Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Witch Story
(Streghe aka Superstition 2)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Alessandro Capone
Scenariusz: Alessandro Capone, Rosario Galli, Jeff Moldovan
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1989
Muzyka: Carlo Maria Cordio
Obsada: Amy Adams, Pierre Agostino, Jeff Bankert, Ian Bannen, Deanna Lund, Suzanne Law

Popularność “Czarownic z Eastwick” sprawiła, że na ekrany kin (a znacznie częściej –  odwtarzaczy kaset VHS) wróciła tematyka kobiet-wiedźm. Oprócz zgoła bajkowego czy młodzieżowego podejścia (film Nicholasa Roega czy „Sabrina, Nastoletnia Czarownica”), pojawił się też i klasyczny, złowieszczy wizerunek niewiasty wchodzącej w konszachty z samym Diabłem. A w chwili unicestwienia jej cielesnej powłoki – rzucającej klątwę na przerażonych śmiertelników. Traf chciał, że pod koniec lat 80tych obrazy z tego horrorowego podgatunku najczęściej tworzyli filmowcy włoscy, podróżujący „za chlebem” do Stanów Zjednoczonych. Powszechność takich koprodukcji można oczywiście wytłumaczyć spadkiem popularności kinowych horrorów w ich europejskiej ojczyźnie. Ba! nawet takie tuzy jak Lucio Fulci, Dario Argento czy Lamberto Bava dawały za wygraną, realizując gros swych nowych projektów na zlecenie stacji telewizyjnych. Inna sprawa, że i jakościowo te nowe paury nijak się miały do arcydzieł w rodzaju „Black Sabbath” czy „Suspirii”. Ale – po kolei.

Przenosimy się do miasteczka Micanopy na Florydzie. Rok 1932. Rozwścieczona ludzka tłuszcza postanawia zgładzić uznaną za wiedźmę Helen Hayes. Złapana i przywiązana do drzewa – w obecności swej córki, Rachel – oskarżona o czary kobieta zostaje oblana benzyną i podpalona. Wszystko to wbrew próbom interwencji ze strony księdza, ojca Matthew, nie mającego jednak należytego posłuchu wśród pospólstwa. Tuż przed śmiercią, płonąca żywcem Helen przeklina swych oprawców i ich dzieci. Zaś jej własna córka niebawem popełnia samobójstwo, wyskakując przez okno... Akcja fabuły wraca w czasy współczesne. Rodzeństwo Carol i Ed – których rodzice zostali zamordowani w tajemniczych okolicznościach – wyrusza wraz z szóstką przyjaciół aby zobaczyć odziedziczony przez siebie dom. W trakcie podróży autobusem, na widok samego tylko zdjęcia posiadłości, nieznajomy ksiądz zaczyna krwawić z oczu, błagając ich aby zawrócili... Gdy jednak początkowy szok tego wydarzenia mija, ósemka młodych ludzi postanawia kontynuować swe zamierzenie. Spotkana w pobliskim miasteczku kuzynka rodzeństwa, Simona, podąża wraz z nimi do opuszczonego od pięćdziesięciu lat „rodzinnego” domu. Oczywiście – rozbawieni młodzi ludzie dość szybko dowiadują się o tragicznych wydarzeniach z przeszłości – i klątwie wiedźmy. Opowieść ta staje się bardziej wiarygodna w momencie, gdy w pobliżu ich lokum zjawia się mała dziewczynka z piłką, ubrana w białą sukienkę. Rozpoczyna się seria krwawych, demonicznych opętań poszczególnych lokatorów starego domu. Jedynym ocaleniem z koszmaru zdaje się być dla ocalałych sędziwy ojciec Matthew...

Jeśli kiedykolwiek ktoś chciałby stworzyć akt oskarżenia wobec włoskiego kina grozy i jego tendencji do jawnych zapożyczeń / plagiatów, podczas raptem 90 minut seansu „Witch Story” znajdzie całkiem sporą garść mocnych argumentów. Reżyser Alessandro Capone balansuje między oczywistą inspiracją kinem Mario Bavy (wspomniany klasyk z Barbarą Steele, dziewczynka z piłką żywcem przeniesiona z „Kill baby kill”), Dario Argento ( tu kłania się kolorystyka i kadrowanie wielu scen) i Lucio Fulciego (prolog z unicestwieniem Helen wydaje się dziwnie znajomy widzom „The Beyond” i losu nieszczęsnego malarza Schweicka...). Do tego oczywiście garść amerykańskich nowinek – „Noc demonów” i  „Koszmar z ulicy Wiązów”. A przysłowiową kropkę nad „i” postawili tutaj producenci i dystrybutorzy, lansujący gotowy twór pod tytułem „Superstition 2”, czyli jako sequel znanych i w Polsce „Zabobonów”. Jeszcze większy zarzut może dotyczyć niemal irytująco stereotypowych ukazanych postaci – blond zdzira, komiczny obżartuch, „mózgowiec”, przystojniak... Co jednak najciekawsze, tą historię zemsty po latach ogląda się ze swoistą, perwersyjną satysfakcją. Owszem, szablony i wtórność, jednak całkiem zgrabnie podane i  dynamicznie zrealizowane. Do tego kilka scen jest tu sfotografowanych i zmontowanych w taki sposób, iż wypada przyznać, że reżyser i operator odrobili swe lekcje ze znajomości klasyków. Szkoda tylko, że wyraźne ograniczenia budżetowe nie pozwoliły na zaprezentowanie większej ilości efektów specjalnych, praktycznie niezbędnych w przypadku horrorów z demonicznymi kreaturami. Cóż, widać chęć zdążenia przed konkurencją (w latach 88-89 powstały co najmniej 4 inne dość znane filmy z wiedźmą w tytule / na pierwszym planie) była dla Capone i spółki czynnikiem decydującym... Szkoda.


data: 11:10; 11 grudnia 2015     autor: Jakub "Cabal" Zieliński