Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Dead Island
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: akcja/FPP/survival horror/cRPG
Producent: Techland
Wydawca: Techland
Premiera światowa: 2011-09-06
Premiera polska: 2011-09-09

Rok 2011 jak chyba żaden inny wcześniej przyniósł światu wiele gier autorstwa Polaków. W dodatku były to gry albo znakomite, albo przynajmniej ocenione w miarę pozytywnie przez recenzentów. Wszystko rozpoczęło się w marcu od Bulletstorm, następnie był Wiedźmin 2: Zabójcy królów, Anomaly: Warzone Earth, Call of Juarez: The Cartel, Dead Island i Hard Reset, a na premierę czeka jeszcze Afterfall: InSanity. Ta recenzja poświęcona będzie rzecz jasna Dead Islandzombie splatterowi autorstwa wrocławskiego Techlandu.

Rzecz dzieje się na rajskiej wyspie Banoi, leżącej gdzieś u wybrzeży Papui-Nowej Gwinei. Kierowana przez gracza postać budzi się na ostrym kacu w swoim hotelowym pokoju, aby po wyjściu z niego zastać obraz nędzy i rozpaczy. Hotel wydaje się wyludniony, na korytarzach panuje ogromny bałagan, zaś w pokojach leżą ludzkie zwłoki. Niedługo później Bohater natyka się na szwendaczy, ale udaje mu się wydostać z hotelu. Po odzyskaniu świadomości budzi się w domku na plaży, w którym schronili się inni ocaleli. Od tego momentu postać kierowana gracza, jako jedna z niewielu osób odporna na zarazę, staje się chłopcem na posyłki – wykonuje różne zadania mające na celu przybliżyć ją do opuszczenia wyspy, przy okazji walcząc z hordami nieumarłych, którzy opanowali Banoi.

Chociaż przed premierą wydawało się, że Dead Island będzie rasowym survival horrorem, praktyka pokazała, że równie ważne są w grze elementy RPG. Już na samym początku dostajemy możliwość wybrania jednej spośród czterech postaci, różniących się nie tylko życiorysem i umiejętnościami, ale też parametrami takimi jak siła i odporność. Logan Carter, były futbolista, najlepiej radzi sobie z bronią miotaną, czarnoskóry raper Sam B to typowy tank i ekspert od wszelkiego rodzaju młotów i innych sprzętów mogących zmiażdżyć wraże łby, ekspolicjantka Purna najlepiej radzi sobie z bronią palną, zaś Xian Mei ze wszelkimi ostrymi narzędziami. Chociaż wybór np. Logana nie wyklucza korzystania z broni innej niż miotana, to oznacza on, że przez całą grę ulepszać będziemy właśnie tego rodzaju zdolności, nieco gorzej radząc sobie z katanami czy pistoletami. Osobiście uważam, że najmniej opłacalne jest wybieranie Purny – broni palnej jest na wyspie niewiele, a pierwszy pistolet znajdujemy dopiero po kilku godzinach gry. Co więcej, broń palna najlepiej sprawdza się w walce z nieumarłymi jeszcze przeciwnikami, a tych spotykamy stosunkowo rzadko.

Do elementów erpegowych zalicza się również lewelowanie postaci, rozwijanie drzewka umiejętności, wykonywanie questów oraz modyfikowanie posiadanych broni. Warto zauważyć, że zdobycie wszystkich umiejętności podczas pojedynczej kampanii nie jest możliwe, dlatego trzeba dobierać je uważnie, aby jak najefektywniej radzić sobie w starciach z zombies. Tych z kolei jest kilka rodzajów – od pospolitych szwendaczy (miłe nawiązanie do komiksu Żywe trupy i serialu The Walking Dead na jego podstawie), którzy zawsze atakują w grupach, poprzez przeciwników bardziej wymagających – silnych i wytrzymałych zbirów i szybszych od standardowych szwendaczy zainfekowanych – po rzadziej spotykanych, ale potrafiących napsuć krwi taranów, eksplodujących po podejściu do nich samobójców, plujących mazią topielców oraz rzeźników, którzy próbują zabić zaostrzonymi kośćmi przedramion. Do tego w niektórych miejscach dochodzą również starcia z ludźmi. Rzecz jasna większość przeciwników to szwendacze, tak więc zawsze warto mieć przy sobie zapas broni, dzięki któremu poradzimy sobie z większą grupą. Środków eksterminacji jest naprawdę sporo – walczyć można nożami, katanami, kijami baseballowymi, kijami od mioteł, pałkami, maczetami i całą masą innych przedmiotów, które znajdziemy podczas eksploracji wyspy. Zbierać będziemy również plany i wszelkiego rodzaju śmieci, co – niemalże identycznie jak w Dead Rising – pozwala na skonstruowanie broni specjalnych, jak chociażby nabijanego gwoździami kija. Moimi ulubionymi broniami były kij baseballowy z piłą tarczową napędzaną małym silniczkiem oraz maczeta „electro” – dzięki niej przy nieudanym zdekapitowaniu przeciwnika zawsze miałem szansę na to, żeby porazić go prądem, co w większości przypadków kończyło się jego (ponowną) śmiercią (a czasem przez nieuwagę i moją). Mając ulubioną broń warto o nią dbać, ponieważ zużywa się ona w miarę eksploatacji, więc przy każdej nadarzającej się okazji należy ją podreperować bądź zmodyfikować.

Chociaż Dead Island rozgrywa się na odciętej od świata wyspie, nie można narzekać na brak zróżnicowania miejscówek. Pierwsze rozdziały osadzone zostały w słonecznym kurorcie, co niektórym graczom może nie pasować do horroru, następnie przenosimy się do położonego w środku wyspy miasteczka, dżungli oraz w jeszcze jedno miejsce, którego nie zdradzę, bo może być to spojlerem. W każdej z lokacji znajduje się swoista „baza wypadowa”, gdzie otrzymamy zadania popychające fabułę do przodu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby odwiedzić wcześniejsze lokacje, co jest konieczne w przypadku niektórych questów. Ponieważ wyspa jest dość rozległa, przemieszczanie się po niej ułatwiają możliwe do znalezienia gdzieniegdzie samochody.

Chociaż gra jest znakomita i wciągająca, zapewniając kilkanaście godzin dobrej zabawy, nie należy nastawiać się na pełnokrwisty horror (chociaż akurat krwi jest w nim pełno). Wyraźnie zauważalne są inspiracje twórców filmami, w tym m.in. Zombi 2 Lucia Fulciego, oraz innymi grami o zombies (serie Left 4 Dead, Dead Rising), co jednak zbytnio nie przekłada się na atmosferę grozy. Sytuacje, kiedy na skórze można poczuć gęsią skórkę, są naprawdę rzadkie, w dodatku dochodzi do nich w dalszej części gry – podczas eksploatowania kanałów pod miasteczkiem oraz niektórych etapów dżungli (w tej spotkać można m.in. noszącego hokejową maskę osiłka imieniem Jason, którego trudno pokonać bronią inną niż... znajdująca się w jego domku piła mechaniczna). Chociaż odgłosy wydawane przez zombies są bardzo przekonujące, to nie wywołują strachu – u mnie powodowały sprawdzenie stanu broni i przyszykowanie się na walkę. W Dead Island zabrakło niestety elementów takich jak chociażby spotkania z witch w Left 4 Dead, które powodowały szybsze bicie serca nawet mimo tego, że gdzieś po drugiej stronie kabla były jeszcze trzy inne osoby, z którymi grałem. Poza tym do walk należy odpowiednio się przyłożyć – bezmyślne machanie czy rzucanie bronią w starciu z większą ilością zombies może okazać się bolesne, dlatego warto dokładnie wymierzać ciosy. Jest to o tyle skuteczne, że przykładowo odcinając umarlakowi rękę bądź miażdżąc w niej kości, nie będzie on w stanie jej używać. Z kolei posiadając maczetę bądź katanę, dobrze wymierzony cios pozbawia przeciwnika głowy, co automatycznie kończy jego (drugi) żywot.

