Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Dracula the Un-Dead
(Dracula: Nieumarły)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Dacre Stoker, Ian Holt
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 347
Rok wydania: 2009
Rok wydania w Polsce: 2009

„Sequel” to określenie, które większość osób przyprawia o nieprzyjemne dreszcze, szczególnie, jeśli pojawia się w tym samym zdaniu, co tytuł ich ukochanego dzieła. W moim przypadku najbardziej przerażający ciąg słów to ten, w którym obok tego feralnego wyrażenia pojawia się również imię hrabiego Draculi. Niepokojąca perspektywa stała się faktem, bo nie dalej jak miesiąc temu wydawnictwo Znak wypuściło na rynek kontynuację mojej najukochańszej powieści.

Minęło dwadzieścia pięć lat. Jonathan Harker zestarzał się, rozpił i zrobił wszystko, by zniszczyć swoje małżeństwo z Miną. Ona z kolei pozostała równie piękna, jak w ostatnich latach XIX stulecia. Nie przeminęło też jej uczucie do mrocznego księcia. We wspólnej historii małżeństwa Harkerów pojawiła się też nowa osoba – ich dorosły już syn, Quincey. Jego bunt wobec rodziców zbiega się z czasem z planami złej istoty, która postanowiła w końcu zemścić się na pogromcach wampirów.

Bram Stoker opublikował dzieło swojego życia (a właściwie po-życia, bo „Dracula” stał się bestsellerem już po jego śmierci) w 1897 roku, co oznacza, że na dalszy ciąg tej historii musieliśmy czekać 112 lat! Za sequel bodaj najsłynniejszego horroru w dziejach literatury postanowiło się wziąć dwóch mężczyzn, z których jeden jest potomkiem samego autora. Dzięki temu cała inicjatywa wydaje się mieć jakoś więcej sensu, szczególnie że panowie, za sprawą nazwiska „Stoker” mieli ułatwiony dostęp do notatek pozostawionych przez Brama. Jeśli wierzyć w ich słowa, nowa powieść powstała w dużej mierze właśnie w oparciu o pomysły twórcy „Draculi”, który podobno sam planował kontynuowanie historii o swoim wampirze. I tak zrodził się twór mający prawie trzysta pięćdziesiąt stron i przekreślający w zasadzie wszystkie istniejące i szanowane po dziś dzień ekranizacje powieści, z tą stworzoną przez Francisa Forda Coppolę na czele.

Jestem bardzo odległa od obiektywizmu podczas oceniania „Draculi: Nieumarłego”. Pierwowzór przeczytałam w wieku ośmiu lat, jako pierwszą „dorosłą” książkę, przez co po dziś dzień uważam powieść Brama za dzieło doskonałe, nieskazitelne i absolutnie wspaniałe. Przy takim stosunku do całej historii nie można ocenić sequel w sposób chłodny, bo nie stosuje się do tego żadnych racjonalnych przesłanek. Chętnie skonfrontowałabym swoje zdanie z opinią kogoś, kto nigdy nie był opętany przez „Draculę”. Wydaje mi się, że każdy, kto ma podobne do moich doświadczenia z oryginalną powieścią, może ten sequel albo pokochać bezkrytycznie, albo z miejsca znienawidzić. Znalazłam się w tej pierwszej grupie, a to dlatego, że dostałam do ręki coś, co naprawdę wygląda, jakby było dalszym ciągiem. Język jest delikatnie stylizowany na końcówkę XIX wieku, bohaterowie nie zmieniają swoich zachowań, tonu wypowiedzi ani ogólnej postawy, a wszystko nadal reprezentuje powieść gotycką. To, co może uderzyć w czytelników i podzielić ich opinie to zabawa z historią. Zaskakujący spinacz Stokera II i Holta połączył ze sobą znaną nam opowieść z tajemnicą Kuby Rozpruwacza i dziejami Elżbiety Batory (nota bene krewnej Vlada Ţepeşa), w sposób, którego chyba nie można się było spodziewać. Podobnie szokujące jest również to, co autorzy zrobili z samym hrabią (przedefiniowując wszystko, co do tej pory znaliśmy, co było oczywiste – wrażliwa dusza będzie zachwycona, jak inni?). Dodatkowo w powieści pojawia się… Bram Stoker. I sama powieść, zbierająca kurz w XX-wiecznych księgarniach Londynu. W ten sposób natykamy się na takie smaczki, jak chociażby wymiana zdań między Miną Harker a jej synem: „Skąd znasz Brama Stokera?” – „Kogo?”. Pewnie wielu z czytelników tej recenzji jest już przerażona, a może nawet zniesmaczona. Proponuję jednak, by każdy wyrobił sobie zdanie o „Draculi: Nieumarłym” sam. Bez wątpienia jest to kontrowersyjna inicjatywa, a i realizacja wzbudzać będzie zapewne wiele emocji. Dla mnie możliwość spotkania tych wszystkich bohaterów i śledzenia, jak wszystko ostatecznie się zakończy była wspaniałym przeżyciem, którego każdemu z Was życzę. Mocno ckliwa mi wyszła ta recenzja, ale cóż, nie codziennie dostaje się do ręki dalszy ciąg ukochanej historii z dzieciństwa. Ja pracę panów Stokera II i Holta kupuję bezwarunkowo i stawiam na półce obok największego horroru naszych czasów. A Wam polecam zapoznanie się!

data: 16:04; 28 listopada 2009     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau