Książki

« powrót
New Moon
(Księżyc w nowiu)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Stephanie Meyer
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 480
Rok wydania: 2006
Rok wydania w Polsce: 2007

Na „Księżyc w nowiu”, dalszy ciąg bestsellerowego „Zmierzchu”, czekały z niecierpliwością tysiące czytelników z kilkudziesięciu krajów świata. (...) Podobnie jak pierwsza powieść o nastoletniej Isabelli Swan, „Księżyc w nowiu” jest połączeniem romansu z trzymającym w napięciu horrorem, w którym rozterki zakochanej dziewczyny przeplatają się z opisami mrożących krew w żyłach niesamowitych wydarzeń.

Polski wydawca na obwolucie książki

Co prawda do prima aprilis pozostało jeszcze trochę czasu, postanowiłem jednak podzielić się z wami powyższym superżartem, jaki zaserwowało mi Wydawnictwo Dolnośląskie, polski wydawca książek Stephanie Meyer, aby i wam poprawił się humor.

Gdy kończyliśmy czytać „Zmierzch”, Bella i Edward nareszcie, ku uldze czytelnika, zeszli się ze sobą. Od tego momentu minęło kilka miesięcy, zaś początek „Księżyca w nowiu” przynosi nam purytańskie opisy kwitnącej pomiędzy wampirem a dziewczyną miłości, pełne trzymania się za rąk i rozprawiania o „Romeo i Julii” Shakespeare’a. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy – Edward nie chce zamienić Belli w wampira, co staje się powodem nieszczęścia. Podczas swojego przyjęcia urodzinowego organizowanego u Cullenów dziewczyna niechcący zacina się papierem, co sprawia, że Jasper traci zdrowy rozsądek i próbuje zachować się jak prawdziwy wampir. Edwardowi i Carlisle’owi udaje się opanować sytuację, jednakże owo wydarzenie zaważyło: rodzina postanawia opuścić Forks, do czego dodatkowym przyczynkiem jest fakt, że doktor starzeje się tylko na papierze, a nie cieleśnie, co niedługo na pewno zostałoby zauważone. Bella po utracie ukochanego na długi czas pogrąża się w marazmie, jednakże w końcu znajduje sposób, aby uzyskać jakąś jego namiastkę, a przy okazji ponownie nawiązuje bliższą znajomość z wilkołakiem Jacobem.

Kontynuacje mają to do siebie, że często nie sposób długo się o nich rozpisywać, nie inaczej jest w przypadku „Księżyca w nowiu”. Osoby, które nie przeczytały pierwszej części, nie mają po co sięgać po drugą, zaś ci, którzy przeczytali... Cóż, odbiór książki w pewnym stopniu zależy chyba od wieku, bo o ile szalone trzynastolatki, półanalfabetki zakochane w wyfotoszopowanej klacie Pattinsona potrafią przełknąć ją bez większych problemów, o tyle starszy czytelnik może mieć mniej szczęścia. Czytając „Księżyc w nowiu” na okienku wywołałem niemałe poruszenie wśród koleżanek z wydziału, którym powiedziałem, że jeśli przebrnąłem przez pierwszą część, to przebrnę i też przez kolejne. Te przestrzegły mnie, że skoro one odpadły w połowie trzeciego tomu, ja nie dotrwam do końca drugiego. Były bardzo bliskie prawdy, nie znały jednak mojego uporu i zacięcia.

Recenzując pierwszą część narzekałem na bardzo ubogie język i warsztat pisarski autorki. Chociaż trudno to sobie wyobrazić, w „Księżycu w nowiu” sprawa ma się jeszcze gorzej! Co prawda język niewiele się zmienił, jedyne momenty na poziomie to te, w których cytuje się Shakespeare’a, ale pod względem konstrukcyjnym książka prezentuje się tragicznie. Za ten „trzymający w napięciu horror” i „mrożące krew w żyłach niesamowite wrażenia” na okładce musiałbym zwrócić książkę i powiedzieć, że produkt nie zgadza się z opisem. Opisy autorki są tak nudne, że bardziej chyba nie można. Przewracam kolejne strony, dochodząc już do połowy, a nadal nic się nie dzieje. Nareszcie nadchodzi upragniony moment, gdy wydaje się, że akcja ruszy z kopyta, a tu niespodzianka – przez jakiś czas zawiązuje się zalążek czegoś interesującego, po czym... książka się kończy. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że nawet mój podręcznik do japońskiego stanowi o wiele bardziej wciągającą i przyjemną lekturę, ba! jest nawet bardziej zabawny i przerażający. Jedyne, czego w nim nie ma, to romans na poziomie harlequina czy peruwiańskiej telenoweli. Opisując „Księżyc w nowiu” chciałoby się zacytować monolog inżyniera Mamonia o kondycji filmu polskiego, ale powstrzymam się; robiłem to niedawno, więc wolę nie ryzykować ponownego użycia tego porównania, bo jeszcze pojawi się jakiś rycerz i walnie mnie kurczakiem w głowę, stwierdzając: You’re no fun anymore.

Chociaż w „Księżycu w nowiu” Meyer rozbudowuje stworzone przez siebie uniwersum, wprowadzając nowe wątki i postaci, w żaden sposób nie wynagradza to cierpienia, jakim jest czytanie tych popłuczyn po dobrej książce. Autorka niby ma jakieś pomysły, jednakże siła wyższa poskąpiła jej talentu pisarskiego, toteż wszystko to nadal wygląda jak pierwsze lepsze z brzegu wampiryczne fan fiction znalezione w Internecie. Jeśli, tak jak ja, mieliście dość już po pierwszym tomie, nie popełniajcie mojego błędu i nie zabierajcie się za kontynuację – stracicie tylko czas, a przy okazji może nawet zwątpicie w sens czytania książek, a przynajmniej współczesnej literatury. Wszystko wskazuje jednak na to, że za jakiś czas znajdziecie na Horrormanii recenzję trzeciego tomu mojego autorstwa. Jeśli koniecznie chcecie poznać dalsze przygody Belli i Edwarda, lepiej sięgnijcie po film – przetrawienie go zajmie wam mniej czasu, pośmiejecie się przy nim, a że jest dość wierny powieści, niewiele stracicie, jeśli zrezygnujecie z kontaktu z papierową wersją. O ile bowiem książkowa wersja części pierwszej osatatecznie była znośna, zaś filmowa nieoglądalna, w przypadku kontynuacji sytacja jest dokładnie odwrotna.

data: 12:30; 24 stycznia 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com