Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Chory, chorszy, trup
(Chory, chorszy, trup)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr
Wydawnictwo: Fu Kang
Ilość stron: 129
Rok wydania w Polsce: 2011

(…) Z drugiej strony, kłopoty z głową niejednemu artyście zapewnił miejsce na kartach historii. Przecież większość wielkich pisarzy miała nierówno pod sufitem. (…) No jasne! Dostojewski, Kafka, Tołstoj… - Oczy przyjaciółki aż błyszczały podnieceniem, gdy wymieniała kolejnych ekscentryków – Że o Kyrczu i Kainie nie wspomnę; przecież jakiś producent psychotropów był patronatem medialnym ich zbiorku...

DAWID KAIN, KAZIMIERZ KYRCZ „Chory, chorszy, trup”


„Chory, chorszy, trup” to już trzeci, po „Pikniku w piekle”  i „Horrorarium”, zbiór opowiadań duetu Kyrcz & Kain. Tym razem autorzy postanowili przenieść odbiorców w odmęty ludzkiego umysłu, wynikiem czego jest 13 wspólnych opowiadań. „Groteska, obłęd i iście brytyjskie poczucie humoru”, jak przeczytamy na tylnej okładce, jest chyba najlepszym streszczeniem tego, z czym czytelnik skonfrontuje się sięgając po książkę. „Chory, chorszy, trup” jest świeżym spojrzeniem na codzienność, która nas otacza. Już w pierwszym opowiadaniu „Wybierz swoją chorobę”, autorzy mrugają okiem do czytelnika, przedstawiając mu świat pisarzy, który wydaje się być odbity w krzywym zwierciadle. Bo jak można stworzyć kolejny bestseller sprzedawany w milionach egzemplarzy, kiedy się już, mówiąc potocznie, wypaliło? Kyrcz i Kain mają jednak na to sposób, powołując do życia gabinet chorób, który odwiedza główna bohaterka. Nerwica frontowa – 999 zł, klasyczna schizofrenia paranoidalna – przecena na 449 zł. Do wyboru, do koloru. Tematyka psychozy pisarzy została poruszona jeszcze w „W krainie zagadkowych uśmiechów”, gdzie wyraźnie czuć inspiracje „Misery” Stephena Kinga, a w główną rolę wcielił się sam Czartoryski, nazwisko którego powinno być znane każdemu miłośnikowi polskiej grozy.

Pośród wszystkich opowiadań najbardziej wyróżnia się „Kilka dni, kilka nocy”, zabierające czytelnika w romantyczne love story w apokaliptycznej scenerii. Bardzo dojrzały, przygnębiający i chłodno spuentowany tekst jest znakomitą odskocznią choćby od lekkiego „Mała miss”, czy wspomnianego już na początku „Wybierz swoją chorobę”. Równie dobrze przedstawia się utrzymany w podobnym klimacie smutku i absurdu „El hombre invsible”, snujący historię młodego outsidera z małego miasteczka, którym włada enigmatyczna Pani Otchłań.

Zaletą i po części bolączką książki jest jej długość. Z jednej strony mamy chwytliwie zmiksowany zbiorek niedługich opowiadań, przez które czytelnik prześlizgnie się w ciągu kilka godzinek, z drugiej pozostaje pewien niedosyt. Odbiorca, nim się obejrzy, będzie już przy ostatnim – trzynastym – opowiadaniu czując nieodpartą chęć przeczytania czegoś więcej. Jedno jest zatem pewne – po książkę sięgnąć należy, choćby z tego powodu, żeby samemu przekonać się co tym razem przyszykował dla nas autorski duet i liczyć, że w przyszłości doczekamy się kontynuacji. Od strony warsztatowej panowie są jak zawsze niezawodni. Dzięki płynnemu i lekkiemu językowi „Chory, chorszy, trup” jest jeszcze przyjemniejszy w odbiorze. Autorzy zgrabnie bawią się słowem, dzięki czemu czuć miejscami pogłos subtelnego poetyzmu i oryginalności. Szkoda jednak, że książka raczej nikogo nie wystraszy. Zaintryguje jednak ciekawymi przeskokami akcji („Mała miss”, „Ciernie kiełkujące w tobie”, „Wyłączność” ), interesują narracją („Zabawki”, „Sucksess”, „Eternix”), dosłownością („Na wysypisku”, „Transformacja Marcina Franczaka”), klasycznym suspensem („W krainie zagadkowych uśmiechów”, „B-side”) czy nawet zasmuci i skłoni do głębszych refleksji („Kilka dni, kilka nocy”, „El hombre invsible”).

Dzięki wachlarzowi pomysłów i rozwiązań Kyrcz i Kain stworzyli zbiór pełen emocji. „Chory, chorszy, trup” to więc kolejna godna uwagi pozycja na naszym rynku. Pomimo kilku zbędnych kolokwializmów i faktu, że książka jest dość uboga w ilość opowiadań, jest wciągająco zmiksowana i zabierze nas w najciemniejsze miejsca ludzkiego umysłu. Gdybym jednak miał w jednym zdaniu uargumentować, dlaczego warto mieć ją przy sobie, odpowiedziałbym krótko: dla „Kilku dni, kilku nocy”. Szczerze polecam!

data: 15:43; 02 listopada 2011     autor: Miłosz „J.M” Górniak