Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Deathday
(Dzień śmierci)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Shaun Hutson
Wydawnictwo: Phantom Press International
Ilość stron: 288
Rok wydania: 1987
Rok wydania w Polsce: 1992

Ociekająca krwią twórczość Shauna Hutsona może budzić mieszane uczucia – z jednej strony wykazywany przez „Szekspira gore” talent do opisywania scen gore znacząco podnosi wartość jego dzieł, z drugiej aspekt fabularny hutsonowskich horrorów częstokroć specjalnie błyskotliwy nie jest (choć nie jest to regułą). W Polsce można się jak dotąd zapoznać jedynie ze starszymi powieściami autora, jednak i wśród nich nie brakuje interesujących pozycji. Obok stanowiących połączenie horroru z literaturą sensacyjną „Renegatów” do gustu szczególnie przypadł mi „Dzień śmierci”, jeden z lepszych horrorów poruszających tematykę żywych trupów jakie dane mi było przeczytać.

Tom Lambert jest szefem policji niewielkiego miasteczka Medworth. Od kilku tygodni przebywa na urlopie, próbując dojść do siebie po wypadku samochodowym, w którym zginął jego brat. Niestety, jego przedwczesny powrót do pracy zostaje wymuszony przez makabryczne wypadki – miejscowy grabarz, Ray McKenzie, morduje swoją rodzinę i znika. Plaga zaginięć szybko się mnoży, jednak za każdym razem na miejscu domniemanej zbrodni policjanci odnajdują jedynie ślady krwi, nigdy zaś zwłoki. Tymczasem Lambert zaczyna podejrzewać, iż kluczem do zagadki jest złoty medalion odnaleziony w domu McKenziego. Czy to możliwe, że geneza rozgrywającego się w Medworth koszmaru sięga XVI wieku?

Hutson udowodnił już kilkakrotnie, iż od czasu do czasu jest w stanie skonstruować ciekawą, pełną zwrotów akcji fabułę, jednak w „Dniu śmierci” postawił zdecydowanie na inne strony pisarskiego rzemiosła. Historia XVI-wiecznej klątwy i żywych trupów jest bowiem dosyć banalna, stanowiąc w zasadzie pretekst do umieszczenia w jej ramach jak największej ilości brutalnych scen, których opisywanie było zawsze mocną stroną warsztatu angielskiego autora. Mimo priorytetowego potraktowania krwawych momentów, nie zaś fabuły, „Dzień śmierci” potrafi wciągnąć czytelnika i trzymać w napięciu do samego finału – zombie nieustannie przybywa, atmosfera gęstnieje, a zagrożenie staje się coraz poważniejsze. Trzeba też przyznać, iż powieść niewątpliwie nie zainteresowałaby czytelnika w odpowiednim stopniu, gdyby nie postać Toma Lamberta, dość ciekawie i obszernie przedstawiona, szczególnie jak na kategorie horroru klasy B. Hutson nie wzbrania się także przed elementami erotycznymi, zaś całość utworu zwieńcza charakterystycznym dla siebie, otwartym zakończeniem.

Momentami „Dzień śmierci” razi naiwnościami, takimi jak łatwość ukrywania się ogromnej ilości żywych trupów w niewielkim miasteczku w ciągu dnia (dopiero nocą rozpętuje się pandemonium), czy zachowanie niektórych bohaterów w obliczu zagrożenia, jednak tego typu mankamenty znamy z wielu B-klasowych powieści grozy i obcując z tego typu literaturą trzeba być na nie przygotowanym.

„Dzień śmierci” jest powieścią dosyć reprezentatywną dla twórczości Shauna Hutsona, dlatego też jest to świetna pozycja na początek przygody z horrorami autora zwanego „Szekspirem gore”. Wartka akcja, świetnie napisane sceny gore, wreszcie atmosfera jaką można momentami poczuć czynią „Deathday” może nie książką wybitną, ale jednak godną uwagi i autentycznie wciągającą. Dla miłośników tematyki zombie jest to pozycja obowiązkowa.   

data: 00:49; 04 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement