Książki
(Więzy krwi)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 454
Rok wydania w Polsce: 2008
O wilkołakach, wampirach i kobietach, które wikłają się w złożone relacje z tymi stworzeniami napisano już tak wiele, że nie sposób wymienić nawet połowy spośród wszystkich dostępnych na naszym rynku tytułów książek. O wiele mniej jest jednak powieści skupiających się na zmiennokształtnych wywodzących się z indiańskich wierzeń. Pewnie dlatego, kiedy takie tematy pojawiają się w zestawieniu z krwiopijcami i ludźmi wyjącymi do księżyca, książki nie są nużące i czyta się je jak coś nowatorskiego.
W Tri-Cities grasuje wampir, ale to nikogo szczególnie nie przeraża, w końcu mieszka tam cała ich chmara z wiekową i bardzo potężną Marsilią na czele. O wiele większym problemem jest to, że ów wysysacz krwi jako człowiek parał się czarną magią, w związku z czym po przemianie staje się wyjątkowo utalentowanym i trudnym do okiełznania czarnoksiężnikiem. Wampiry nie dają sobie z nim rady, bo miesza w ich umysłach. Wilkołaki całkowicie tracą w jego obecności kontrolę. Czy powstrzyma go Mercy, niepozorny... kojot?
„Więzy krwi” to drugi tom serii o Mercedes Thompson, który wyszedł spod pióra Patricii Briggs. Pierwszy, „Zew księżyca" był zaledwie poprawnym urban fantasy poświęconym niebezpiecznemu życiu stworów z horrorów, nieludzi i innych dziwnych kreatur w amerykańskim mieście. Kontynuacja historii nabrała jednak rumieńców i teraz lektura nie tylko zabija nudę, ale po prostu wciąga. Bardzo fajnie, że autorka wplata w fabułę różne postaci o zupełnie odmiennych właściwościach i charakterach. Skupianie się na tylko jednej rasie wymaga wyjątkowo dużego potencjału historii, by nie nudziła czytelnika. W „Więzach krwi” mamy więc wampiry, wilkołaki, zmiennokształtne, duchy, gobliny i innych nieludzi, a nawet czarnoksiężnika. Co więcej Briggs żadnej z ras nie traktuje po macoszemu, przez co dostajemy dość pełny obraz właściwości gatunków, struktur, wewnątrz których żyją i relacji z otoczeniem, tak ludzkim, jak i tym „nieziemskim”.
W przeciwieństwie do poprzedniego tomu „Więzy krwi” ciężko jest odłożyć w połowie rozdziału. Napięcie i pęd wydarzeń sprawia, że chce się wiedzieć, co wydarzy się na dalszych stronach. Tym razem historia jest po prostu ciekawa, a nawet, czego nie oczekuje się przecież po urban fantasy, całkiem przerażająca. W zasadzie straszniejsza niż niejeden „pełnokrwisty” horror. Może bez ochów i achów, ale polecam „Więzy krwi”.