Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
The Door to December
(Drzwi do grudnia)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Dean R. Koontz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 358
Rok wydania: 1985
Rok wydania w Polsce: 2002

Twórczość Deana Koontza ma zadziwiającą cechę – ilekroć zasiadam do lektury jego książki mam pewność, iż niezależnie od jej poziomu i ewentualnych błędów powieść wciągnie mnie i będę miał problem z odłożeniem jej przed przeczytaniem ostatniej stronicy. A gdy do tego dochodzi jeszcze naprawdę wysoka forma Koontza, czytelnik może delektować się tak znakomitym dreszczowcem jak „Drzwi do grudnia”. Amerykański pisarz jak nikt inny łączy elementu thrillera i horroru, a jeśli jeszcze nie jesteście o tym przekonani, zapraszam do lektury „The Door to December”, poprzedzonej moją skromną recenzją.

Laura McCaffrey straciła swoją córkę sześć lat temu i powoli godzi się z myślą, że już jej nie zobaczy. Po rozwodzie z Dywanem zaborczy mąż porwał małą Melanie, a policja okazała się bezradna. Pewnego dnia Laura zostaje jednak wezwana do dzielnicy Studio City, gdzie odkryte zostają rozszarpane zwłoki jej męża oraz jego współpracowników. Niespodziewanie odnaleziona zostaje także mała Melanie, okazuje się jednak, iż ojciec przetrzymywał ją w nieludzkich warunkach, co wywołało u dziewczynki trwałą katatonię. Seanse hipnotyczne nie przynoszą efektów, jednak nie to jest najgorsze – wkrótce mają miejsce kolejne morderstwa, których sprawca odznacza się niezwykłą siłą. Wszystko wskazuje na to, że i Melanie jest w niebezpieczeństwie…

Nawet jeśli w fabułach powieści Koontza pobrzmiewają motywy znane czytelnikowi, to jednak zawsze są podane w intrygującej formie, nie inaczej jest w przypadku „Drzwi do grudnia”. Jakkolwiek wątek tajemniczych badań szalonych naukowców brzmi znajomo, autor umiejętnie mnoży pytania, a odpowiedzi na nie jakie poznamy w końcówce okażą się nie lada zaskoczeniem. Koontzowi trzeba też oddać, iż po raz kolejny doskonale poradził sobie z wykreowaniem postaci bohaterów (momentami może nieco zbyt czarno-białych), którym czytelnik bez wątpienia będzie kibicował w walce z nieznanym zagrożeniem. W tym świetle całkiem nieźle prezentuje się nawet typowy dla autora, przesłodzony finał – choć nie jest on najwyższych lotów, czytelnik zdąży już na tyle polubić bohaterów, że będzie oczekiwał takiego właśnie zakończenia historii. Po raz kolejny (podobnie akcenty możemy dostrzec w „Cienistych ogniach” i „Mrocznych ścieżkach serca”) Koontz poddaje też krytyce inwigilację obywateli USA oraz organizacje rządowe, których działania niejednokrotnie balansują na granicy konstytucyjnych praw obywateli, bądź wręcz łamią je w źle pojętym interesie państwa.     

Po raz kolejny – w przypadku powieści Koontza stało się to niemal regułą – trudno mi zarzucić powieści cokolwiek od strony językowej. Barwne opisy oraz ciekawe dialogi (monolog porucznika Haldane’a o naturalnej skłonności rodzaju ludzkiego do morderstwa nie tylko zapada w pamięć, ale chyba też kryje w sobie ziarno prawdy) znacząco podnoszą wartość omawianej ksiązki.

„Drzwi do grudnia” Koontz napisał w połowie lat 80-tych, czyli w okresie na który przypadł szczytu formy tego popularnego twórcy. Widać to wyraźnie niemal w każdym elemencie pisarskiego rzemiosła – amerykański pisarz dostarcza nam kolejne doskonałe połączenie horroru z thrillerem, które skutecznie wciąga i trzyma w napięciu. Jeśli to stwierdzenie to wydaje się wam nieco wyświechtane, szczerze nakłaniam do wyzbycia się wątpliwości, bo „The Door to December” to powieść która zadowoli nie tylko miłośników przebogatej twórczości Deana Koontza.

data: 00:51; 04 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement