Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Christine
(Christine)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 208 + 382
Rok wydania: 1983
Rok wydania w Polsce: 1992

Do recenzji książek Stephena Kinga jakiekolwiek wprowadzenia wydają się zbędne, jako że nazwisko autora znane jest chyba każdemu miłośnikowi horroru, który ma już o nim wyrobione własne zdanie. W ramach wstępu do „Christine” dość powiedzieć, że nim książka w ogóle trafiła na księgarskie półki, słynny reżyser Tobe Hooper w pocie czoła pracował już nad jej filmową ekranizacją, dziś, podobnie jak powieść, gdzieniegdzie mającą status kultowej.

„Christine” to opowieść o bardzo nietypowej i niezwykle niebezpiecznej miłości. Siedemnastoletni Arnold Cunningham, wzorowy uczeń i grzeczny syn, mimo przestróg swojego najlepszego przyjaciela, popularnego futbolisty Dennisa Guildera, kupuje zdezelowanego czerwonego-białego plymoutha fury imieniem Christine. Przez zakup samochodu życie Arniego zmienia się diametralnie – staje się bardziej męski i stanowczy, przestaje być szkolnym popychadłem, gdzieś jednak ulatuje jego dawna życzliwość i dobroć. Przeistacza się w człowieka opryskliwego, wulgarnego i odnoszącego się do innych z wyższością, zaś jedyną personą, która ma dla niego jakiekolwiek znaczenie, staje się Christine, z którą spędza każdą wolną chwilę.

Przyznać należy, że pierwszy wzrokowy kontakt z książką może niektórych przyprawić o zawrót głowy. Chociaż obcowałem z tak zwanym wydaniem kieszonkowym, nie zmieściłoby się ono w żadnej kieszeni – tym ponadsiemiosetstronicowym klocem zadrukowanym małymi literkami (pierwsze polskie wydanie podzielone zostało na dwa tomy) przy odrobinie dobrych chęci można by kogoś poważnie zranić. Zdanie o powieści zmienia się jednak diametralnie po rozpoczęciu lektury. Chociaż akcja toczy się niespiesznie, pełna jest opisów, przemyśleń i wątków pobocznych, w dodatku rozgrywa się na przestrzeni kilku długich miesięcy, „Christine” czyta się z zapartym tchem od początku do końca. Całość przedstawiona została z perspektywy Dennisa opisującego zarówno stopniowe zatracanie się swojego najlepszego przyjaciela, które ma związek z samochodem, jak i zachodzące w związku z tym zmiany w swoim życiu. Książka porusza znacznie więcej wątków aniżeli bardzo skrócona jej względem filmowa adaptacja, jest spójniejsza i bardziej klarowna. Jedną z największych jej zalet jest całkowicie pominięty w filmie motyw ducha poprzedniego właściciela Christine przejmującego kontrolę nad Arniem, dodatkowo wprowadzający do powieści wiele wątków związanych z tragiczną historią plymoutha. Jeszcze bardziej aniżeli na ekranie czuć, że samochód jest tutaj pełnoprawnym bohaterem, mającym swoje kaprysy i mroczne sekrety.
Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez Kinga jest rozpoczynanie każdego rozdziału fragmentem jakiejś piosenki związanej z samochodami, przy czym każda część dodatkowo dzieli się na piosenki o miłości, przyjaźni i śmierci. Był to niezły materiał do wykorzystania przez filmowców, którzy jednak z niego nie skorzystali, decydując się na wykorzystanie kilku innych utworów, chociażby „Born to Be Wild”.

Tym, co dodatkowo odróżnia książkę od filmu, jest większa jej wulgarność i brutalność. Podczas gdy w filmie ataki Christine są bardzo oszczędne i prawie całkowicie pozbawione krwi, ponieważ (zapewne ze względów finansowych) zgony następują poza kadrem, w książce są zdecydowanie bardziej „soczyste” i rozbudowane, stanowiąc niezłą pożywkę dla osób z plastycznym umysłem, potrafiących sobie zwizualizować opisy Kinga. Na rozbudowanych opisach zyskują również bohaterowie, w powieści bardziej pełnokrwiści i wyraziści, z którymi łatwiej jest się identyfikować.

Chociaż „Christine” nie jest opus magnum w portfolio Kinga, będąc po prostu jedną z wielu książek z dorobku Amerykanina, zalicza się jednak do grona tych lepszych, z którymi warto się zapoznać. Może ona stanowić ciekawą lekturę również dla osób takich jak ja, które wcześniej widziały film. Chociaż był on dość wierną adaptacją, pominął naprawdę wiele wątków, w jakiś sposób zmienił również część wydarzeń, warto więc przekonać się, jak to wszystko wyglądało u źródeł. Lektura książki dodatkowo pozwoli znaleźć odpowiedź na wiele pytań, jakie pojawiły się po obejrzeniu filmu. Jeśli z kolei nie miało się kontaktu z żadną wersją historii o zabójczym plymoucie fury, warto sięgnąć najpierw właśnie po wersję papierową. Nie należy zrażać się jej objętością (i pomyśleć, że pierwotnie miało być to tylko opowiadanie!), wchodzi bowiem naprawdę gładko, stanowiąc bardzo przyjemną i zajmującą lekturę. Jeśli jednak chodzi o wady, moim zdaniem „Christine” ma tylko jedną: ci, którzy nie przepadają za twórczością Kinga, po lekturze z całą pewnością się do niej nie przekonają, jest to bowiem powieść typowo kingowska. To w dużej mierze dramat okraszony wątkami nadprzyrodzonymi, który nie przeraża, ale wciąga, jeśli jest się wrażliwym na pomysłowość i stylistykę autora.

data: 20:25; 23 stycznia 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz