Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Amateur Porn Star Killer
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Shane Ryan
Scenariusz: Michiko Jimenez, Shane Ryan
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Boneshin
Obsada: Michiko Jimenez
Shane Ryan

 Człowiek w swej złożoności potrafi być bardziej okrutny jak zwierzę, ale to żadna nowość, ni filozofia. Z drugiej strony cała ta otoczka kontroli zmysłów czy abstrakcyjnego myślenia zdaje się być tylko farsą w obliczu dominacji najprostszych popędów, które potrafią wziąć górę nad człowieczeństwem. Może silę się na niepotrzebne mędrkowanie, może filozofia nie jest moją najmocniejszą stroną (to raczej nie „może”, a na pewno), ale nieodmiennie fascynuje mnie tworzenie takich odłamów sztuki filmowej jak pseudo-snuffy. W przypadku dyskusji o takich filmach rytualnie pojawiają się pytania „po co?” i „dla kogo, się to robi?”. Pierwsze z nich pominę milczeniem ,bo to temat-rzeka. Na drugie odpowiedź jest prosta. Dla Ciebie, dla Twojej rodziny - jak Tesco! Bo pomijając fakt, że wiele zniesmaczonych osób narzeka po seansie na konwencję takich filmów, to i tak wcześniej świadomie przykleili się do ekranu, żeby daną pozycję zobaczyć.

Do tego, zazwyczaj skuszeni wcześniejszą rekomendacją bądź samym tytułem, jak w przypadku „Amateur Porn Star Killer” właśnie, nierzadko dokładają wielu starań, żeby na film takowy natrafić. Problem w tym, że czasami to kompletna strata czasu, jak w przypadku omawianego tutaj tytułu, który jako reprezentant niby snuffów powinien się co najmniej wstydzić. Tytuł łechta oczy, obiecując coś na wzór kontrowersyjnego „Murder-Set-Pieces” Palumbo, ale już opatrzony nim materiał to kompletny kał. Nie, nie w sensie nawiązywania do estetyki (a raczej jej braku) „scatów”, bo wtedy przynajmniej katowałby widza widokiem fekaliów, ale w sensie zupełnie nieudolnej próby stworzenia ciekawego filmu. Bo nazwanie godzinnej rozmowy napaleńca ze swoją ofiarą czymś ciekawym zakrawa na śmieszność.

Pamiętacie niezłą wpadkę Charliego Sheena, który zaniósł na policję kopię „Guinea Pig II” Hino, mówiąc, że natrafił na zapis prawdziwego morderstwa? Nie roztrząsając już zabawnej plamy na wizerunku Sheena, trzeba oddać filmowi, że musiał bezsprzecznie zaszokować aktora, by popchnąć go do podjęcia takich działań. Świadczy to nie tylko o aspekcie technicznym filmu i wykonaniu gore, ale także o samej estetyce obrazu i oddziaływaniu jej na przeciętnego widza, który nie zdaje sobie sprawy, z czym tak naprawdę ma do czynienia. I właśnie pod tym kątem skierować należy najpoważniejszy zarzut w stronę „Amateur Porn Star Killer” - obcując z tym filmem raczej nikt nie będzie się poczuwał, by zanieść go na komendę, bo jest to  tylko i wyłącznie zapis jednej, długiej i niewypowiedzialnie nudnej rozmowy pomiędzy rozbierającą się dziewczyną (w 60 minut zdołała się roznegliżować ledwie do bielizny), a panem kamerzystą, którego widzimy tylko w kilku migawkach. Napięcia tu zero, fabuły oczywiście nie ma, mówiąc o dobrym bądź złym aktorstwie popadłbym w śmieszność, ale nie o to przecież w pseudo-snuffach chodzi. Pytam za to, gdzie jest chociażby kropla krwi? Bo przez cały seans, czyli ok. 71 minut nie pojawia się ani jedna. Po godzinnych pogaduchach, mężczyzna odbywa stosunek ze swoją ofiarą a następnie ją… dusi i okłada pięściami gdzieś poza kadrem. Ujęte jest to  w kompletnie nieodpowiedni sposób - obraz cyfrowo postarzany, zbyt częste przeskoki ujęć i miotanie kamerą na prawo i lewo prowadzą do przesterowania zamierzonego efektu. Nieudolna próba postawienia na realizm bijący chociażby od „August Underground” Vogela, kończy się aż nazbyt sztucznie, a przede wszystkim drażni swoją naiwnością.

Nie chcę Was zbywać kilkoma słowami, tym bardziej uciekać od recenzenckiej powinności, ale prawdę mówiąc wszystko co miałem do powiedzenia o tym filmie, już powiedziałem. Nie ma innej opcji, żeby opisać obraz tak skrajnie nieciekawy, że spokojnie może konkurować do miana najgorszego filmu wszech czasów. Jedno wielkie nieporozumienie, pozbawione chociażby jednej, jedynej zalety. Aż żal barwić dynię na kolorowo, ale niżej niż 1 wystawić nie można. Chociaż chętnie bym to zrobił.

data: 13:35; 02 listopada 2009     autor: Adrian Miśtak