Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Krew, pot i łzy
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Carla Mori
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2013
Rok wydania w Polsce: 2013

W złowieszczym cieniu jasnogórskiego klasztoru życie Częstochowy napiętnowane jest tragedią, znajdującą się tuż za zasięgiem wzroku wiernych katolików. Mimo że na powierzchni spokój wydaje się być niczym nie zmącony, to sekrety Kościoła katolickiego już niebawem wypłyną na powierzchnię, pozbawiając życia zarówno ślepe owieczki, jak i zatwardziałych grzeszników. To jednak jedynie preludium do iście apokaliptycznej wizji, którą snuje Carla Mori w swej debiutanckiej powieści pod tytułem „Krew, pot i łzy”.

Książka rozpoczyna się sceną erotycznej perwersji, która w najbardziej klasyczny dla horrorów sposób skutecznie skupia uwagę czytelnika spragnionego odrobiny krwi i seksu. Jak się jednak okaże, w kolejnych rozdziałach już ani razu nie uświadczymy nic perwersyjnego (jeśli nie liczyć halucynacji) a brutalność zagości na kartach zaledwie raz. Toteż fani horrorów oczekujący dużych ilości przemocy z pewnością zawiodą się na bardzo stonowanej pod tym względem powieści. Zamiast nich, z zainteresowaniem „Krew, pot i łzy” czytać będą miłośnicy historii kojarzących się z „Kodem Leonarda da Vinci”, „Egzorcystą” czy „Omenem”, o których sama autorka wspomina w posłowiu do swej pierwszej pozycji .

Główną protagonistką książki jest ciężarna dziennikarka o imieniu Klara, która przybywa do rodzimej Częstochowy w samą porę, by natknąć się na grożącą całemu światu tajemnicę. Intrygi, sekrety sprzed lat, kłamstwa, morderstwa, czarna i biała magia odnajdą swe miejsca w powieści, przez co na brak wydarzeń narzekać nie można, choć na brak klisz niestety również. O ile pochwalić należy Carlę Mori za umieszczenie swej intrygi na gruncie polskim oraz za sięgnięcie po tematykę Kościoła, połączonej z teoriami spiskowymi i magią, o tyle sposób w jaki pisarka to czyni nie jest pozbawiony zgrzytów. Początkowo akcja prowadzona jest w oparciu o szablon wymagający uzupełniania ekspozycyjnych scen o krótkie momenty, skupiające się na kolejnych ofiarach. Niczym w slasherze, co kilkanaście stron zostajemy sam na sam z jakąś osobą, której wcześniej w ogóle nie znaliśmy, tylko po to, by być za moment świadkiem jej zgonu. Szkoda tylko, że autorka urywa każdą scenę tuż przed śmiercią, o której dowiadujemy dopiero po znalezieniu trupa.

Nie zabraknie również kilku scen zupełnie niepotrzebnych do zrozumienia fabuły czy poznania bohaterów. W pewnym momencie na przykład autorka przedstawia pozostawia nas z Zuzanną, prokurator prowadzącą śledztwo, w krótkiej scenie, z której dowiadujemy się jedynie, że bardzo chce ona rozwiązać sprawę oraz, że jedzie właśnie radiowozem. O tym, iż sprawę chce ona rozwiązać przypominano nam już wcześniej nie raz, więc repetycja jest cokolwiek zbędna, natomiast o tym, dokąd zmierza dowiemy się później, gdy spojrzymy na świat z perspektywy komisarza Malinowskiego. Rozbicie perspektyw również wzbudza ambiwalentne odczucia. Z jednej strony, zabieg ten pozwala spojrzeć na wydarzenia pełniej, bez ograniczania się do jednego tylko punktu widzenia, z drugiej usuwa lwią część tajemniczości i pozbawia autorkę możliwości zbudowania onirycznego, czy wręcz koszmarnego nastroju.

Motyw prowadzenia śledztwa, tak jak i sama fabuła, nie unika momentami sztampy, prowadząc czytelnika po wielu obligatoryjnych w tego typu fabule scenach. Dodatkowo niektórym postaciom poświęcono nieco zbyt dużo czasu, nieadekwatnego do roli, jaką pełnią w książce. Nie rozumiem bowiem, do czego potrzebna nam jest krótka sekwencja, widziana oczyma doktora, pomagającego w rozwikłaniu zagadki. Doktora, który otrzymuje wprowadzenie wskazujące na jego ogromną wagę dla fabuły, a który następnie odgrywa w niej rolę marginalną. Rozczarowuje też fakt, że ostatecznie, by rozwiązać wszystkie zagadki wystarczy spytać starego znajomego, który w trzystronicowym monologu wyjaśni każdy sekret nie tylko klasztoru w Częstochowie, lecz również całego Kościoła z papieżem na czele. Podkopuje to zasadność prowadzonego do tej pory śledztwa, naciąga i tak kruchą momentami wiarygodność, a także nie pozwala czytelnikowi samemu złożyć wszystkich informacji w zgraną całość, co jest przecież zawsze mile widziane w zagadkach, których podstawy są stricto kryminalne.

Mógłbym jeszcze wymienić kilka wad, lecz nie chcę by recenzję zdominowało wrażenie, jakoby mielibyśmy mieć do czynienia z literackim grafomaństwem. Wręcz przeciwnie, powieść napisana jest sprawnie, czyta się ją bardzo szybko, rzadko mamy okazję poczuć znużenie, a autorka wyraźnie podejmuje trud by nadać każdej swojej postaci własny charakter, dzięki czemu brak jest osób papierowych. Choćby tych kilka zalet sprawia, że „Krew, pot i łzy” zaliczyć należy na poczet debiutów udanych, acz z zastrzeżeniem, iż obecne w nim niedoskonałości każą mieć równocześnie nadzieję, że ewolucja Carly Mori jako pisarki będzie łatwo zauważalna przy przyszłym z nią obcowaniu.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Oficynka.

data: 18:43; 03 maja 2013     autor: Mateusz R. Orzech