Oprawa graficzna daje radę, widać jednak, że mamy do czynienia z grą, która powstawała przez kilka lat, trochę więc odstaje od czołówki. Tym niemniej niektóre lokacje są naprawdę znakomite, czasem po prostu chce się stanąć na plaży i podziwiać widoki. Udźwiękowienie także nie budzi większych zastrzeżeń, chociaż i tutaj obyło się bez rewelacji. Twórcy zakazali dubbingowania Dead Island nawet w krajach takich jak Włochy, Francja czy Niemcy, gdzie dubbing jest powszechny, tłumacząc się chęcią zachowania klimatu. Specjalnie na potrzeby nagrań szukali osób mówiących z odpowiednimi akcentami – rosyjskim czy papuaskim – co w dubbingu zostałoby zatracone. Szkoda jednak, że taka dbałość o szczegóły nie została przełożona na znakomite dialogi – voice acting jest średni, zaś kwestie mówione przez postaci bez polotu.

Dead Island nie udało się uniknąć kilku drobniejszych błędów. Osobiście najbardziej denerwowało mnie odradzanie się przeciwników w tych samych miejscach – po zabiciu grupki zombies przykładowo na drodze prowadzącej do latarni morskiej spotykałem ich tam ponownie w drodze powrotnej. Ponieważ trasę tę pokonywałem co najmniej kilkanaście razy, w pewnym momencie zaczęło być to trochę denerwujące – element zaskoczenia znikał całkowicie, gdy wiedziałem, że w takim a takim miejscu napatoczę się na zdechlaków. Trochę idiotyczny jest również system lewelowania, ponieważ poziom przeciwników wzrasta wraz z poziomem postaci kierowanej przez gracza. Walki nie należą do szczególnie wymagających, większość śmierci poniosłem przez własną nieuwagę i głupotę (chociażby depcząc ciało zombie rażonego prądem), więc spotkania z przeciwnikami na wyższym poziomie były by niezłym urozmaiceniem. Poza tym zdaje się, że twórcy nie mieli do końca pojęcia, co zrobić z pieniędzmi zbieranymi podczas gry – zakupienie za nie czegoś u handlarzy czy uzupełniającego zdrowie energy drinka w automacie jest oczywiste, ale niepoważnie wygląda sytuacja, gdy za ulepszenie broni płacimy... najwidoczniej stołowi, na którym dokonujemy ulepszeń. Z innych drobnostek można by wspomnieć o GPS-ie, który momentami prowadzi na manowce oraz początkowo koszmarnym prowadzeniu samochodu – nie wiem, jak sprawdza się to w przypadku klawiatury i myszy, jednak grając na padzie pierwszych kilka kilometrów przejechanych pojazdami było dość nieprzyjemne. Gdy jednak „rozgryzie” się system sterowania przejażdżki są dziecinnie proste i dostarczają sporo radości.

Wspomniane powyżej niedogodności nie wpływały jednak na przyjemność, jaką czerpałem ze spacerowania po Martwej Wyspie i wykonywania kolejnych zleceń. Dead Island dostarczyła mi trochę ponad piętnaście godzin znakomitej zabawy, których w żaden sposób nie uważam za stracone. Chociaż strachu było w niej jak na lekarstwo, jest to znakomita propozycja dla miłośników horrorów, zwłaszcza tych o niemilcach zawodzących „móóóóóózgiiii”. Nawet jeśli korzysta z rozwiązań, które wcześniej widzieliśmy już w innych grach, łączy je ze sobą w taki sposób, że po prostu chce się w nią grać. Jak dla mnie jest to jedna z dwóch najlepszych gier bieżącego roku, zaraz obok Bulletstorm, a hegemonii tych dwóch polskich produkcji na mojej topliście zagrozić może jedynie Batman: Arkham City.

data: 11:58; 31 października 2011     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz