Książki
(Martwe światło)
Wydawnictwo: Runa
Ilość stron: 355
Rok wydania w Polsce: 2009
Ostatnie lata przyniosły na polskiej scenie literatury grozy debiuty kilku utalentowanych autorów, których twórczość charakteryzuje się jednakowoż rozmaitymi cechami. Jedni, jak Jakub Małecki, starają się wnieść powiew świeżości do literackiego horroru, inni, wśród nich Mariusz Kaszyński, autor „Skarbu w glinianym naczyniu” i „Rytuału”, garściami czerpią z dokonań klasyków gatunku, realizując jednak znane szablony w niezwykle interesujący sposób. Po lekturze dwóch pierwszych powieści Kaszyńskiego z dużymi oczekiwaniami sięgnąłem po jego najnowszy utwór – „Martwe światło”. I tym razem autor nie zawiódł, choć otrzymałem książkę odrobinę słabszą od jego poprzednich dokonań.
Piotr Gradowski budzi się w szpitalu skrępowany, zupełnie nie pamiętając wydarzeń z ostatnich dni. Obraz, jaki kształtuje się z rozmów pomiędzy pilnującym go policjantem a lekarzami jest jednak przerażający – Piotr zabił z niesłychanym okrucieństwem trójkę swoich dzieci. Od tego momentu wspomnienia zaczynają stopniowo powracać, a wraz z nimi mroczny sekret wydarzeń, które doprowadziły do tragedii.
Ucieszyło mnie, iż Mariusz Kaszyński nie zrezygnował w „Martwym świetle” z jednej z najmocniejszych stron swojej twórczości, mianowicie mocnego osadzenia powieści w polskich realiach – główny bohater to typowy, prosty mieszkaniec polskiego osiedla, którego problemy koncentrują się wokół spraw życia codziennego. Ponadto w powieści nie brakuje też zobrazowania zjawisk związanych z Kościołem, a nawet jego zawoalowanej krytyki. Autor wprowadza także występujący w jego poprzednich horrorach pierwiastek tajemnicy, jednak pod tym względem „Martwe światło” prezentuje się słabiej niż „Skarb w glinianym naczyniu” i „Rytuał”. Rozwiązania zagadki można się domyślić dość szybko, a i przewidzenie formy finału nie powinno sprawić czytelnikowi większych trudności – taki stan rzeczy jest spowodowany głównie sporą ilością dość popularnych zarówno w literaturze, jak i kinie grozy motywów.
Co istotne, „Martwe światło” to powieść dość brutalna. We wprowadzeniu szczegółowych opisów krwawych scen nie przeszkodziły autorowi odgrywające w powieści istotną rolę postacie dzieci, które z czasem urastają do rangi nieco enigmatycznego zagrożenia. Owe brutalne fragmenty oraz ogółem rzecz biorąc solidna strona językowa w dużej mierze rekompensują schematyczność powieści, jako że dzięki nim „Martwe światło” wciąga czytelnika nie mniej niż poprzednie horrory Kaszyńskiego.
Mimo mankamentów, nowy utwór Mariusza Kaszyńskiego podtrzymuje chlubny trend w powieściach grozy tegoż autora – trudno je odłożyć na półkę przed przeczytaniem ostatniej stronicy. Osobiście uważam omawianą książkę za nieco słabszą od jego poprzednich utworów, głównie ze względu na niezbyt wyrafinowaną i łatwą do rozszyfrowania zagadkę, jednak tym, którym twórczość Kaszyńskiego przypadła do gustu, mogę „Martwe światło” polecić. Mam nadzieję, iż pisarz nie zatrzyma się w rozwoju i nie pozwoli swojej twórczości zbytnio zasklepić się w schematach, gdyż jak dotąd zaprezentował spore możliwości, predysponujące go do stania się wiodącą postacią na scenie polskiej literatury grozy.