowe czyli te, które wyświetlimy w kinie 4 sierpnia, oraz filmy pozakonkursowe, które pokażemy w inne dni. Festiwal chcielibyśmy zwieńczyć koncertem muzycznym.

Czyli festiwal potrwa dłużej, niż jeden dzień?

Sam Festiwal odbędzie się 4 sierpnia 2012. Jego pierwsza odsłona przewiduje jeden dzień, ale równie ważna jak część konkursowa jest dla nas ważna promocja - chociażby poprzez projekcje - wszystkich filmów. Stąd założenie "imprez towarzyszących" czyli pokazów filmów pozakonkursowych. Myślę, że to również będzie odróżniać nasz Festiwal od innych.

No właśnie, w Polsce organizowane jest wiele tego typu imprez. Wystarczy wspomnieć o Festiwal Filmowy DRZWI, RePeFeNe, Festiwal kina amatorskiego i niezależnego KAN, Ogólnopolski Festiwal Autorskich Filmów Animowanych OFAFA. Jak Kocham Dziwne Kino się do nich odnosi? 

Przede wszystkim Festiwal Filmowy Kocham Dziwne Kino nie stawia twórcom żadnych ograniczeń. Jest imprezą prywatną, więc nie może być mowy o jakiś fochach i dąsach ze strony władz miasta, jak we wspomnianym przez Ciebie Rzeszowie. Skłamałbym gdybym powiedział, że jakoś specjalnie chcemy wyróżniać się spośród innych festiwali. Nie analizowałem ich programów. Nasz organizowany jest z wewnętrznej potrzeby, chęci dotarcia do ludzi, którzy kochają kino tak jak my. Ma to być dobra zabawa i uważam, że tak będzie, bo gwarantują to zgłoszone już filmy. Chcemy zorganizować imprezę, w której sami chcielibyśmy wziąć udział jako goście. Jak dotąd robiliśmy jedynie pokazy naszych filmów, i zapewniam Cię, że nie tylko my świetnie się na nich bawiliśmy.

Cieszę się, że wspomniałeś o twoich projektach, ale nim o nie zapytam, powiedz, ile już dostaliście filmów na festiwal? Są naprawdę DZIWNE?

Na razie nie będę zdradzał tytułów filmów, ale przyszło ich jak dotąd jedenaście. Jest m.in. pełny metraż, dokument, dwie animacje. W sumie 195 minut materiału. W dużej mierze kino rozrywkowe, czego nie należy odczytywać jako nieambitne. "Dziwność" jest pojęciem z bardzo szeroko określonymi horyzontami, ale jednocześnie niezwykle subiektywnym. Ocenę pozostawimy widzom i to oni wybiorą laureatów Festiwalu.

Wraz z Pawłem Kaczmarkiem jesteś współreżyserem „Pecadora” – niskobudżetowego ukłonu w stronę gatunku monster movie, oblanego kosmicznym sosem meksykańskim. Skąd w tobie fascynacja kinem kraju Tequili i sombrero? 

Z apetytu na odmianę od fast foodów hollywoodzkiej kinematografii współczesnej. Obaj z Pawłem jesteśmy filmowymi maniakami. Pewnego razu zdecydowaliśmy się poszerzyć swą wiedzę z dziedziny kina o kinematografię meksykańską. Traf chciał, że akurat było to retro science-fiction z lat 40., 50. i 60. zeszłego wieku. Temat totalnie nas wciągnął. Z tej pasji narodziła się postać luchadora o pseudonimie Pecador, który stał się bohaterem naszych produkcji.

Jakie tytuły były dla Ciebie największą inspiracją? Pytam, ponieważ w filmie dostajemy postać szalonego naukowca, zamaskowanego superbohatera, stwory z kosmosu, egipską mumię, robota i piękną kosmitkę. Na pierwszą myśl rzuca mi się „The Aztec Mummy Against the Humanoid Robot” (1958), ale, co z resztą?

Mała korekta - nasza mumia to mumia Majów ;-) Inspiracją były przede wszystkim filmy z Santo - zamaskowanym zapaśnikiem, który jest w Meksyku ikoną popkultury. Powstało ponad 50 obrazów z nim w roli głównej. Tradycję kontynuował po jego śmierci syn. Ale Santo to nie jedyna taka postać w meksykańskiej kinematografii. Warto wspomnieć jeszcze chociażby Blue Demona i Mil Mascarasa. Oprócz meksykańskich filmów z tamtych lat pojawiają się również echa hollywoodzkich produkcji z lat 50., w których często różne potwory zwalczano np. dźwiękiem. U nas potwory z kosmosu też okazują się niezwykle wrażliwe na dźwięki wydawane przez... świnie. Motywem, który zespala te wszystkie wątki jest kalendarz Majów i nadchodzący w 2012 koniec świata, a także teoria Ericha von Danikena. Jeśli miałbym wytypować konkretne tytuły to faktycznie "La momia azteca contra el robot humano", "Santo contra La Invasion De Los Marcianos" i "Santo En El Tesoro De Dracula", ale z pewnością jest też cała masa nawiązań, która wkradła się tutaj bezwiednie. Są i subtelne puszczenia okiem do widzów jak np. czaszka na butelce z trucizną to taka sama czaszka, którą na masce swojego samochodu miał Kurt Russell w "Death Proof" Tarantino. Zainteresowanych odsyłam na facebookowy profil PECADORa - jest tam więcej takich smaczków ;-)

Jak przebiegała praca nad filmem? Scenariusz napisał się w zasadzie sam a zdjęcia potrwały kilka tygodni, czy mieliście poślizgi i wpadki jak to zazwyczaj bywa? 

Scenariusz napisałby się w zasadzie sam i praca potrwałaby być może znacznie krócej gdyby nie fakt, że uparliśmy się aby ten film nakręcić w dwóch językach. Po polsku i po hiszpańsku, ale nie stosując dubbingu tylko kręcąc to tak jak w latach 30. zeszłego wieku, czyli te same wnętrza, te same kostiumu, ale aktorzy raz wypowiadają swoje kwestie po polsku, a raz po hiszpańsku. Na domiar złego z całej ekipy tylko jedna osoba znała hiszpański. Praca nad tymi, w pewnym sensie dwoma filmami trwała blisko dwa lata. My z Pawłem, jako scenarzyści, reżyserzy, aktorzy, producenci, specjaliści od efektów specjalnych, scenografowie, kostiumolodzy, montażyści też uczyliśmy się wszystkiego w trakcie kręcenia. Kompletna wizja ostateczna była jednak w naszych głowach i nie pozwalaliśmy sobie na żadne ustępstwa. Problemów było oczywiście bez liku, np. samochód - stara syrenka, którą mieliśmy wyjechać na drogę, okazało się, że nie ruszy, bo nie ma aktualnych papierów, a jej właściciel obawiał się, że ją uszkodzimy, jeden z aktorów w trakcie zdjęć zgolił brodę i trzeba było poczekać aż odrośnie, drugi się zakochał i brakowało mu dla nas czasu. Trzeba było kombinować, ale się udało.

No to faktycznie prawdziwy zawrót głowy. Dlaczego jednak zdecydowaliście się kręcić film pełnometrażowy? Nie łatwiej byłoby zacząć od krótkometrażówki?

Na samym początku miała to być animacja poklatkowa z klocków Lego, taki fake-trailer nieistniejącego meksykańskiego filmu z gatunku lucha libre. Pomysł ewoluował, ale od razu z jednej skrajności w drugą. Mieliśmy dwie kamery i kilku znajomych, którzy podeszli do tego pełni entuzjazmu. Ten entuzjazm niestety malał w miarę przeciągających się "w nieskończoność" zdjęć. Zdecydowaliśmy się od razu na pełny metraż, bo takim formatem postrzegaliśmy to kino i historię, którą zamierzaliśmy opowiedzieć. Krótki metraż byłby zapewne bezpieczniejszy na debiut, ale nie żałuję tej decyzji. Kolejny film, do którego się przygotowujemy też będzie pełnometrażowy.

Czyżby szykował się sequel „Pecadora”?

Nasza kolejna produkcja miała składać hołd kinu tureckiemu z tak 70., jednak filmy te same w sobie są tak kuriozalne, że byłoby to zadanie karkołomne. Poza tym, o ile kino meksykańskie jest niszowe, to tureckie poza Turcją w zasadzie nie istnieje. "Tureckie Gwiezdne Wojny" może zdobyły jaki taki rozgłos, ale pozostałe zna jedynie garstka maniaków. Zapadła więc decyzja, że powróci Pecador! Ale nie będzie to typowy sequel. Będzie to kino sensacyjne, traktujące o zemście, z korzeniami w latach siedemdziesiątych, podlane sosem meksykańskim oraz orientalnym.

Interesujące. Wasz debiut wydaje się być filmem nakręconym przez fanów – dla fanów, z budżetem na kilkadziesiąt stów. Czy powrót Pecadora zwiastuje nową jakość i nowe rozwiązania?

Budżet "Pecadora" zamknął się w 1000zł, nie licząc rzeczy, które mieliśmy gratis, jak np. różnego rodzaju materiały. Mocą była inwencja twórcza i setki godzin spędzonych przy szykowaniu kostiumów, scenografii i montażu. "Pecador 2-D" będzie nową jakością ;-) Obraz panoramiczny i kolorowy, i przede wszystkim technicznie bez zarzutu. Obecnie dysponujemy już całkiem dobrym sprzętem. Nie zmienia to jednak faktu, że dalej będzie to obraz nakręcony przez miłośników kina dla innych miłośników kina. Nie chciałbym jednak zbyt dużo obiecywać. Póki co szlifujemy scenariusz, mamy już kilka rekwizytów, parę ról jest obsadzonych, jest też trochę muzyki.

Kiedyś powiedziałeś, że „Charles Bronson nie musiał być w 3D. On był kurwa zajebisty w 2D”. Czyżbyś miał jakieś uprzedzenie do filmów trójwymiarowych i stąd pomysł na tytuł najnowszego Pecadora?

Hahaha. To prawda. Filmy 3-D zaczęły masowo powstawać w latach 50-tych XX wieku po to, żeby odciągnąć ludzi od nowego wynalazku jakim był telewizor i znów przyciągnąć ich do kin. 3-D to tylko bajer i nie można bazować tylko na tym tworząc współcześnie filmy. W nowym tysiącleciu kina straciły widzów przez komputery i Internet, no i ktoś sobie wykombinował, że znów zrobią modę na 3-D. Ja tego nie kupuję, a nawiązałem do Charlesa Bronsona bo uwielbiam sensacyjne filmy z lat 70. i to właśnie do nich postaram się upodobnić "Pecadora 2-D".

Charlesa Bronsona w „Życzeniu śmierci” był naprawdę niesamowity. Swoją drogą sam Abel Ferrara na podstawie jego postaci uosobił postać Thany w kultowym „Ms. 45”. Czy Pecador będzie równie mściwy?

Równie mściwy choć Pecadora nikt nie zgwałci ;-) To będzie raczej taka zemsta po latach, bardziej metodyczna niż spontaniczna. Jednak będą też niespodzianki (na pewno dwie, ale może więcej), które sprawią, że widzowie przez dłuższą chwilę będą bezradni jak czteroletnia dziewczynka zostawiona raptem bez opieki w wielkim wesołym miasteczku.

Czym Dawid Gryza zajmuje się na co dzień?

Na opłatę rachunków zarabiam robieniem rzeczy zupełnie nie związanych z filmem. I tak jest przez pięć razy w tygodniu, po osiem godzin dziennie. Później oglądam dziwne filmy i piszę recenzje na moją stronę www.kochamdziwnekino.com. Dwa razy w tygodniu wspólnie z Pawłem Kaczmarkiem, współorganizatorem Festiwalu, wymyślamy różne dziwne projekty. A to film pełnometrażowy, a to inne formy filmowe, a to znów festiwal filmowy.

Parafrazując słynną kwestię z „Krzyku” Cravena: Hello David, what's your favourite scary movie?

Podam dwa: "The Texas Chainsaw Massacre" (1974) i "Evil Dead" (1981). Nie wiem, który wolę. Oba są zupełnie inne, ale oba doskonałe.

Na zakończenie specjalna fraza dla czytelników Horrormanii?

Cokolwiek teraz nie przychodzi mi do głowy brzmi albo głupio, albo patetycznie. Warto kochać filmy! Warto jako widz dojrzewać, ale nigdy dorastać! Bardzo dziękuję za wywiad ;-)

Dzięki za rozmowę i powodzenia!

data: 23:47; 04 kwietnia 2012     autor: Miłosz „J.M” Górniak