Filmy
(Towarzystwo wilków aka W towarzystwie wilków)
Scenariusz: Neil Jordan, Angela Carter
Produkcja: Wielka Brytania
Rok produkcji: 1984
Muzyka: George Fenton
Angela Lansbury
David Warner
Tusse Silberg
Któż z nas nie zna bajki o Czerwonym Kapturku – niewinnej młodej bidulce, którą zjada wilk? Gdy słyszeliśmy tę opowieść jako dzieci, mogła nas trochę przestraszyć, może nawet zrobiło nam się żal Kapturka. Gdy człowiek dorasta, zaczyna rozumieć ukryty sens pozornie niewinnej opowieści, a tezy niejakiego Sigmunda Freuda zdają się utwierdzać go w przekonaniu, że jego „wynaturzenia” są jak najbardziej prawidłowe. Gdyby jednak komuś sens „Czerwonego Kapturka” nadal uciekał, Neil Jordan na dekadę przed „Wywiadem z wampirem” stworzył film, obok którego trudno jest przejść obojętnie – „Towarzystwo wilków”, adaptację klasycznej baśni w wersji dla dorosłych, która dobitniej, ale równie bajkowo przekazuje sens tej nieśmiertelnej opowiastki dla najmłodszych.
Opowieść o Kapturku przedstawiona została tutaj w formie snu nastoletniej Rosaleen. Jej senne alter ego to młoda dziewczyna zamieszkująca małą osadę w środku lasu. Sen dziewczyny rozpoczyna się od śmierci jej starszej siostry, która zbacza z leśnej ścieżki i zostaje zagryziona przez wilki. Po pogrzebie siostry babcia ostrzega Rosaleen przed mężczyznami ze zrośniętymi brwiami i schodzeniem ze ścieżki oraz opowiada niesamowite historie o bestiach, które my znamy jako wilkołaki. Tymczasem w okolicy osady coraz częściej zaczynają pojawiać się wilki, a Rosaleen raz po raz zaczyna zbaczać z bezpiecznej dróżki...
„Towarzystwo wilków” bywa przyrównywane do „Amerykańskiego wilkołaka w Londynie” i „Skowytu”, ja jednak porównałbym go przede wszystkim do znakomitego „Labiryntu fauna”. Obie te produkcje łączy oryginalny baśniowy klimat, utrzymane są jednak w znacznie bardziej dosadnym tonie, gdzie śmierć jest śmiercią, bolesnym doświadczeniem mającym swoje nieodwracalne konsekwencje. W „Towarzystwie wilków” bardzo zaakcentowano ukryty sens „Czerwonego Kapturka” – baśni uważanej za opowieść o dojrzewaniu płciowym, inicjacji seksualnej, rytuale przejścia z dzieciństwa w dorosłość, bądź – mówiąc bardziej rubasznie, cytując pewnego znajomego – po prostu o pierwszym okresie. Co ważne, miesiączkowanie głównej bohaterki nie wzbudzało tutaj śmiechu, tak jak w przypadku „Zdjęć Ginger”, gdzie tytułowa bohaterka zmagała się z menstruacją.
Scenariusz opracowany został pod kątem „nowej”, „właściwej” interpretacji klasycznej baśni i naszprycowany jest symboliką, toteż oglądając film warto zwracać uwagę na dialogi i pozornie błahe szczegóły, aby nie przegapić czegoś ważnego dla całości. Fakt faktem, że symbolika może nie jest szczególnie zawiła i zadekowana (czerwień płaszczyka Rosaleen, babcia reprezentująca konserwatywne wartości, zbaczanie ze ścieżki jako poddawanie się seksualnym instynktom itd.), ale mimo wszystko zwiększona czujność na pewno nie zaszkodzi.
Jako że mamy do czynienia z baśnią dla dorosłych, nie zabrakło w „Towarzystwie wilków” scen nie przeznaczonych dla dzieci. Mamy tu między innymi odrobinę makabryczną przemianę człowieka w wilkołaka, jak również mnóstwo nawiązań do spraw związanych z seksem i seksualnością. Rosaleen nie jest tutaj takim niewiniątkiem, na jakie kreowano Czerwonego Kapturka, jest za to dziewczyną, w której powoli budzą się seksualne żądze, którym ostatecznie – jak wiadomo – ulegnie. „Konserwa” reprezentowana przez babcię zostanie pożarta, Rosaleen da się ponieść swoim rozbuchanym żądzom, pozwalając się skonsumować złemu wilkowi.
Omawiana produkcja pochwalić może się urzekającym klimatem, pod wieloma względami zbliżonym do wspomnianego „Labiryntu fauna”. W takim samym sensie film jest również horrorem – poza paroma krwawymi scenami oraz kilkoma momentami utrzymanymi w konwencji filmu grozy, horroru jest tu niewiele. Niemniej klimat opowieści i tak jest niesamowity. Leśna osada przywodzić może na myśl Burtonowskie Sleepy Hollow, potężny las zaś, chociaż często spowija go mgła i nieprzenikniona ciemność, ma coś z baśniowej krainy, co podkreślają chociażby niewiele mniejsze od człowieka, odrobinę komiczne grzyby. Scenografia to bez wątpienia jeden w największych atutów oprawy technicznej „Towarzystwa wilków”, niemniej równie znakomicie spisali się kompozytor oraz aktorzy. Co prawda ich gra aktorska jest może trochę teatralna, ale nie powinno to w ogóle przeszkadzać w seansie, jeśli wczuje się w samą opowieść. Jak na pierwszą połowę lat 80. nienajgorzej prezentują się również efekty specjalne. Tutaj twórców bardzo pochwaliła moja znajoma, która stwierdziła, że pokazana w tym filmie przemiana w wilkołaka, podczas której człowiek zdziera z siebie skórę, jest najlepszą sceną przemiany, jaką dotychczas widziała – odpowiednio krwawą i bolesną, nie wyglądającą zaś jak skręcanie się jakiegoś paralityka, jak ma to miejsce w wielu horrorach.
Chociaż „Towarzystwo wilków” trudno jest uznać za produkcję stricte horrorową, powinno spodobać się miłośnikom filmów o wilkołakach, jak również kinomanom ogólnie. Moim zdaniem warto dać temu filmowi szansę, bowiem prawdopodobieństwo, że urzecze ona kogoś swoim klimatem, jest naprawdę spore. Dodatkową zachętą powinna być spora ilość nominacji, w tym do BAFT-y, i nagród, jakie film ma na swoim koncie.