Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Ringu /リング/
(Ring)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Kōji Suzuki
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 324
Rok wydania: 1991
Rok wydania w Polsce: 2004

 Kōji Suzuki zdaje się być jednym z najważniejszych współczesnych japońskich twórców grozy. Chociaż najbardziej znana powieść jego autorstwa, recenzowany „Ring”, w Japonii zyskała status kultowej, to dopiero aktorska jej adaptacja z 1997 roku, „The Ring: Krąg”, sprawiła, że świat usłyszał o Suzukim. Mało tego, przyczyniła się do boomu na azjatyckie horrory i ich amerykańskie remaki, który to boom nie ominął także Polski. Mimo to odnoszę wrażenie, że oryginalna, papierowa opowieść o zabójczej kasecie sprzedała się w naszym kraju gorzej od chociażby powieści Murakamiego. Chociaż książka trafiła na nasz rynek w najgorętszym okresie (premiera dwóch części adaptacji, remake’u i „Dark Water” na dokładkę), nie było nam dane obcować z innymi powieściami Suzukiego, jak chociażby zbiorem „Honogurai mizu no soko kara” czy kontynuacjami „Ring” („Rasen”, „Rūpu” i „Bāsudei”). Czy w takim razie mamy czego żałować?

Kazuyuki Asakawa, dziennikarz jednego z największych tokijskich dzienników, przypadkowo powiązuje ze sobą fakty mogące stanowić zalążek intrygującej sprawy. Odkrywa, że kilkoro nastolatków z okolic Tokio i Yokohamy, w tym jego siostrzenica Tomoko, zmarło w dziwnych okolicznościach tego samego dnia o tej samej godzinie. Asakawa, jak na dziennikarza przystało, nie wierzy, że był to zwykły zbieg okoliczności. Rozpoczyna śledztwo, które doprowadza go do ośrodka wypoczynkowego w miejscowości Hakone niedaleko Tokio, gdzie znajduje nieopisaną kasetę video. Po włożeniu taśmy do odtwarzacza na ekranie telewizora pojawiają się sekwencje dziwnych obrazów, zaś film kończy się ostrzeżeniem, że osoba, która go obejrzy, umrze w ciągu siedmiu dni, o ile nie wykona odpowiednich czynności. W miejscu, gdzie powinny znajdować się instrukcje, jak uniknąć śmierci, jakiś żartowniś nagrał reklamę. Gdy film dobiega końca, Asakawa otrzymuje telefon; chociaż rozmówca nie wypowiada ani jednego słowa, mężczyzna zdaje sobie sprawę, że wbrew pozorom, zagrożenie jest jak najbardziej poważne. W sprawę rozwikłania zagadki kasety angażuje Ryūjiego – znajomego wykładowcę uniwersyteckiego, a zarazem miłośnika spraw tajemniczych, nadprzyrodzonych i nietypowych.

Ci, którzy znają tę opowieść z wersji filmowej, czytając powyższy opis zapewne zauważyli już niektóre różnice pomiędzy książką a jej reinterpretacją według Hiroshiego i Nakaty. Najbardziej rzucająca się w oczy jest płeć głównego bohatera – w filmie jest nim kobieta imieniem Reiko, w książce mężczyzna imieniem Kazuyuki, oboje jednak noszą nazwisko Asakawa. Zmieniła się również rola Ryūjiego – w filmie był on eksmężem głównej bohaterki, w oryginale zaś jest znajomym Kazuyakiego, za którym bohater średnio przepada. Różnic jest oczywiście znacznie więcej, aczkolwiek warty wzmianki wydaje się jeszcze sposób przedstawienia głównego antagonisty, mściwej Sadako Yamamury. Każdy zapewne kojarzy pamiętną scenę, w której stylizowana na onryō, demona z japońskiego folkloru, przerażająca postać wychodzi z telewizora, aby zabić nieszczęśnika, który obejrzał kasetę. W książce Sadako nie pojawia się w takiej postaci, także jej „image” jest wymysłem filmowców, zaś przyczyną zgonów wszystkich osób jest tajemniczy wirus, chociaż przed śmiercią wyczuwają oni obecność czegoś nadprzyrodzonego i zdecydowanie złego.

Fakt, że ekipy japońska, koreańska i amerykańska, które realizowały filmy na podstawie „Ring”, różnie potraktowały materiał bazowy, służy na korzyść książki. Nawet ci, którzy wcześniej zapoznali się z którąkolwiek filmową wersją bądź nawet wszystkimi, parokrotnie mogą poczuć się zaskoczeni – mniejsze bądź większe różnice sprawiają, że każda z tych opowieści, chociaż w głównym wątku niemalże identyczna, różni się od siebie w taki sposób, że nawet poznawana po raz kolejny potrafi zainteresować. Pozwala także lepiej zrozumieć niektóre wątki z filmów, z tego czy innego powodu pominięte przez scenarzystów, jak również odrobinę inaczej spojrzeć na całą historię przeklętej kasety.

Podobnie jak w przypadku ekranizacji oraz wielu japońskich horrorów, „Ring” oddziałuje na widza przede wszystkim klimatem i atmosferą, stroniąc od przemocy i krwi. W przypadku książki trudno jednak mówić o budowaniu jakiejkolwiek atmosfery grozy – w filmie odpowiedzialne były za nią przede wszystkim muzyka i zdjęcia, tutaj zaś wszystko zależy od czytelnika. Czytając tę książkę nie można się przestraszyć, trudno też wczuć się w jakikolwiek cięższy klimat, niemniej książka nadrabia to w inny sposób – jest interesująca, a że liczy raczej niewiele stron i napisana jest stosunkowo prostym językiem, stanowi lekturę wciągającą, którą bez większych problemów można przeczytać od deski do deski w jedno popołudnie.

Jedyne, co naprawdę trochę uprzykrzało mi czytanie „Ring”, to polskie wydanie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że tłumaczenia dokonano na podstawie anglojęzycznego przekładu (np. powielony został błąd polegający na złym przełożeniu imienia żony Asakawy – Shizu, zamiast Shizuka), zaś autorka – anglistka – nie miała w ogóle styczności z oryginałem japońskim, podobnie jak nie ma pojęcia o specyfice języka Japończyków. Całkowicie pominięto przedłużenia samogłosek (Koji zamiast Kōji, Ryuji zamiast Ryūji itd.), czego większość czytelników pewnie nawet nie zauważa, ale osobom takim jak ja, studiującym japonistykę, takie niedopatrzenia od razu rzucają się w oczy. Dodatkowo zdania często brzmią dość topornie, tłumaczka w niemalże każdym zdaniu powtarza podmiot, zaś po zajrzeniu na stronę tytułową możemy dowiedzieć się, iż oryginalny tytuł książki to „The Ring”. Tutaj ciekawostka: zarówno w Japonii, jak i w krajach anglojęzycznym oficjalnym tytułem jest „Ring”, więc nie wiem, skąd Znak wytrzasnął owo „The”. Może są to drobnostki, ale zebrane do kupy pozwalają przypuszczać, że rodzimy wydawca pokpił sprawę i publikacją zajął się po łebkach.

Żałować więc tego, że następne powieści Suzukiego nie pojawiły się w Polsce? Moim zdaniem tak – chociaż wymyślone przez niego historie widzieliśmy co najmniej dwukrotnie, u źródeł mimo wszystko wyglądają inaczej i bezsprzecznie warto się z nimi zapoznać. Nie tylko, aby wiedzieć, jak to wszystko wyglądało w oryginale, ale i po to, żeby po prostu zająć się nienajgorszą lekturą.

data: 16:31; 03 listopada 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz