Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Zombie Driver
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: vehicular combat
Producent: Exor Studios
Wydawca: Steam
Premiera światowa: 2009-12-04
Premiera polska: 2009-12-04

Macie czasem dość współczesnych gier komputerowych? Mierżą was te wszystkie alternatywne zakończenia, możliwość wpływu na fabułę, wydawanie okrojonych wersji, aby później móc dorobić jeszcze kilka dolarów na DLC? A może po prostu macie sentyment do gier z lat 90.? Jeśli na któreś z  powyższych pytań odpowiedzieliście twierdząco, polskie Exor Studios przygotowało dla was „Zombie Driver” – arcade’ową produkcję, dzięki której poczujecie się, jakbyście wsiedli do wehikułu czasu i przenieśli się jakieś piętnaście lat wstecz.

„Zombie Driver” to banalna „samochodówka” (nazwijmy to tak, bo termin vehicular combat nie jest chyba znany każdemu, kto czyta ten tekst), którą można by nazwać skrzyżowaniem „Carmageddon” z dwiema pierwszymi częściami „Grand Theft Auto”. Fabuła (chociaż to trochę za dużo powiedziane) jest banalnie prosta: w pewnym mieście dochodzi do katastrofy, w wyniku czego na ulicach zaroiło się od zombies. Gracz wciela się w rolę kierowcy, który ratuje ocalałych, odbierając ich z „okupowanych” przez nieumarłych budynków i przewożąc w bezpieczne miejsce. Całość składa się z siedemnastu rozdziałów, których ukończenie zajęło mi niecałe trzy i pół godziny. Trochę drogo (cena na Steamie to dziewięć euro), jeśli weźmie się pod uwagę, że mniej więcej w tym samym czasie kupiłem pudełkowe wydania „Cryostasis: Arktycznego snu” i „Tomb Raider: Underworld” za trzydzieści pięć złotych sztuka – cena taka sama, a zapewniają one znacznie dłuższą rozrywkę. Nie mówiąc już o tym, że są bardziej zróżnicowane od „Zombie Driver” i z czasem nie stają się nudne. Zabawa w omawianej produkcji jest strasznie monotonna – otrzymujemy siedemnaście identycznych misji, poza ostatnią różniących się od siebie jedynie dodatkowym warunkiem „scenariusza” (np. zabicie odpowiedniej ilości zombies czy uratowanie ludzi w określonym czasie), którego zrealizowanie nie jest wymagane do zaliczenia. Chociaż początkowo gra daje sporo frajdy, w pewnym momencie zaczyna nużyć, więc najlepiej dawkować ją sobie w ilości jednej, dwóch misji na dzień.

Jeśli jednak zapomnimy o powtarzalności, zabawa okazuje się naprawdę przyjemna – „Zombie Driver” to gierka w oldschoolowym stylu i powinna spodobać się miłośnikom staroci. Kamera umieszczona jest nad samochodem, niczym w „Grand Theft Auto II”, zaś masakra, jaka ma miejsce na drodze, jak żywo przypomina „Carmageddon”. Chociaż samochód jest naszą najważniejszą bronią, można poprawić jego śmiercionośność poprzez dokupowanie i upgrade’owanie bardziej konwencjonalnych środków obronnych, takich jak karabin maszynowy czy wyrzutnia rakiet. Same samochody można również „tuningować”, poprawiając ich osiągi – szybkość, opancerzenie i „siłę przebicia”. Chociaż pojazdów jest niewiele, zostały odpowiednio zróżnicowane: samochód sportowy jest szybki, ale mało odporny na zniszczenia, inaczej z kolei ma się sprawa z autobusem. W ulepszenia samochodów warto inwestować, ponieważ bez tego nie da się ukończyć gry – zombies chadzają hordami, otaczając pojazd, uderzając czy rzucając weń jakimiś przedmiotami, zaś dodatkowe zniszczenia powstają przy uderzaniu w budynki czy murowane ogrodzenia. Nowe upgrade’y i pieniądze na ich zainstalowanie dostajemy, rzecz jasna, za wykonywanie misji, jeśli zaś spełnimy dodatkowe założenie „scenariusza” zadania, dostajemy specjalne bajery (m.in. supersamochód). Amunicję i dodatkowe, niewielkie sumy pieniędzy zbieramy jeżdżąc po mieście, bowiem porozrzucane są po nim jako power-upy.

Gra prezentuje się nienajgorzej również od strony technicznej. Miasto, po którym się poruszamy, jest dość sporych rozmiarów, wyraźnie zaznaczono w nim podział na dzielnice i konkretne strefy. Efektownie prezentuje się również model zniszczeń – z rozjechanych zombies zostaje sterta porozrywanych członków, zniszczyć można takie elementy otoczenia jak sygnalizatory świetlne, płotki czy ławki. „Zombie Driver” nie ma przy tym przesadnie wygórowanych wymagań sprzętowych, a chociaż w momentach, gdy na ekranie znajduje się ponad pół setki przeciwników (czyli prawie cały czas) i w dodatku robimy zadymę, zdarza się mu trochę zwolnić, to spokojnie można pograć weń na laptopie np. podczas nudnego wykładu, słuchając przy okazji wykładowcy i nadającego z boku kolegi z roku. Przez to słuchanie nic zresztą nie stracimy – dialogów brak, wszystko prezentowane jest w formie dokumentów, odgłosy nie robią większego wrażenia, zaś za powtarzającymi się utworami przygrywającymi w tle nie ma specjalnie co płakać. Będąc przy oprawie, warto wspomnieć, że trochę zróżnicowano zombies – chociaż wszystkie pokryte są tymi samymi teksturami, mamy tutaj hordę atakującą samochód, grupkę autsajderów rzucających weń ciężkimi przedmiotami, psy, duże zombies i ogromne spaślaki, które eksplodują, gdy się do nich zbliżymy bądź je przejedziemy.

„Zombie Driver” to gra przyjemna i relaksująca, jeśli aplikuje się ją sobie w małych ilościach. Nie jest to co prawda żadna rewelacja, ale jako niezobowiązujący odstresowywacz sprawdza się nieźle, zapewniając rozrywkę na około cztery godziny. Gdyby tylko cena była rozsądniejsza, z czystym sumieniem mógłbym polecić fanom oldschoolu.

P.S. Kadry zamieszczone pod recenzją pochodzą z przerobionej przeze mnie wersji na nudę. Ponieważ twórcy nie przewidzieli swobodnej przejażdżki, w kilku plikach zmieniłem niektóre parametry, aby do samochodów osobowych mieściło się więcej osób i obniżyłem cenę upgrade’ów, aby po prostu bez skrępowania oddawać się temu, co w grze najważniejsze – rozjeżdżaniu, zamiast przejmowaniu się ciągle o te same misje. Ceny w rzeczywistości są dużo wyższe, zaś samochody mają standardową pojemność, ale zabawa z takimi ustawieniami dobra jest tylko przy graniu na poważnie, a nie dla relaksu.

data: 21:54; 19 grudnia 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz