Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Gry

« powrót
Silent Hill: Homecoming
Ocena: * * * * * * * * * *
Gatunek: survival horror
Producent: Konami, Double Helix Games
Wydawca: Konami
Premiera światowa: 2008-11-06
Premiera polska: 2009-02-27

Miasto spowite gęstą jak mleko, biało-szarą mgłą. Z jej oparów wyłaniają się istoty, których nie powinno być ani tutaj, ani w ogóle gdziekolwiek w naszej rzeczywistości. Kiedy znajdują się w naszej okolicy, słyszymy złowrogie trzaski dobywające się z radia, które niesiemy za paskiem. Nasze przerażenie wzrasta do granic możliwości, kiedy słyszymy wycie syren. To transformacja, za chwilę zmieni się rzeczywistość.

Alex wraca do rodzinnego miasteczka po latach służby w armii. Shepherd’s Glen zmieniło się pod jego nieobecność, ludzie są bardziej ponurzy, wydają się nosić na plecach jakiś większy ciężar... No i znikają dzieci. Mnóstwo dzieci. W tym młodszy brat Aleksa.

Jeśli któryś fan horroru nie grał chociaż w pierwszą, wydaną na konsolę PSX część „Silent Hill”, to albo nie miał możliwości sprzętowych, albo po prostu za bardzo się bał, żeby zmierzyć się z tym, co przygotowali dla niego twórcy z Konami. Wydana przez Japończyków gra to już klasyka gatunku i wartość sama w sobie, obok której nie sposób jest przejść obojętnie. Wiedząc, że konwencja „Silent Hill” była strzałem w dziesiątkę, twórcy postanowili ciągnąć serię, tworząc kolejne sequele. I tak dostaliśmy część drugą, moim zdaniem lepszą od pierwowzoru, następnie trójkę, przyzwoitą, choć już nie wciskającą w fotel i czwórkę, „The Room”. Ta ostatnia wzbudziła wiele kontrowersji, na co najlepszym dowodem niech będzie fakt, że Dux ocenił ją na 3, podczas gdy ja, gdybym miała napisać kontrrecenzję, dałabym jej 9/10, odejmując punkt tylko i wyłącznie za konieczność powtarzania tych samych lokacji. I tak doszliśmy do piątej odsłony serii – „Homecoming”.

Niestety, w moim odczuciu najnowsza część gry „Silent Hill” zasługuje na miażdżącą krytykę. Pierwszym i najbardziej karygodnym błędem twórców jest to, co zrobili z zagadkami. Do dziś pamiętam, jak głowiłam się nad sposobem zagrania melodii na fortepianie w części pierwszej. Po „Homecoming” nie zostało mi żadne podobne wspomnienie. Wszystkie zagadki są oczywiste i banalne, a każdy quest rozwiązuje się po linii najmniejszego oporu – liniowo podążając w jedyną możliwą stronę. Jest i kolejny problem: to, co sprawiało, że w poprzednich częściach podrywaliśmy się z krzesła lub chwytaliśmy się za gwałtownie przyspieszające serce, w „Homecoming” już nie straszy. Widzieliśmy już zwłoki w toalecie, trup z sufitu też już kiedyś zwisał, że już nie wspomnę o wózku inwalidzkim zjeżdżającym ze schodów. W najnowszej części mamy dziewięć potworów, z których tylko jeden (Lurker) jest naprawdę (subiektywnie) przerażający (oczywiście obok Piramidogłowego, nawiasem mówiąc, bohatera jedynego miażdżącego filmiku w grze). Pozostałe albo już były, albo, jak Siam, są parodią konwencji i wywołują cyniczny śmiech. Fabuła jest nudna i boleśnie przewidywalna, trzeba by się kompletnie nie skupiać, żeby nie przewidzieć „szokującego” zwrotu akcji na długo przed tym, niż się wydarzy. Smutno jest grać w coś, co kiedyś nie pozwało nam spać i zabraniało wyłączać lampkę nocną, nie bojąc się wcale. Bez emocji, ze znużeniem i już raczej na siłę. Może to zjawisko wynika z faktu, że grałam w poprzednie części i wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Może ktoś, kto poprzez „Homecoming” po raz pierwszy zetknie się z upiornym miasteczkiem przerazi się i zatraci w serii tak, jak ja. Dla wiernych graczy piąta odsłona „Silent Hill” będzie niestety wielkim rozczarowaniem i namacalnym dowodem na to, że najlepszy horror w historii gier właśnie się skończył.

„Homecoming” mogę polecić już chyba tylko ze względu na niezmiennie doskonałą muzykę Akiry Yamaoki, bo nawet grafika nie zachwyca.

data: 10:03; 25 listopada 2009     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau