Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Alice: Madness Returns
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: akcja/platformowa
Producent: Spicy Horse
Wydawca: Electronic Arts Polska
Premiera światowa: 2011-06-14
Premiera polska: 2011-06-17

Uwaga: ponieważ dystrybutor pokpił sprawę, nie spolszczając „Madness Returns”, nazwy pochodzące z książek Carrolla podaję za przekładem Roberta Stillera, w nawiasie zamieszczając odpowiednik z oryginału.

American McGee stał się legendą branży komputerowej za sprawą jednego tytułu – „Alice”, która niespodziewanie okazała się niebywałym sukcesem i z miejsca stała się produkcją kultową. Później twórca zaangażował się w kilka projektów, ale żadnemu nie udało się powtórzyć sukcesu psychodelicznej wizji „Alicji w krainie czarów”, zaś niektóre, jak „Grimm”, były po prostu nieudane. Po jedenastu latach ukazała się kontynuacja największego przeboju studia Spicy Horse, ale czy podupadłemu Americanowi McGee udało się wyjść zwycięsko z konfrontacji z legendą, którą sam stworzył?

Akcja „Madness Returns” rozgrywa się jedenaście lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części. Alice Liddell mieszka w sierocińcu, gdzie psychiatra Angus Bumby stara się umożliwić jej pokonanie demonów przeszłości – wspomnień pożaru, w którym śmierć ponieśli rodzice i siostra dziewczyny. Wysłana po lekarstwa Alice podąża za białym kotem, po drodze spotykając pielęgniarkę z sierocińca. Dziewczyna doświadcza halucynacji, w której kobieta zamienia się w Żabrołakiego (Jabberwocky’ego), następnie zaś ponownie trafia do krainy czarów. Od Kota z Cheshire dowiaduje się, że w krainie zapanował nowy porządek, zaś jej mieszkańcy znów są ciemiężeni, jednak tym razem przez kogoś z zewnątrz. Alice postanawia odnaleźć Kapelusznika i poprosić go o pomoc w przywróceniu dawnego ładu.

Na początku zaznaczę, że jeśli ktoś dotąd nie miał styczności z pierwszą częścią, warto się z nią zapoznać przed rozpoczęciem „Madness Returns”. „Alice” przez długi czas była białym krukiem, rzadko spotykanym nawet na aukcjach, gdzie osiągała horrendalnie wysokie ceny, ale przy okazji premiery kontynuacji ponownie może trafić pod strzechy, ponieważ na wszystkich platformach nabyć można ją wraz z kontynuacją.

Miłośników pierwszej części zapewne ucieszy informacja, że „Madness Returns” to tak naprawdę stara dobra „Alice”, tyle że z nową fabułą i przystosowana technologicznie do początku drugiej dekady XXI wieku. Trzon zabawy pozostał niezmienny – kierując bohaterką przemierzamy kolejne świetnie zaprojektowane lokacje, rozwiązując proste łamigłówki środowiskowe i walcząc z ciekawymi przeciwnikami. Wśród tych łatwiejszych do pokonania znalazły się m.in. insidious ruins, z wyglądu przywodzące na myśl miniaturową wersję Boga bez Twarzy ze „Spirited Away: W krainie bogów”, czy mechaniczne owady, które same w sobie nie są zbyt niegroźne, ale będą się mnożyć i kąsać Alice, dopóki ta nie zniszczy ich gniazda. Do bardziej wymagających (i, moim zdaniem, najciekawszych) przeciwników zalicza się chociażby eyepot – plujący wrzątkiem i mogący zadeptać Alice imbryk, który pokonać można jedynie poprzez zniszczenie jego oka. Główna bohaterka oczywiście nie jest bezbronna, w jej arsenale znalazły się bowiem m.in. znany z pierwszej części żarłacki nóż (vorpal knife), zaś wśród nowych broni chociażby przypominająca minigun pieprzniczka, którą wykorzystać można do pokonywania wrogów z dystansu, aktywowania odległych przełączników bądź do pieprzenia świńskich nosów (Carroll zapewne byłby uradowany takim połączeniem słów), które odpowiednio popieprzone kichają i odblokowują niedostępne inaczej sekrety albo przejścia. Walki z przeciwnikami są dość wymagające i zazwyczaj wymagają odrobiny pomyślunku. Rzadko zdarza się, że walczymy tylko z jednym niemilcem jednocześnie, tak więc koniecznością jest nieustanne przemieszczanie się w celu uniknięcia obrażeń i korzystanie z broni dystansowych, ponieważ walka w starciu skończyć może się „śmiercią”. Gdy Alice zostanie pokonana przez wroga bądź źle wymierzymy skok, spadając w przepaść, automatycznie cofnięci zostajemy do ostatniego punktu kontrolnego. Te niestety nie zawsze są zbyt sensownie rozmieszczone, o czym za chwilę.
Urozmaiceniem zabawy jest kolekcjonowanie różnych przedmiotów – podczas przemierzania krainy czarów odblokowujemy wyparte przez Alice wspomnienia, znajdujemy butelki z dziwnymi płynami i zbieramy pozostawione przez przeciwników zęby, które można wymienić na ulepszenia posiadanych broni.

„Madness Returns” warto pochwalić za to, że w czasach, gdy coraz więcej twórców upraszcza swoje gry z myślą o niedzielnych graczach (tzw. casualach), „Alice” nawet na najniższym poziomie trudności jest pozycją wymagającą, koniecznie trzeba więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się ze wszystkimi jej trybami i trybikami, aby uniknąć niepotrzebnych irytacji. Prawdę mówiąc, nawet ja – gracz z siedemnastoletnim stażem – grając na normalnym poziomie trudności parokrotnie miałem ochotę rzucić kontrolerem o ścianę i przeklinać na czym świat stoi, a to przez momentami fatalne rozmieszczenie punktów zapisu. Przykładowo: mamy dość obszerny fragment platformowy, gdzie w pewnym momencie musimy wskoczyć na dwie półki. Niby nic trudnego, tyle jednak, że po obu stronach półek znajduje się przepaść, zaś kamera zablokowana zostaje z boku, wskutek czego skacząc nie widzimy, czy dobrze wymierzyliśmy skok, co skutkuje spadkiem w przepaść i powtarzaniem całego obszaru od początku. Gdy już się uda, trafiamy na dość wymagającą walkę – pomyślałby kto, że w tym momencie twórcy powinni ustawić punkt kontrolny, ale nie. Jeśli zginie się podczas walki, po raz kolejny trzeba powtarzać cały „tor przeszkód”. Ów etap naprawdę napsuł mi sporo krwi, a warto dodać, że grę i tak przechodziłem na padzie, w przypadku takich gier będącym o wiele wygodniejszym rozwiązaniem niż klawiatura i mysz.

Na szczęście niczego nie można zarzucić oprawie graficznej, a w każdym razie designowi krainy czarów. Początkowo przeżyłem szok, widząc brzydkie i kanciaste animacje Alice i Bumby’ego, szybko okazało się jednak, że to tylko urok Londynu, bowiem kraina czarów jest doprawdy czarująca i ciesząca oko. Animacje są bardzo ładne, podobnież projekty poziomów, lokacji i przeciwników. Całość może przywodzić na myśl kreskówkę, tyle że ta w pewnym momencie staje się naprawdę posępna, nie tracąc jednak niczego ze swojego uroku. Lokacje w każdym rozdziale wyglądają inaczej, każda z nich ma swój unikatowy klimat, co sprawia, że co i rusz chłonąć możemy naprawdę znakomite widoki. Styl graficzny dodatkowo odrobinę się zmienia, gdy pomniejszymy Alice – w takim trybie świat pokryty zostaje fioletowym (w każdym razie na moje męskie oko jest to fioletowy) filtrem, na ścianach pojawiają się podpowiedzi, a nad przepaściami pojawiają się jakby narysowane kredą linie wyznaczające niewidzialne kładki, po których Alice może bezpiecznie dostać się na drugą stronę. W owym trybie bohaterka może przechodzić również przez dziurki od klucza, dzięki czemu dostaje się do inaczej niedostępnej lokacji, najczęściej zawierającej jakąś znajdźkę.
Ładna oprawa na szczęście nie pociąga za sobą wygórowanych wymagań sprzętowych – na geforsie 8600 GT i dwóch gigabajtach RAM-u chodzi płynnie na najwyższych detalach nawet w rozdzielczości 1280x720.

Znakomicie wypada również muzyka, ponownie napisana przez Chrisa Vrennę, byłego perkusistę Nine Inch Nails. W tle usłyszymy zarówno kompozycje znane z poprzedniej części, jak również całkiem nowe. Wszystkie znakomicie pasują do gry, fenomenalnie uzupełniając zabawę, w dużej mierze budując niesamowity klimat „Madness Returns”. Chociaż gra nie jest horrorem w dosłownym tego słowa znaczeniu, grając w nią w nocy ze słuchawkami na uszach bardzo często można poczuć się dziwnie nieswojo, a po wyłączeniu gry i zdjęciu słuchawek przez chwilę uważniej wsłuchiwać się w odgłosy nocy w obawie, że usłyszymy dźwięk sygnalizujący nadejście jakiejś wrażej istoty rodem z koszmarów Alice. Niestety, o ile muzyka sprawdza się znakomicie, o tyle poziom voice-actingu jest już o kilka klas gorszy. W grze usłyszymy tych samych aktorów, co w pierwszej części, jednak ich gra głosem wypada w moim odczuciu cokolwiek nienaturalnie i sztucznie. W tym miejscu należy zganić polskiego dystrybutora, który wydał grę bez jakiegokolwiek tłumaczenia – „Madness Returns” to materiał idealnie nadający się do zdubbingowania, ale i same napisy byłyby mile widziane, ponieważ ze względu na stylizowanie dialogów na Carrollowską nowomowę nawet gracze nieźle władający językiem angielskim mogą mieć problemy ze zrozumieniem części dialogów. Zawód jest tym większy, że tekstu w „Alice” jest relatywnie niewiele w stosunku do długości gry (około piętnastu godzin), więc proces tłumaczenia, korekty i redakcji nie powinien zająć około tygodnia, góra dwóch.

Chociaż gra nie jest pozbawiona pewnych niedociągnięć (punkty zapisu, słaby voice-acting, brzydkie animacje w londyńskich sekwencjach), powinna spodobać się miłośnikom pierwszej części oraz graczom mającym dość casualowych tytułów. Jest odpowiednio długa, a przy tym wciągająca i wymagająca, cechuje się znakomitym mrocznym psychodelicznym klimatem, różnorodnością poziomów i emocjonującymi starciami, zaś w przedstawionej w niej krainie czarów można się zatracić, chłonąc wzrokiem znakomicie zaprojektowane lokacje i słuchając wybornych kompozycji. Nie jest to co prawda gra wszech czasów, ale zdecydowanie warto się nią zainteresować.

data: 15:54; 31 lipca 2011     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz