Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Stubbs the Zombie in Rebel Without a Pulse
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: akcja / TPP
Producent: Wideoland Games
Wydawca: Aspyr Media, Inc. / CD Projekt
Premiera światowa: 2005-11-15
Premiera polska: 2006-05-26

Zombies to bez wątpienia jedne z najbardziej rozpoznawalnych monstrów kojarzących się z horrorem. Od lat raczeni jesteśmy produkcjami, w których hordy bezmyślnych nieumarłych atakują ludzi, najczęściej chcąc zjeść ich mózgi. Szkoda, że bardzo rzadko obcować możemy z tytułem, który przedstawia punkt widzenia tej złej strony, ale w sukurs przychodzi nam „Stubbs the Zombie in Rebel Without a Pulse”, gdzie kierować możemy właśnie zombie.

Alternatywna rzeczywistość końca lat 50. minionego stulecia. W Pennsylvanii powstaje supernowoczesne miasto Utopiany (w oryginale Punchbowl), w którym ludzie żyją w harmonii z zaawansowaną technologią, zaś przestępczość została niemalże całkowicie wypleniona dzięki wszędobylskim robotom. Utopia może trwałaby w nieskończoność, gdyby pewnego dnia z martwych nie powstał Edward „Stubbs” Stubblefield, który wgryza się w mózg przypadkowego nastolatka, a następnie próbujących aresztować go policjantów, przez co wszyscy zaatakowani zamienieni zostają w zombies. Stubbs i nowo przemienieni ruszają na podbój miasta, wskutek czego coraz więcej utopiańczyków zaczyna odczuwać nieprzemożoną chęć przerzucenia się na mózgową dietę.

Brzmi ciekawie? I tak jest w rzeczywistości, chociaż od razu należy sobie powiedzieć, że „Stubbs the Zombie” nie jest horrorem sensu stricto, a przezabawną produkcją z zombie w roli głównej. Komediowy charakter nie zmienia jednak faktu, iż jest to rzecz dość krwawa i brutalna, aczkolwiek cała przemoc przedstawiona została w mocno przerysowany, kreskówkowo-komiksowy sposób. I tak oto z czaszki nadgryzanego nieszczęśnika chlusta fontanna krwi, zaś wyrwaną komuś rękę można przez krótki czas wykorzystywać jako broń, którą uderza się napotkanych wrogów, co powala ich jednym zamachem. Zapomnijcie również o standardowej broni, bowiem arsenał Stubbsa bez wątpienia należy do jednych z najciekawszych w historii gier. Zabijanie ludzi – w tradycyjnym znaczeniu tego słowa – należy tutaj do rzadkości, ponieważ najlepszym sposobem radzenia sobie z nimi jest zamiana ich w „swoich”, których następnie można w ograniczony kontrolować, zaś im więcej mamy podkomendnych, tym łatwiej jest prowadzić starcia z przeciwnikami. Podstawową umiejętnością naczelnego zombiaka jest zjedzenie mózgu, drugą – podrapanie nieszczęśnika bądź uderzenie go wyrwaną komuś ręką. W miarę postępów w fabule „arsenał” będzie się powiększał. Dojdzie wtedy możliwość puszczania toksycznych gazów, „uzombiających” wszystkie żywe osoby, które znajdą się w zasięgu ich działania, wykorzystywanie regenerujących się trzewi jako granatu oraz możliwość oderwania głowy i potoczenie jej niczym kuli do kręgli. Miłośnikom „Rodziny Addamsów” zapewne spodoba się również możliwość odczepienia ręki, dzięki której można dostać się w niedostępne dla Stubbsa obszary, jak również kontrolować za jej pomocą umysły ludzi, co pozwala m.in. na korzystanie z broni palnej. W jednym z początkowych obszarów pojawia się również możliwość prowadzenia gnojowozu i wystrzeliwania zeń gnojówki, co powoduje natychmiastową śmierć postrzelonych. Gdzie indziej możemy zasiąść za kierownicą traktora i rozjeżdżać oponentów bądź nadziewać ich na ogromne widły.

Jak przystało na postmodernistyczną komedię, „Stubbs the Zombie” pełen jest odniesień do popkultury. Sam tytuł nawiązuje do kultowego „Buntownika bez powodu” z niezapomnianym Jamesem Deanem, jednakże w trakcie rozrywki pojawi się znacznie więcej smaczków. Nas, miłośników horroru, szczególnie zainteresować mogą poziom rozgrywany w centrum handlowym, przywodzący na myśl „Świt żywych trupów”, czy niezbyt inteligentny wielkolud szalejący z piłą łańcuchową. Swoistym crème de la crème jest moim zdaniem scena, w której naczelnik policji oświadcza Stubbsowi, że zatańczy na jego grobie, na co ten w odpowiedzi łapie się za krocze w takt „Thrillera” Michaela Jacksona.

W momencie premiery bardzo mogła podobać się grafika, która teraz może sprawiać wrażenie nieco przestarzałej, ale ze względu na jej kreskówkowy charakter nadal mogąca się podobać. Pochwalić należy bardzo udaną optymalizację – gra działała płynnie już w momencie premiery, zaś teraz bez problemu można cieszyć się nią na nowszych maszynach. Swoje pięć groszy do klimatu dorzucił również rodzimy wydawca, CD Projekt, który zdecydował się wydać „Stubbs the Zombie” w pełnej polskiej wersji językowej. Co prawda dubbing momentami brzmi naprawdę kiczowato, aczkolwiek moim zdaniem znakomicie wpisało się to w konwencję gry i zastanawiam się nawet, czy nie był to efekt zamierzony. Brawa należą się również tłumaczowi, który wycisnął ze scenariusza co tylko się dało, sprawiając, że gra stała się jeszcze zabawniejsza – zarówno za sprawą świetnych dialogów, jak i głosów przechodniów, którzy co i rusz krzyczą, że „widzą akt mózgożerstwa”, „zostają uzombieni” czy grożą nam „spałcyfikowaniem”.

Osobiście nie dostrzegłem w tytule większych wad, aczkolwiek niektórzy mogą zarzucić mu, że rozgrywka jest zbyt powtarzalna, mało zróżnicowana (na dobrą sprawę prawie cały czas robimy to samo, tyle że w innych lokacjach), co może doprowadzić do przedwczesnego zmęczenia materiału. Trudno jest mi się jednak z takim zarzutem zgodzić – jako wadę wymieniłbym raczej to, że gra jest stosunkowo krótka, przez co kończy się, nim powtarzalność da o sobie znać. Trzeba jednak przyznać, że większe zróżnicowanie i wydłużenie rozgrywki byłoby sensownym rozwiązaniem, ponieważ gra gwarantuje naprawdę przyjemną, wciągającą i relaksującą rozrywkę, której nie chce się kończyć. Do minusów mógłbym zaliczyć to, że Stubbs nie potrafi biegać, przez co przemierzanie obszernych lokacji momentami bywało odrobinę monotonne. Ale nie oszukujmy się – żwawe zombies pojawiły się w popkulturze stosunkowo niedawno i mimo wszystko nadal utożsamiane są z powolnymi stworami, więc mimo wszystko da się to twórcom zobaczyć. Przyczepić można by się również tego, iż interakcja z otoczeniem jest znikoma – można zniszczyć drzwi, ale tylko w miejscach, w których zaplanowali to twórcy, jednakże już prowadząc traktor, blokujemy się na snopkach siana. Zastosowano jednak pewne rozwiązanie popularne w nextgenowych tytułach – zjadanie mózgów nie regeneruje zdrowia, te uzupełnia się automatycznie, gdy na chwilę przystaniemy w spokojnym miejscu.

„Stubbs the Zombie in Rebel Without a Pulse” to produkt, którym zdecydowanie warto się zainteresować – postępująca pandemia zombies i upadek ludzkości chyba jeszcze nigdy nie były tak zabawne i oryginalne, a zawsze jest to możliwość poznania świata z perspektywy tych, którzy zazwyczaj przedstawiani są jako „ci źli”. Zachętą do sięgnięcia po ten tytuł może być również to, iż jakiś czas temu CD Projekt wydał go w serii „$upercena”, więc nabyć można go za jedyne dziesięć złotych.

data: 15:59; 12 lipca 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz