Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Książki

« powrót
Rosemary's Baby
(Dziecko Rosemary)
Ocena: * * * * * * * * * *
Autor: Ira Levin
Wydawnictwo: Wydanie Literackie, Kraków
Ilość stron: 238
Rok wydania: 1967
Rok wydania w Polsce: 1988

„(…) Bóle nie tylko nie znikły po dwóch dniach, ale wzmogły się wręcz i nasilały, jakby coś w jej wnętrzu było coraz ciaśniej i ciaśniej opasywane przez jakiś drut, usiłujący rozciąć to na dwoje. Ból trwał całymi godzinami, po czym słabł na parę minut, ale tylko po to, by zebrać siły do nowego ataku. Aspiryna niewiele pomagała, a Rosemary obawiała się zażywać jej zbyt wiele. Sen, kiedy w końcu nadchodził, przynosił dręczące koszmary, w których walczyła z osaczającymi ją w łazience ogromnymi pająkami lub przedzierała się rozpaczliwie przez niskie czarne zarośla, które wyrastały ze środka dywanika w salonie. Budziła się zmęczona, z jeszcze silniejszymi bólami”

„Dziecko Rosemary” to w dużej mierze społeczna powieść psychologiczna, a nie typowa opowieść grozy, do jakich przyzwyczaili nas współcześni pisarze. Tytułowa bohaterka prowadzi wewnętrzną walkę ze swoimi mirażami i obawą przed narodzinami dziecka. A ciąża przecież określana jest jako jeden z najpiękniejszych okresów w życiu kobiety, tym bardziej, kiedy obok niej spoczywa kochający partner. Rosemary, mając to wszystko, zamiast kwitnąć i nabierać kobiecych kształtów, dręczona jest potwornym bólem, opisem którego postanowiłem rozpocząć moją recenzję. Bólem wewnętrznym, wynikającym z obawy czy aby nowonarodzony potomek będzie zdrowy, oraz fizycznym, przedzierającym jej ciało na wskroś, doprowadzającym do całkowitej degradacji organizmu. Powieść Iry Levina składa się z dwóch części, gdzie w pierwszej poznajemy bohaterów, a w drugiej jesteśmy świadkami tragedii z okresu zajścia w ciążę bohaterki, aż do narodzin bękarta. Wydawnictwo Literackie (Kraków) przełożyło książkę w dużym nakładzie, dodatkowo zdobiąc ją świetnymi, rysunkowymi przerywnikami, które przypominają świat ukazany w odbiciu krzywego zwierciadła. Twarze są nienaturalnie powykrzywiane w przeraźliwe grymasy i często dostrzegamy w nich roznegliżowaną postać Rosemary.

Książkę Levina czyta się lekko i z zainteresowaniem. Sam przekartkowałem ją w ciągu kilku godzinek, co jest oznaką, że po prostu wciąga czytelnika. Jedynym mankamentem, który daje się we znaki to prostota, a wręcz ubogość językowa. Autor nie zawarł w swoim dziele zbyt opisowych fragmentów. Może w pewnym sensie z wyjątkiem tego, który przytoczyłem na początku. Wydaje się być ona zatem swego rodzaju scenariuszem filmu Polańskiego, gdyż zdecydowana większość motywów, a nawet rozmów powtarza się na okrągło, tyle tylko, że reżyser znacznie lepiej wszystko wykorzystał. W powieści przeważają sztywne dialogi, szatkowana narracja oraz kilka nic nie wnoszących momentów z życia bohaterów. Podobnie jak wiele osób, mających kontakt z książką jak i jej adaptacją, uważam, że „Dziecko Rosemary” zdecydowanie lepiej się ogląda, niż czyta. Nie zmienia to jednak faktu, że Ira Levin, po opublikowaniu powieści wyznaczył pewne standardy w tematyce okultyzmu. No i uważana jest ona za najważniejszą pozycję w karierze pisarza, czego dowodzi sprzedaż przeszło 500 milionów egzemplarzy.

Ira Levin do płodnych pisarzy jednak nie należał. Spod jego pióra powstały jeszcze „Pocałunek przed śmiercią”, „Żony ze Stepford”, „Sliver” czy próba kontynuacji swojego największego dzieła, „Son of Rosemary”, który nigdy na nasz ojczysty język nie przełożono. I pomimo, że kilka z pozycji doczekało się filmowych adaptacji, to żadna z nich nie zbliżyła się poziomem do produkcji Romana Polańskiego. „Dziecko Rosemary” wypada zatem znać, choć myślę, że obecnie jest to już nieco przereklamowana historia, trącąca myszką, która nie wywoła tak wielu kontrowersji pośród dzisiejszych czytelników, jak niegdyś. Czyta się ją jednak prędko, zatem ostatecznie można stracić jedynie odrobinę czasu, a zyskać całkiem wiele – w końcu klasykę znać warto. Ira Levin zmarł mając 78 lat na atak serca 12 listopada 2007 roku w Nowym Jorku.

data: 20:30; 04 listopada 2009     autor: Miłosz „J.M” Górniak