Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót

(Cień znad jeziora)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Adam Zalewski
Wydawnictwo: Grasshopper
Ilość stron: 502
Rok wydania: 2009
Rok wydania w Polsce: 2009

  Powalający debiut może się zdarzyć każdemu pisarzowi, to bardziej kwestia szczęścia niż talentu. Dwie dobre książki pod rząd to już oznaka, że pisarz zmierza w dobrym kierunku. Ale jeśli trzecia z kolei powieść znów zapiera dech, to można już swobodnie zaliczyć autora do grona utalentowanych twórców. Właśnie dołącza do niego Adam Zalewski.

Cedar Peak bez dwóch zdań jest przeklętą mieściną. Najpierw w pień wyżynał mieszkańców fanatyk Nicka Cave'a, później niczym anioł zemsty powstała i uszczupliła zapas siły roboczej indiańska wiedźma, a teraz niedobitków pozbyć chce się duch szamana, a po nim kuzyn psychopatycznego cieśli, a w końcu duchy Indian wstępujących w ciała...

Czytając taki opis można by odnieść wrażenie, że w „Cieniu znad jeziora” czeka nas bezmyślna, krwawa jatka jak w horrorach klasy najniższej. Na szczęście nic bardziej mylnego. W jakiś tajemniczy sposób Zalewski z prostych do opisania fragmentów fabuły tworzy historię mroczną, ciężką, fascynującą i trzymającą w napięciu, nie ze względu na zagadkę, kto kogo czym i jak zabije, ale dlatego, że siły, którą mieszkańcy Cedar Peak próbują ujarzmić, nie da się tak łatwo pokonać. Udaje się ją na chwilę stłumić, ale nigdy nie wiadomo, kiedy znów się uwolni i jak teraz potraktuje swoich wrogów.

„Cień znad jeziora” pisany jest w dość oryginalny sposób. Otóż każdy kolejny rozdział to właściwie opis innego epizodu, który mógłby posłużyć za materiał do pełnometrażowego filmu. Wątki oczywiście łączą się, ale co najmniej przez połowę powieści czytelnik nie wie, o czym właściwie książka będzie, bo każda kolejna obiecująco zapowiadająca się historia szybko dochodzi do finału. Paradoksalnie, taka szarpana fabuła sprawia, że powieść Zalewskiego tym mocniej wciąga i jest o wiele ciekawsza. Ogromny szacunek za snucie tak misternej siatki wokół trzonu książki. Żeby jeszcze bardziej utrudnić sobie sprawę, autor nie tylko wraca do Cedar Peak, czyli mieściny, w której toczyła się akcja jego debiutanckiej powieści, „Białej wiedźmy” oraz Eltonville rządzonego przez Jerry'ego Noonana z „Rowerzysty”, ale jeszcze zachowuje pełną ciągłość wydarzeń, splatając przy tym losy bohaterów obu powieści. Pisanie obszernej powieści, która jest dopracowana w tak wielu szczegółach musiało być naprawdę trudnym zadaniem.

Jest to pierwsza moja recenzja książki Adama Zalewskiego, w której muszę napisać coś złego. Niestety, po tym, jak minęłam połowę „Cienia znad jeziora” poczułam się, jakbym oglądała sequel. Nie dalszy ciąg, ale właśnie coś z serii „zabili go i uciekł”. Co prawda wszystko to zostało dość solidnie wyjaśnione i pewnie większości z czytelników wcale nie rzuci się w oczy. Jednak oglądanie kilkunastu kontynuacji przeróżnych slasherów, w których to zło powracało albo przez zmartwychwstanie, albo przez pomyłkę (zabili nie tego, co trzeba), albo, jak Chucky, poprzez kilka kropli krwi upuszczonych w fabryce lalek, wpływa na psychikę recenzenta w ten sposób, że jest na takie właśnie motywy mocno wyczulony.

Zarówno po lekturze „Białej wiedźmy”, jak i „Rowerzysty” wchodziłam na stronę wydawnictwa i znajdowałam tam informację o tym, że kolejna powieść Zalewskiego już się pisze. Tym razem niestety tak nie jest, ale mam nadzieję, że to tylko krótka przerwa. Zastanawia mnie tylko, czy pan Adam postanowi kiedyś rozegrać jakiś horror w polskich realiach. Przydała by nam się dobra groza osadzona w naszym kraju. Ostatnio mamy „tylko” Małeckiego.

Jeśli chodzi o ocenę, to dałabym maksymalną ilość punktów, ale odejmuję za tą sequelową naleciałość. Ku przestrodze dla autora, bo dobrym pisarzem jest, warto się tego trzymać.

data: 17:41; 03 listopada 2009     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau