Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Axe Giant: The Wrath of Paul Bunyan
(Bezlitosny topór)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Gary Jones
Scenariusz: Gary Jones, Jeffrey Miller, Jason Ancona
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2013
Obsada: Joe Estevez
Thomas Downey
Amber Connor
Victoria Ramos
Gary Jones znany jest przede wszystkim jako epizodyczny reżyser takich serialów jak „Xena - wojownicza księżniczka”, „Herkules”, czy „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki”. Jego filmowy debiut „Komary” (1995), to film nie do końca udany, niezbyt dobrze zagrany i -  jak przystało na jatkę klasy B - równie niezbyt wyszukany, ale z całą pewnością dobrze oglądalny. Ba, nawet powiedziałbym, że na nocny maraton kiczu, tandety i ulubionej marki piwa byłby świetną propozycją. Niestety, następne filmy spod kamery Garego Jonesa włącznie z nakręconym w 2003 roku „Boogeyman 3: Ostatni rozdział”, to równia pochyła, którą niechlubnie kończy ostatnie "dziecko" reżysera - omawiany dzisiaj "Bezlitosny topór". 

Grupa amerykańskich nastolatków pod dowództwem sierżanta Hoke i jego asystentki wybiera sie na obóz resocjalizacyjny. Niestety nikt nie zdaje sobie sprawę, że leśną głuszę zamieszkuje również olbrzymi drwal dzierżący w ręku śmiercionośny topór. Zaczyna się walka o przetrwanie.

A tak właściwie, to rozpoczyna sie ciągnący aż do samego końca szereg głupich, naciąganych i nieporadnych sytuacji. „Bezlitosny topór” to film bezdennie zły i to właściwie pod każdym względem. Głupi bohaterowie, drętwe aktorstwo, olbrzym morderca starający sie wzbudzić ni współczucie, ni strach, gryzące w oczy komputerowe sceny śmierci, nie przekonywujące motywy zemsty, czy w końcu finał z pogłosem King Konga, tu jednak rozwiązujący sprawę bez najmniejszych emocji, to juz gwoźdź do trumny tej produkcji. Ze juz nie wspomnę o muzyce grającej raczej bardziej na naszych nerwach niż na lęku. „Bezlitosny topór” choć początkowo prorokował nienajgorzej do końca zepsuła postać mordercy. W pierwszych scenach widzimy jeszcze Payla Buynana w klimatycznej, gumowej masce dzierżącego siekierę niczym Jason z „Piątku trzynastego 3”, podczas gdy później staje się on wielkim na miarę Godzilli potworem, który w przeciwieństwie do japońskiego monstrum, w tym wypadku kompletnie sie nie sprawdza. Skoro zatem postać mordercy wzbudza w widzu ledwie uśmiech politowania, a bohaterowie to kompletni debile, nie pozostaje nam nic innego jak zmienić kanał. 

Jedynym promykiem starającym sie przebić przez te rolkę filmowych ochłapów jest postać miejscowego włóczęgi, w którego wcielił się mający największe doświadczenie na planie Joe Estevez. On jako jedyny dobrze gra swoją roęe, a opowiedziana przez niego historia Paula - choć i tutaj kretyństwa jest jak wiór w tartaku - potrafi wzbudzić choć trochę zainteresowania. Niestety, cala reszta to klisze poziomu reżyserskiego Gerego Jonesa z jego wcześniejszych filmów. 

Zastanawiam sie, ilu horrormaniakow na własne oczy przekonać się będzie chciało, na ile moja recenzja okaże sie prawdą. „Komary” tego samego reżysera to przecież całkiem zjadliwy kawal sera. Cóż, niestety ostatni film Jonesa to jeden z najgorszych slasherów, jakie ostatnio widziałem, o ile nie jeden z najgorszych w ogóle.
data: 14:39; 15 sierpnia 2014     autor: Miłosz „J.M” Górniak