Książki

« powrót
Satan's Snowdrop
(Szatański pierwiosnek)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Guy N. Smith
Wydawnictwo: Phantom Press International
Ilość stron: 248
Rok wydania: 1980
Rok wydania w Polsce: 1991

Pierwsza połowa lat 90. minionego stulecia. Siedmio-, może ośmioletni chłopiec wchodzi do pokoju na piętrze służącego za domową bibliotekę, a po krótkich poszukiwaniach wśród zalegających tam książek odnajduje taką, której okładka przyciąga jego uwagę. Wyglądała ona tak, jak ta znajdująca się przy tej recenzji. Chłopiec dorósł i przybrał pseudonim artystyczny Pottero, ale wspomnienie o „Szatańskim pierwiosnku”, który w dzieciństwie napędził mu niezłego stracha, towarzyszyło mu za każdym razem, gdy przeszukiwał antykwariat. Nie zniechęciło go nawet to, że autor książki, Guy N. Smith, wśród miłośników grozy nie cieszy się zbytnim poważaniem; gdy w końcu po latach dorwał upragniony egzemplarz, rzucił się nań łapczywie, aby sprawdzić, czy „Szatański pierwiosnek” po tak długim czasie nadal jest dobrą powieścią, jaką zapamiętał.

Al Pennant, amerykański milioner, kupuje położoną w Szwajcarii willę La Maison des Fleurs – Dom Kwiatów. Ma pełną świadomość tego, że przed laty była ona siedzibą gestapowskiego oprawcy i że najprawdopodobniej doszło tam do co najmniej jednego mordu, jednakże nie zniechęca go to do chełpienia się nową rezydencją. Mężczyzna za nic ma przerażenie żony Veroniki i syna Toda, którym nocą ukazują się oprawca nazistowski Reichenbach i jego ofiary, które od lat noc w noc przeżywają tę samą gehennę. Dziwne wydarzenia i psychoza rodziny narastają z każdym dniem, jednakże Al decyduje się przewieźć rezydencję do Stanów, zaś Veronica i Tod mają płową nadzieję, że gdy dom stanie w nowym miejscu, ich koszmar się skończy. Ale czy potężne zło można tak łatwo pokonać?

Mimo pewnych obaw, jakie towarzyszyły mi, gdy ponownie zetknąłem się z „Szatańskim pierwiosnkiem”, mogę z ulgą przyznać, że mimo upływu piętnastu lat, książka ponownie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Pomysł z szatańskim pierwiosnkiem, nawiedzoną rezydencją i zamieszkującym ją nazistowskim katem, który przez dziesięciolecia znęcająca się nad swoimi ofiarami, nadal ma moc. Akcja jest wartka i wciągająca, toteż lektura powieści to rzecz naprawdę przyjemna i wciągająca bez reszty na około cztery godziny, tyle bowiem mniej więcej należy poświęcić na ukończenie tej niezbyt grubej książki. Jeśli miałbym zarzucić coś fabule, wskazałbym na bohaterów, których zachowanie może trochę drażnić – od pewnego momentu doskonale zdają sobie sprawę z tego, że z La Maison des Fleurs zdecydowanie coś jest nie tak, co przeraża ich doszczętnie, a mimo wszystko idą w zaparte, stwierdzając raz po raz, że dadzą domowi jeszcze jedną szansę; a nuż zło, które się w nim zasiedliło, dobrowolnie go opuści? Wśród nieco upierdliwych rzeczy, jakie charakteryzują książkę, wymieniłbym jeszcze powtarzany do znudzenia, niemalże za każdym razem, gdy się pojawia, upiorny wygląd widma, z obowiązkowym zaakcentowaniem płatów skóry odpadających z czaszki. Obydwa powyższe bywały odrobinę irytujące, ale mimo wszystko, przynajmniej w mojej opinii, nie wypłynęły znacząco na odbiór książki. Podobnie jak chociażby fabuła, której zakończenie może się niektórym w pewnym momencie wydawać oczywiste (cóż, przyznaję, że jako ośmiolatek jej nie rozgryzłem i byłem niezmiernie ciekaw, jak się skończy), która jednak nadrabia klimatycznymi retrospekcjami, będącymi snami bohaterów.

Trochę za smutkiem muszę stwierdzić, że po upływie tak wielu lat „Szatański pierwiosnek” niestety przestał straszyć. Człowiek naoglądał i naczytał się już więcej okropności, a i umysł przestał być tak elastyczny jak w dzieciństwie, sprawiając, że podczas powtórnej lektury nie czuło się nawet dreszczu na plecach czy zimnego potu na karku. Groza co prawda się ulotniła, ale na szczęście klimat wciąż jest wyczuwalny, będąc dodatkowym bodźcem sprawiającym, że „Szatański pierwiosnek” po prostu bez zapamiętania pochłaniałem strona po stronie. Mimo wszystko jedno w „Szatańskim pierwiosnku” się nie zmieniło – sceny, w których Smith opisuje kaźń zgotowaną ofiarom przez Reichenbacha, nadal mogą zrobić wrażenie i nawet mimo stępionej plastyczności umysłu, łatwo wczuć się zarówno w klimat powieści, jak i poniekąd w sytuację ofiar oraz ludzi, którzy te wszystkie okropności obserwują. Gdyby ktoś zdecydował się zekranizować książkę i pozostać wierny okrucieństwom opisywanym przez autora, zaś w realizację zatrudnieni byliby dobrzy magicy od charakteryzacji i efektów specjalnych, „Szatański pierwiosnek” pod względem makabry zapewne zdołałby przebić „Piły” i „Hostele”.

Książka, o dziwo, spełniła oczekiwania, jakie w niej pokładałem, gdy kilka dni temu z radością wziąłem ją do rąk. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to najlepsza z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek Smitha, spokojnie zasługująca na mocną siódemkę. Ocenę z sentymentu jednak trochę zawyżam i wybaczam autorowi to, że spłodził takie rzeczy, jak chociażby, pożal się boże, „Bestię”, które czasem sprawiały, że zaczynałem wątpić w książkowy horror i skutecznie zniechęciły mnie do czytania następnych jego powieści. Jeśli zobaczycie „Szatański pierwiosnek” w bibliotece bądź antykwariacie, kupujcie bądź kserujcie; nawet jeśli macie o Smisie niezbyt pochlebne zdanie, ta książka być może pozwoli wam spojrzeć nań trochę przychylniej.

data: 00:21; 26 grudnia 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |