Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
BloodRayne
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: TPP
Producent: Terminal Reality
Wydawca: Vivendi Games
Premiera światowa: 2003-05-02
Premiera polska: 2003-06-27

 Rok 2002, gdy debiutowała pierwsza część „BloodRayne”, był wprost wymarzonym czasem dla tej produkcji, ponieważ udało jej się choć częściowo zapełnić pewną lukę na rynku gier komputerowych. Lara Croft, ikona interaktywnej rozrywki, od trzech lat oficjalnie leżała pogrzebana w grobowcu Tutenchamona, jej wskrzeszenie wydawało się jeszcze nie do końca pewne, więc prym ponownie zaczęli wieść twardzi mężczyźni. I wtedy właśnie pojawiła się Rayne – równie (a może nawet bardziej) seksowna co Lara, ale w odróżnieniu od niej o wiele bardziej drapieżna i niegrzeczna. Nie straszne jej demony czy armia nazistów, nie miała żadnych oporów przed tym, aby na prawo i lewo rzucać „fuckami” czy szydzić ze swoich konających w agonii wrogów. Nowa komputerowa heroina skazana była na sukces, nic więc dziwnego, że z miejsca pokochały ją tysiące graczy na całym świecie.

„BloodRayne” pozwala graczowi sterować Rayne – seksowną dhampirzycą na usługach Brimstone Society, tajemniczej organizacji walczącej ze złem. Gra rozpoczyna się w latach 20. dwudziestego wieku, kiedy to Rayne zostaje wysłana na bagna w Louisianie, gdzie zmierzyć musi się z hordą zombies oraz pająkopodobnych mutantów. Prowadzone przez nią śledztwo ujawnia, że za dziwacznymi wydarzeniami w tym rejonie stoją wyznawcy tajemniczego kultu. W dwóch następnych aktach, rozgrywających się podczas II wojny światowej, bohaterka odwiedzi nazistowską twierdzę w Argentynie oraz ruiny zamku gdzieś w hitlerowskich Niemczech. W obydwu lokacjach ponownie spotka się z wyznawcami kultu.

Rozgrywka nie jest zbyt wymagająca, ogranicza się do zabijania licznych wrogów. W pierwszym akcie będą to wspomniane zombies i pająkopodobne stwory, w następnych zastępy nazistów (także zainfekowanych przez dziwne pasożyty) oraz różnych potworów. Sporadycznie zdarzy się, że bohaterka będzie musiała odnaleźć jakiś przedmiot, np. baterię albo bombę, czy przesunąć jakąś wajchę. Takich zadań jest raptem kilka, ich zrealizowanie zajmuje kilka chwil, tak więc nic w znacznym stopniu nie przeszkadza graczowi w radosnej eksterminacji wszystkiego, co się rusza. Do dyspozycji Rayne oddano pokaźny arsenał, na który składa się kilka rodzajów broni palnej (pistolety, karabiny, panzerfausty) oraz granaty. Gdy zabraknie broni konwencjonalnej, bohaterka zawsze użyć może przymocowanych do rąk długich ostrzy, dzięki czemu bez problemu przerabia wrogów na mielone. Ostrza sprawdzają się jednak jedynie w starciach bezpośrednich z większością ludzi bądź zombies, bowiem na starcia z pokaźniejszymi potworami oraz bossami konieczne jest zaopatrzenie się w broń palną. Ostatnią „bronią”, z której może skorzystać Rayne, jest wypicie krwi wroga, jednakże ta metoda eksterminacji – podobnie jak ostrza – sprawdza się jedynie w przypadku szeregowych żołnierzy, żywych trupów oraz tych ludzkich bossów, którzy nie używają specjalnych zabezpieczeń. Na wyposażeniu Rayne znajduje się również harpun, za pomocą którego może przyciągnąć do siebie oddalonego wroga, aby następnie, po wstukaniu odpowiedniej kombinacji klawiszy, od razu wypić jego krew. Chociaż walka nie należy do najtrudniejszych, kilka razy trzeba będzie wykazać się odrobiną pomysłowości i refleksu, np. unikać serii z karabinu księdza poruszającego się na mechanicznej opancerzonej ambonie, któremu ciosy zadawać można tylko w odpowiednim momencie, bądź w – najbardziej wyczerpującej – walce z potężnym finałowym bossem. Bardzo możliwe jest, że nim go pokonamy, kilkakrotnie obejrzymy outro, w którym Rayne ginie.

Dochodzimy do elementu najbardziej horrorowego, czyli wampirycznych zdolności Rayne. Picie krwi to podstawa, bowiem jedynie tak bohaterka może zregenerować zdrowie. Wiąże się z tym małe utrudnienie, ponieważ na niektórych poziomach dość trudno znaleźć odpowiedni materiał na pożywienie, bowiem zaatakowanych przez pasożyty żołnierzy nie można wyssać. Chociaż bohaterka jest półwampirem, nie jest odporna na ataki wrogów, energię odbiera jej również kontakt z wodą. Mimo to, że bycie dhampirem nie gwarantuje nieśmiertelności, zapewnia wachlarz dodatkowych udogodnień, pozwalających zdobyć przewagę nad większością szeregowych przeciwników, np. wykonywanie bardzo wysokich skoków, bohaterka jest też znacznie silniejsza od ludzi. Dodatkowo Rayne posiada nadprzyrodzone zdolności urozmaicające rozgrywkę. Wciskając odpowiednie klawisze możemy aktywować dodatkowe tryby widzenia – aurę (pozwala widzieć żywe stworzenia, także przez ściany, pokazuje również cele misji), wyostrzoną percepcję (coś na wzór bullet-time’u z „Maksa Payne’a”) i przybliżony widok (pozwala na łatwiejsze namierzenie celu, ale bez możliwości przemieszczania się). Najpożyteczniejszą opcją jest jednak szał krwi, który można aktywować po zabiciu odpowiedniej ilości przeciwników. Rayne jest wtedy zdecydowanie szybsza od wrogów, a czas jakby zwalnia, co pozwala na precyzyjniejsze i efektowniejsze zadawanie ciosów. Gdy szał krwi minie, należy odczekać, aż pasek ponownie się napełni. W szybszym jego napełnieniu pomaga stosowanie combosów, których Rayne uczy się przez całą grę.

Mimo sporej ilości plusów, gra niestety nie jest pozbawiona wad. Mniej poważną jest oprawa graficzna, która już w momencie premiery nie była jakimś superosiągnięciem. Grafika jest trochę kanciasta, animacje – zwłaszcza w scenach przerywnikowych – momentami kuleją, cały tytuł charakteryzuje mała interaktywność z otoczeniem oraz niewielka różnorodność lokacji. Przyczepić można by się jeszcze do nazistów, którzy przez całą grę mówią i krzyczą po angielsku, ale to drobny szczegół, ponieważ udźwiękowienie samo w sobie jest przyzwoite – słowo „fuck” w ustach Rayne brzmi seksownie, zaś jej ironiczne komentarze (np. „zgubiłeś coś” do wrzeszczącego nazisty bez kończyn) dodają tej produkcji smaczku. Największą bolączką tego tytułu jest to, że po pewnym czasie początkowo bardzo miodna rozrywka zaczyna nużyć. Chociaż przejście gry to kwestia około dziewięciu godzin, zabawa w pewnym momencie zaczyna robić się wtórna. Może dałoby się tego przykrego wrażenia uniknąć, gdyby nie drugi akt – jest on stosunkowo długi, a prawie przez cały czas poruszamy się albo w jednakowo wyglądających korytarzach nazistowskiej twierdzy, albo szaroburych podziemiach opanowanych przez zainfekowanych żołnierzy hitlerowskiej armii. Jeśli uda się przetrwać ten etap, początek trzeciego, wraz z nową, bardziej różnorodną lokacją może przywrócić wigor i sprawić, że już do samego końca z radością będziemy siekli i dziurawili to, co nam stanie na drodze. Część graczy jako wadę może odebrać także niską „kaloryczność” horroru cechującą tę produkcję. Jeśli srałeś ze strachu przy „Silent Hill II”, a grając w „Undying” przechodziły cię ciarki i chciałbyś zagrać w coś, co pozwoli na podobne doznania, musisz poszukać innego tytułu. „BloodRayne” jest krwawa, ale naprawdę trzeba chcieć, aby grając w nią się przestraszyć.

„BloodRayne” to niewymagająca i przyjemna gra, w sam raz na dwie noce. Mimo pewnych niedociągnięć, wspominam ją bardzo miło, głównie ze względu na możliwość dokonywania niczym nieskrępowanej rzeźni i – przede wszystkim – fajną bohaterkę. Co prawda gdy podchodzi się do niej po raz drugi bądź trzeci frajda już nie jest ta sama, a i całość szybciej zaczyna mierzić, ale – mimo leciwości – jeśli jeszcze nie miałeś styczności z ową grą, warto dać jej szansę.

data: 16:51; 03 listopada 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz