Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Silent rage
(Utajona furia)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Michael Miller
Scenariusz: Joseph Fraley, Edward Di Lorenzo
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1982
Muzyka: Peter Bernstein, Mark Goldenberg
Obsada: Chuck Norris
Brian Libby
Ron Silver
Toni Kalem

Horror kocha szalonych naukowców. Przez dekady, na ekranach kin pojawiali się zwyrodnialcy w białych kitlach, szaleństwem w oczach i rozburzonych włosach. Dla mnie najsłynniejsi zwyrodnialcy kina klasy „B” to ci z „Wyspy ludzi-ryb” (1979), „Zombi Holocaust” (1980), „Re-animatora” (1985), „Zza światów” (1986), „Człowieka-szczura” (1988), „Mózgu” (1988), czy „Ambulansu” (1990), chociaż, przykłady rzecz jasna można jeszcze mnożyć i mnożyć. Podobna tematyka dotyka również dzisiejszej recenzji „Utajonej furii”, która porusza motywy inżynierii bionicznej oraz ich konsekwencji.

Teksas. W małym miasteczku nad którym pieczę sprawuje szeryf Dana Stevensa zaczynają ginąć ludzie w tajemniczych okolicznościach. Trop prowadzi do lekarzy, którzy przywracają do życia zastrzelonego mordercę – Johna Kirby'ego. Niestety ten po powrocie z zaświatów posiada możliwość niezwykle szybkiej regeneracji organizmu, co czyni go niemalże niezniszczalnym. Szeryf raz jeszcze będzie musiał stawić mu czoła...

„Utajona furia” to idealny przykład filmu, który został nakręcony w nieodpowiednim czasie, przez co samowolnie skazał się na zapomnienie. Łączący w sobie horror i kino kopane, pojawił się na ekranie w 1982 roku, gdzie było już po premierze dwóch części „Piątku trzynastego”, a kolejna, trzecia odsłona cyklu miała pojawić się już za kilka miesięcy. Podobnie sprawa miała się z „Halloween” i „Halloween 2”, gdzie już zacierano ręce na mający nadejść w tym samym roku „Halloween 3: Sezon czarownic”, a na topie męskiego kina akcji był wówczas Stallone, Russel, Reynolds czy Eastwood. Chuck Norris dopiero ugruntowywał swoją pozycję w show-biznesie, starając się jak każdy dostać swój kawałek tortu i udało mu się to już rok po premierze „Utajonej furii”. Wcielając się w rolę pułkownika Braddocka z „Zaginionego w akcji”, na dobre wpisał się do grona filmowych twardzieli. Film Michaela Millera wobec tego stanowi na chwilę obecną kinematograficzną ciekawostkę, z którą – moim skromnym zdaniem – warto się zapoznać.

Na osobny akapit zasługuje atmosfera grozy i postać mordercy Johna Kirby'ego w którego wcielił się Brian Libby. W momencie, kiedy pojawia się ona na ekranie, jest naprawdę klimatycznie, a Miller w tym aspekcie na piątkę z plusem odrobił zadanie domowe. Sceny w których morderca czai się w mroku i śledzi swe ofiary przywołują skojarzenia z osadzonym w małomiasteczkowym klimacie „Halloween” Cieśli, a reżyser przy tym znakomicie operuje kamerą. Najlepiej obejrzeć obraz oczywiście na wideo, pod skrzydłami dystrybucji ITI Home Video. Lektor Leszek Sznyter tytuł czyta jako „Cicha furia” i z pewnością starsi miłośnicy kina kopanego i horroru docenią walory retro nośnika, kojarząc tenże tytuł pomiędzy regałami wideotek. Mistrzowska jest scena w barze, w której Chuck Norris w pojedynkę sprawia łomot całemu gangowi motocyklistów i jeżeli chodzi o jego filmowy dorobek, śmiało można ochrzcić ją kultową. Postać miejscowego szeryfa ponoć stała się późniejszą inspiracją dla Walkera, bohatera serialu mojego dzieciństwa - „Strażnik teksasu”.

„Utajona furia” to niestety film piekielnie nierówny – z jednej strony mamy totalnie klimatyczne sceny z mordercą w tle, z drugiej niestety pojawia się Charlie, tłusty, żałosny zastępca szeryfa który swoim głupim zachowaniem pasuje do jakiejś dekadowej komedii klasy „B”. Mamy więc do czynienia z filmową schizofrenią, ponieważ nie wiadomo do końca, czy dostajemy mocny horror o tragicznych w skutkach eksperymentach naukowych, czy też żenującą do granic możliwości historyjkę. Jeżeli chodzi o mnie, wolałbym oglądać po całości to pierwsze, tym bardziej, że „Utajona furia” posiada w sobie spor potencjał. Świadczy o tym choćby nawet znakomity wstępniak, w którym morderca przy pomocy siekiery szlachtuje kobietę – duży ładunek grozy na miarę Hitchcocka przerywa iskierka nadziei, że kobiecie może uda się jednak uciec, jednak Kirby z wyrachowaniem wsmarowuje w nią ostrze obryzgując śnieżnobiałą koszulę krwią.

Film Millera to więc na dzisiejszy czas tylko ciekawostka, zmarnowany potencjał i zawierający kilka zbędnych dłużyzn filmidło. Chociaż reklamowany jest obecnie szeroko nazwiskiem mistrza karate, wg mnie film ratuje nie kto inny niż Brian Libby, który wcielił się w antagonistę Chucka Norrisa. „Utajoną furię” koniec końców warto znać i znajdą w niej coś dla siebie nie tylko wielbiciele Chucka, jak również wytrawni horrorfile. A jeżeli chodzi o ocenę, to adekwatnie do całości – czyli na pół gwizdka.

data: 17:22; 01 listopada 2016     autor: Miłosz „J.M” Górniak