Książki
(Przyczajeni)
Wydawnictwo: Phantom Press International
Ilość stron: 176
Rok wydania w Polsce: 1991
Motyw kultu druidów wyraźnie dominował w twórczości Guy’a N. Smitha na początku lat 80-tych – od żądnych krwi demonów ze „Śmiertelnego lotu” (1981), przez mściwych celtyckich kapłanów z „Łącznika druidów” (1982), aż po owiany legendą kamienny krąg z „Przyczajonych” (1982). Ta ostatnia powieść budzi we mnie mieszane uczucia i choć z całą pewnością nie można jej zaliczyć do najlepszych horrorów brytyjskiego pisarza, to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż mimo swej schematyczności miała potencjał, którego nasz Guy nie potrafił do końca wykorzystać.
Pogrążona w przeciętności egzystencja Petera Fogga odmienia się diametralnie, kiedy jego debiutancka powieść niespodziewanie odnosi ogromny sukces, przynosząc mu pieniądze i popularność. Pisarz chce pójść za ciosem i napisać kolejny bestseller, wobec czego przeprowadza się wraz z rodziną do położonej na odludziu walijskiej posiadłości Hodre, gdzie chce odnaleźć potrzebny do pracy spokój. Niestety, wkrótce pobyt tam zamienia się w koszmar – z pobliskiego kamiennego kręgu dochodzą nocą przerażające krzyki, a okoliczni mieszkańcy snują opowieści o tajemniczych wydarzeniach związanych z tą okolicą. Mimo przerażenia swej żony i problemów syna w wiejskiej szkole, Fogg nie decyduje się na opuszczenie Hodre. Lekceważy ostrzeżenia, za co przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę…
Pisarz poszukujący spokoju na wsi, pobliskie pradawne miejsce kultu i związana z nim legenda – te elementy pozwalałyby uznać „Przyczajonych” za swego rodzaju substytut rok późniejszego „Pet Sematary” Stephena Kinga i wielu innych powieści napisanych według podobnego szablonu, jednak Smith stworzył historię znacznie bardziej kameralną, a co za tym idzie, także i klimatyczną. Atmosfera na wpół zrujnowanego domu, lasów i tajemniczego kromlechu została przez autora oddana całkiem nieźle, podobnie jak stale rosnące poczucie zagrożenia. Z drugiej strony o postaci głównego bohatera dowiadujemy się stosunkowo niewiele, a autor przedstawia go niekonsekwentnie: z jednej strony jako egoistę, w innych momentach zaś jako kochającego rodzinę męża i ojca. Smith nigdy nie był dobry w kreśleniu sylwetek postaci, jednak Peter Fogg to jedna z jego najsłabszych książkowych kreacji.
Smith skutecznie utrzymuje czytelnika w niepewności co do natury zagrożenia czyhającego w kamiennym kręgu oraz w otaczających Hodre lasach, jednak cały efekt popsuty został przez fatalną końcówkę. Rozwiązanie zagadki okazuje się bowiem wyjątkowo banalne i rozczarowujące, przez co czytelnik ma wręcz żal do Smitha, że nie pokusił się o coś choćby odrobinę oryginalniejszego. Zaiste, trudno było bowiem napisać gorszą końcówkę niż uczynił to Guy w „Przyczajonych”. Plusem powieści jest natomiast bardzo ciekawa lokalizacja, jaką jest kamienny krąg. Kromlechy, budowane w Europie przede wszystkim w epoce brązu, jak również inne rodzaje megalitów, są miejscami o ogromnym potencjale na osnucie wokół nich opowieści grozy. Z mnóstwem z nich wiążą się bowiem legendy na temat działalności diabła, ukrytych skarbów czy też olbrzymów, i choć kromlech koło Hodre jest miejscem fikcyjnym, dodaje on powieści klimatu i nutki tajemnicy.
Od strony językowej „Przyczajeni” prezentują się podobnie jak większość horrorów Guy’a N. Smitha, czyli bardzo przeciętnie. Opisy są liczne, lecz dość oszczędne, a kilka krwawych scen napisanych zostało bez cienia polotu. Ot, typowy horror klasy B jakich mnóstwo wydały na polskim rynku wydawnictwa Phantom Press International i Amber na początku lat 90-tych.
Reasumując, „The Lurkers” to powieść charakteryzująca się całkiem niezłym klimatem, jednak jej potencjał został w dużej merze zmarnowany przez słabe nakreślenie wysuniętych tu wyraźnie na pierwszy plan bohaterów oraz fatalne zakończenie. I choć nie uważam „Przyczajonych” za pozycję bezwartościową, a zwolennicy Guy’a N. Smitha zapewne pochłoną książkę równie chętnie jak inne horrory brytyjskiego pisarza, to jednak szukających dobrej literatury grozy czytelników skierowałbym pod inny adres.