Książki
(Cieniste ognie)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 544
Rok wydania w Polsce: 2005
Motyw szalonego naukowca starającego się zastąpić Boga i prowadzącego niebezpieczne badania był wielokrotnie eksploatowany zarówno w kinie, jak i literaturze grozy. Trudno oczekiwać w tej tematyce jakiejkolwiek nowatorskiej pozycji, jednak sięgnięcie po ów popularny motyw przez tak kreatywnego pisarza jak Dean Koontz dawało mi nadzieję na solidną powieść grozy. Nie zawiodłem się – Amerykanin niczego rewolucyjnego może nie wymyślił, ale maksymalnie urozmaicił fabularny szablon, w swoim stylu wciągając czytelnika już od pierwszych akapitów.
Eric Leben, naukowiec prowadzący tajny projekt z zakresu inżynierii genetycznej, ginie w wypadku tuż po rozmowie ze swoją byłą żoną, Rachel. Kobieta jest przesłuchiwana przez policję i bierze udział w identyfikacji zwłok, jednak prawdziwy koszmar jest dopiero przed nią, jako że zwłoki jej byłego towarzysza życia … znikają z kostnicy. Rachel wie, że badania Erica obejmowały metody ożywiania martwych komórek, podejrzewa zatem najgorsze. Jej przewidywania nie są dalekie od prawdy, gdyż Leben istotnie powrócił do życia, jednak substancja, która przywróciła go do świata żywych wywołuje katastrofalne skutki uboczne – zarówno umysł, jak i ciało naukowca ulegają przerażającym zmianom. Na domiar złego Rachel staje się celem polowania byłych partnerów Lebena, którzy uważają ją za potencjalne niebezpieczeństwo. Czy kobiecie i jej przyjacielowi Benowi uda się umknąć prześladowcom i unicestwić powoli przemieniającego się w potwora Erica ?
Choć motyw nieudanych badań genetycznych i ich zgubnych skutków nie jest, jak już wspomniałem we wstępie, niczym nowym, to jednak Koontz oplótł wokół niego sporą ilość ciekawych wątków pobocznych, których bohaterowie zostali nakreśleni dość dokładnie. Nie brakuje tu ciekawych, niejednoznacznych postaci, jak choćby stojący wobec trudnych dylematów moralnych agent Jerry Peake, czy sam Eric Leben – po części czarny charakter, a po części miotająca się ofiara własnych nieprzemyślanych eksperymentów. Do szczególnie interesujących fragmentów powieści należą opisy umysłowych i fizycznych przemian naukowca, które Koontz napisał ze sporym polotem i precyzją. Po ich lekturze czytelnik waha się pomiędzy skrajnymi uczuciami wstrętu wobec morderczych instynktów dochodzących do głosu w umyśle Lebena, oraz współczucia wobec jego rozpaczy wynikającej z całkowitego odrzucenia, odczłowieczenia i braku nadziei na przyszłość.
„Cieniste ognie” charakteryzują się też wartką akcją, która nie zwalnia nawet na chwilę, systematycznie zasypując czytelnika kolejnymi interesującymi wydarzeniami przynależącymi do rozmaitych wątków, które splotą się w dramatycznym i trzymającym w napięciu finale. Zestawienie tego atutu z wspomnianymi wyżej interesującymi postaciami bohaterów oraz zachowaniem niezłego poziomu językowego każe spojrzeć na „Shadowfires” bardzo łaskawym okiem.
Dean Koontz jak mało kto potrafi łączyć elementy horroru i thrillera w pasjonującą całość, a w „Cienistych ogniach” sztuka ta udała mu się szczególnie dobrze. Ta wciągająca, trzymająca w napięciu powieść jest jedną z tych, które szczególnie ciężko było mi odkładać wieczorem mimo zmęczenia i buntu łaknącego snu organizmu. Bez wątpienia pozycja ta nie jest żadnym kamieniem milowym w historii literatury grozy, ale stanowi przykład twórczości popularnego amerykańskiego pisarza w jego wysokiej formie (w tym samym roku Koontz napisał świetnych „Opiekunów”, a rok później jedną ze swych najlepszych powieści – „Grom”). Nie siląc się więc na zbędne recenzenckie ozdobniki – polecam !