Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót

(Sześć razy śmierć)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Adam Zalewski
Wydawnictwo: GWP
Ilość stron: 312
Rok wydania: 2010

Patrząc na tytuł najnowszej powieści Adama Zalewskiego nie trudno się domyślić, że będziemy mieć do czynienia nie z obszerną powieścią, do której autor zdążył nas już przyzwyczaić, ale zbiorem krótkich tekstów. Nazwa tomiku nie pozostawia również złudzeń co do tematu i finału każdego spośród opowiadań. I, o dziwo, fakt, iż znamy zakończenie każdej z historii już od pierwszej strony, w żaden sposób nie umniejsza przyjemności czytania. Niemożliwe? W takim razie nic jeszcze nie wiecie o prozie Zalewskiego!

Brutalny kat urządzający swoje prywatne samosądy w cierpliwych czterech ścianach, recenzentka
o jadowitym piórze, mężczyzna o niezwykłym zamiłowaniu do estetyki, symetrii i sztuki... To tylko część spośród niesamowitych bohaterów, których spotkamy na kartkach najnowszego wydawnictwa Adama Zalewskiego, a każdy z nich jest tak wyjątkowy i fascynujący, że na długo po zakończeniu lektury nie będziemy w stanie przestać o nim myśleć...

Nie będę ukrywać, że na wieść, że kolejna po "Cieniu znad jeziora" publikacja mojego ulubionego polskiego pisarza grozy będzie zbiorem opowiadań, a nie kobylastym, soczystym tomiszczem pełnym krwi mocno się zaniepokoiłam. Wydawało mi się niemożliwe, żeby Zalewski, rozmiłowany w formach długich i bardzo długich, z rozbudowanymi dialogami, opisami zbrodni
i wielowątkowością był w stanie zaprezentować swój unikalny styl w ograniczonej objętości opowiadań. Na szczęście już po kilku stronach pierwszego tekstu wiedziałam, że nie doceniłam pana Adama. W krótkich formach radzi sobie tak samo dobrze, jak przy każdej ze swoich genialnych powieści! Na tych niewielu stronach znajduje się wystarczająco dużo miejsca na całkiem wnikliwe naszkicowanie głównych bohaterów (z historiami z przeszłości włącznie!), charakterystyczne dialogi i żarty, barwne, krwiste opisy i dużo płynnej, szybkiej akcji. Ale, co najważniejsze, jest tu też mnóstwo głębi psychologicznej, co uważam za największy atut tomiku "Sześć razy śmierć". Tak wiele aspektów ludzkiej psychiki nie pojawiło się w żadnej z poprzednich powieści Zalewskiego, a jak przekonacie się sięgając po tę najświeższą publikację jest to element idealnie do mrocznego klimatu pisarza pasujący.

Żeby zanadto nie spojlerować, choć wszystkie opowiadania zasługują na kilka linijek recenzji, napiszę tylko o dwóch spośród sześciu tekstów.
Zdecydowanie najlepszym, najpełniejszym i najbardziej błyskotliwym utworem jest "Rzeźbiarz" – pomysł genialny, niebanalny i doskonale przelany na papier. To właśnie w tym tekście najlepiej widać finezję i makabryczną zabawę estetyką, która w moim ulubionym pisarzu siedzi, nawet jeśli stara się ją czasem ukrywać. Dla mnie "Rzeźbiarz" to absolutny numer jeden!
Znalazł się w tym tomie jeszcze jeden tekst, który poruszył mnie do głębi. Nie potrafię stwierdzić, czy dla czytelników to opowiadanie będzie dobre – ja czułam się tak, jakbym czytała coś pisanego specjalnie dla mnie (niezapomniane uczucie!). Chodzi mi oczywiście o "Agnes". Wbrew pozorom, nie tylko imię się zgadza. Otóż bohaterka jest... recenzentką powieści. Podobno dobrą, ale w wyniku własnych obsesji i typowo freudowskich reakcji w końcu przeobraża się w plującego żrącym jadem potwora. A czytelnik "Sześć razy śmierć", w przeciwieństwie do Agnes, widzi krok po kroku, jak okrutne i niesprawiedliwe jest jej podejście. Po zakończeniu lektury na poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy będę jeszcze w stanie pisać recenzje bez ważenia każdego mojego słowa...

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji sięgnąć po prozę Adama Zalewskiego, "Sześć razy śmierć" jest tak samo dobrym wydawnictwem na pierwszy raz, jak debiutancka "Biała Wiedźma". Co prawda tutaj będziemy mieć do czynienia właściwie tylko z thrillerem, ewentualnie horrorem czysto psychologicznym (takim, jak w kultowej "Dziewczynie z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma), jednak wydaje mi się, że Zalewski nie potrzebuje duchów, demonów i zombie, żeby wywołać przyjemne dreszcze niepokoju u czytelników. Nie mogę dodać już nic ponad to, że "Sześć razy śmierć" polecam z całą świadomością tej deklaracji, a panu Adamowi dziękuję za kolejne przyjemne chwile spędzone nad jego słowami. Czekam na więcej!

data: 09:18; 17 maja 2010     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau