Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Piła aka Saw
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: survival horror/TPP
Producent: Zombie Inc.
Wydawca: Konami
Premiera światowa: 2009-10-23
Premiera polska: 2010-05-04

„Piła” to ewenement; co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. W tym miejscu pierwotnie znajdował się przydługi wstęp, w którym rozwodziłem się nad serią, jednakże musiałem go usunąć, gdy dzień po jego napisaniu zobaczyłem w świeżutkim numerze styczniowego „CD-Action”, że Eugeniusz Siekiera w swojej recenzji napisał dokładnie to samo, używając nawet identycznych sformułowań... Nie pozostaje mi więc nic innego, jak posłużyć się jedynie zakończeniem do wstępniaka: Biorąc to pod uwagę fakt, jak często obecnie na podstawie filmów robi się gry i odwrotnie, może dziwić fakt, że w roku premiery kinowej „Piły VI” gracze nie otrzymują już „Saw III”. Ale to nawet lepiej, bo moim zdaniem wymarzoną sytuacją byłaby taka, gdyby komputerowa „Piła” umarła, gdy miała ku temu sposobność. Bądź gdyby popracowano nad nią dłużej i wypuszczono z „Piłą VIII”. Albo nawet z „Piłą XII”.

Zabierając się za opisywanie fabuły wychodzę z założenia, że osoby czytające ten tekst znają pierwszą część serii i że poniższe wprowadzenie będzie dla nich zrozumiałe. Jeśli ktoś nadal ma braki, a z jakiegoś powodu naszłoby go na obcowanie z komputerowym programem, niech najpierw obejrzy film, bowiem akcja gry osadzona została pomiędzy „Piłą” a „Piłą II”. Gracz przejmuje kontrolę nad detektywem Davidem Tappem, który trafił w sidła Jigsawa i został przezeń uwięziony w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Gdy udaje mu się wyswobodzić ze śmiercionośnej pułapki, jaką założono mu na głowę, zaczyna eksplorować budynek, natykając się na kolejne niebezpieczeństwa, a przy okazji poznaje przeszłość psychopatycznego mordercy.

Twórcy komputerowej „Piły”, mało doświadczone Zombie Inc. (mające na koncie głównie kolejne części taktycznego „Spec Ops”), postawiło przenieść do swojego programu to, z czego najbardziej znana jest filmowa seria – makabryczne i zabójcze „zadania” Pana Układanki. Sprawia to, że cały kompleks, który przemierzymy, usiany jest rozmaitymi pułapkami zastawionymi przez Jigsawa. Poradzenie sobie z częścią z nich wymaga rozwiązania jakiejś niezbyt skomplikowanej zagadki, pozwalającej np. odgadnąć kombinację do kłódki czy coś otworzyć, w innych z kolei trzeba naszego wirtualnego bohatera wystawić na trochę cierpień, aby zdobyć klucz (zazwyczaj znajdujący się w muszli klozetowej pełnej igieł czy beczce z kwasem, chociaż czasem np. zaszyty jest on w czyichś zwłokach). Przez nieuwagę można tutaj dosłownie stracić głowę, jeśli wpadnie się na linkę aktywującą shotgun bądź jeżeli nie wykażemy się odpowiednim refleksem przy otwieraniu drzwi-pułapek. Ostatnim zagrożeniem są spotykani od czasu do czasu przeciwnicy – sami w sobie zbyt wielką przeszkodą nie są, o ile nie nosimy na szyi obroży, która eksploduje, jeśli nie oddalimy się od delikwenta na bezpieczną odległość; jeśli nam się uda, to jego głowa eksploduje. Ucieczka czasami bywa trudna, bowiem przestrzeń może być ograniczona, zaś niemilcy gonią za nami, chcąc nas zabić – jeśli trafimy w zaułek bez wyjścia, możemy nie zdążyć ze znalezieniem jakiegoś bezpiecznego schronienia.
Nie ma się jednak co czarować – mimo rozlicznych pułapek, gra jest dość prosta (w każdym razie dla mnie taka była) nawet na wyższym z dwóch poziomów trudności. Zasadzki łatwo ominąć, rozwiązywanie zagadek nie wymaga zbytniego wytężania szarych komórek, zaś walka jest banalnie prosta – chociaż jako broń możemy wykorzystać porozrzucane tu i ówdzie przedmioty (m.in. gazrurkę, skalpel, kij od miotły, rękę manekina, kij baseballowy czy nabijaną kolcami pałkę), prawie wszystkich przeciwników, także tych uzbrojonych, zabić można dwoma celnymi sierpowymi wymierzonymi w odpowiednim momencie.

Niski poziom trudności sprawił, że kompletnie nie mogłem wczuć się w atmosferę zagrożenia, jakie wisiało nad życiem detektywa – wszystko przychodziło nazbyt prosto i niewiele było momentów, w których musiałbym rozpoczynać zabawę od punktu kontrolnego. Mimo odpowiedniej lokacji i wykorzystania znanych z filmów motywów, grozy tutaj jak na lekarstwo, zaś po pewnym czasie do rozgrywki wkrada się monotonia – twórcom w pewnym momencie najwidoczniej zabrakło pomysłów, więc po przejściu pewnej ilości lokacji rozwiązujemy ciągle tak samo skonstruowane zagadki i wyzwania. Chociaż początkowo „Saw” daje przyjemność z grania, gdy zacznie się powtarzać, należy zacząć dawkować sobie zabawę, aby całkowicie się do niej nie zniechęcić. Marną zachętą do dłuższych posiedzeń z tytułem jest fakt, że nad scenariuszem gry współpracował James Wan, reżyser pierwszej części filmu, zaś nagrodą za nasze starania jest dowiedzenie się coś niecoś o przeszłości Jigsawa i poznanie wątków, które nie pojawiły się w filmach. Chociaż, z drugiej strony, miły jest fakt, że produkt posiada dwa zakończenia, więc przynajmniej pod koniec, po kilku godzinach prowadzenia za rączkę, mamy możliwość wyboru. Bez względu na to, które zakończenie wybierzemy, oba są, moim zdaniem, interesujące.

Niespecjalne wrażenie zrobiła na mnie również wizualna. „Saw” to, mówiąc delikatnie, produkcja dość brzydka – chociaż powstała na Unreal Engine 3, daleko jej do gry nextgenowej, wygląda jakby powstała przed kilkoma laty, mniej więcej w czasach „Manhunt 2” na playstation. Grafika prezentuje się dość topornie, animacje są koszmarne, a nawet korytarze i pomieszczenia psychiatryka mogą zacząć trochę nudzić – może i pasują klimatem do opowiadanej historii, ale są niezbyt urodziwe, a gdy przyjdzie nam przez kilkadziesiąt minut błądzić np. po korytarzach sutereny, zaczynają mierzić i powoli marzy nam się coś nowego, czego jeszcze nie widzieliśmy. Psychiatryk z „Saw” jeszcze bardziej traci na klimacie, gdy wspomni się Arkham Asylum z najnowszego komputerowego „Batmana” – nie dość, że otrzymaliśmy tam olbrzymi i zróżnicowany teren, który można dość swobodnie eksplorować, to jeszcze możliwości Gacka są znacznie bardziej różnorodne i interesujące. Nie mówiąc już o tym, że gęsty klimat w Nietoperku nie spowszedniał, a cały czas rósł, zaś walki z wrogami były emocjonujące i tylko się na nie czekało, w „Saw” z kolei są tylko nudnym przerywnikiem – walnąć takiego w mordę dwa razy normalnym bądź alternatywnym, przeszukać ciało i iść dalej, może natrafi się na coś ciekawszego. Można by powiedzieć, że zaletą graficznej bylejakości i dobrej optymalizacji „Saw” jest płynne działanie programu, ale tutaj znów pojawia się cień nietoperza – w „Arkham Asylum” lokacje i animacje były o niebo lepsze (te pierwsze w dodatku o wiele rozleglejsze, np. główny plac Arkham), zaś program mimo tego śmiga aż miło.

Nieco lepiej gra prezentuje się od strony dźwiękowej. Samo udźwiękowienie jest niezłe, niknący z każdą minutą klimat stara się ratować nienajgorsza muzyka, zaś miłośnicy Jigsawa usłyszą tego prawdziwego, jedynego i niepowtarzalnego Tobina Bella. To jednak tyle, jeśli chodzi o znane nazwiska i można to potraktować jako dodatkowy smaczek, bowiem w grze nie usłyszymy ani Danny’ego Glovera (Tapp), ani nawet Shawnee Smith (Amanda Young).

Na „Saw” nie czekałem z utęsknieniem – gdy zbankrutował jej pierwotny wydawca, życzyłem produktowi śmierci, zaś zdania nie zmieniłem nawet w momencie, gdy prawa do tytułu przejęło Konami, ogłaszając, że będzie on duchowym spadkobiercą „Silent Hill” oraz pierwszą częścią serii. Mimo tych zapewnień japońskiego koncernu, nie spodziewałem się po grze niczego, od czego mogłoby zbieleć mi oko. Takie właśnie podejście najpewniej sprawiło, że grę, mimo wad, uważam nawet za akceptowalną, aczkolwiek osobiście proponowałbym dawkować ją sobie w odpowiednich ilościach, aby uniknąć monotonii, jak również nie nastawiać się na rewelację. Miłośnicy „Piły” mogą poświęcić tych kilkadziesiąt minut dziennie na miętoszenie pada i kierowanie Tappem, innych odsyłam raczej do „Manhunt” czy chociażby „The Punisher” bądź radzę jeszcze raz zagrać w „duchowego poprzednika” omawianego tytułu – nieśmiertelne „Silent Hill”.

data: 20:53; 26 grudnia 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz