Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Alone
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Banjong Pisanthanakun, Parkpoom Wongpoom
Scenariusz: Banjong Pisanthanakun, Parkpoom Wongpoom, Aummaraporn Phandintong, Sopon Sukdapisit
Produkcja: Tajlandia, Korea Południowa
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Chartchai Pongprapapan
Obsada: Masha Wattanapanich
Vittaya Wasukraipaisan
Ratchanoo Bunchootwong

Banjong Pisanthanakun i Parkpoom Wongpoom z miejsca wdarli się do grupy najbardziej cenionych twórców azjatyckich ghost stories, po stworzeniu popularnego „Shuttera”. Trzy lata po dokonaniu tego wyczynu powrócili z kolejną opowieścią, w której krąży długowłosa zjawa. Tym razem jednak nie tylko jej trzeba się bać. Kontynuując kierunek zapoczątkowany w Shutter, twórcy poszerzają granicę filmowej grozy o kolejne aspekty.

Bogata w retrospekcje historia każe nam przyjrzeć się miłej kobiecie imieniem Pim, która wraz z chorym na cukrzycę Wee, musi wrócić do rodzinnej Tajlandii, gdy otrzymuje informację o postępującej chorobie matki. Para zamieszkuje w dawnym domu protagonistki, budzącym wiele, nierzadko bolesnych, wspomnień z jej dzieciństwa. Wcześniej, przed wyjazdem z Korei, jedna z koleżanek ustanowiła nastrój filmu i wywróżyła Pim, że odzyska ona coś lub kogoś, kogo dawno straciła. Będzie z tym jednak związana cena, jaką należy zapłacić. Wiedząc, że za młodu protagonistka dzieliła swe życie z syjamską siostrą, możemy być pewni, kim ta strata się okaże.

Przez większą część produkcji, praktycznie aż do przedfinalnego zwrotu akcji, twórcy wodzą widza od jednej jump scene do kolejnej, w międzyczasie uzupełniając opowieść retrospekcjami, utrzymanymi w formie dramatu. Bardzo się przy tym starają by widz nie zapominał o „drugiej połówce” Pim. O ile w scenach z przeszłości, wyjaśniających naturę związku sióstr i dlaczego nie są już ze sobą złączone, Ploy, jak nazywa się utracona siostra, jest, z wiadomych powodów, widoczna, to w scenach współczesnych twórcy co chwila uciekają się do podkreślania „podwójności” bohaterki poprzez pokazywanie jej lustrzanych odbić czy duplikujących jej kontury ujęć szyb. W scenach grozy, ponownie, obecność siostry wynika samym faktem straszenia, którego ona jest źródłem.

Mimo że, jak pisałem, przez dużą część trwania filmu, jesteśmy prowadzeni poprzez różne sceny grozy, to tak naprawdę nie ma ich wiele. W przeciwieństwie do „Shuttera”, reżyserowie skupili się raczej na nastroju, łączącym typową grozę z, równie typowym dla azjatyckich historii o duchach, uczuciem smutku i nostalgii. Ponadto, momenty pojawienia się widma są przedstawione przy użyciu typowych technik straszenia. Możemy więc oczekiwać, szczególnie w tym filmie, dziwnych odbić w lustrze, białych, nieprzyjemnych twarzy w ciemności, oddechu za plecami etc. Przy czym, przed każdą sceną grozy, odczuwalnie narastać zaczyna niepokojąca atmosfera, głównie poprzez ściemnienie ekranu i/lub zmianę muzyki, więc wieńczące sekwencje grozy wyskoki nie są zaskoczeniem. Brakuje zdecydowanie większego znęcania się nad oglądającym, zwłaszcza że w produkcji istnieje kilka idealnych momentów by dodatkowo go nastraszyć. Co więcej, sceny grozy są za krótkie, a po niektórych jump scenes, można było zaskoczyć czymś dodatkowym nieoczekującego niczego widza. Pod względem czystego strachu film więc rozczarowuje, nie wyróżniając się spośród dziesiątek podobnych mu produkcji.

Ten nastrój grozy opartej na duchach ulatuje niemal całkowicie w finale, gdy, po zwrocie akcji, film zmienia się w bieganinę, a ataki na bohaterów stają się fizyczne. Nie wypadają zawsze wiarygodnie, lecz twórcy skutecznie odwołują się do kilku prostych zabiegów fabularnych, by utrzymać zawieszenie niewiary na wystarczającym poziomie, nie pozwalającym na zbyt dogłębne kwestionowanie produkcji. Niestety, zwrotu akcji można się domyślać dość prędko, więc sugerowałbym ograniczenie prób przewidywania rozwoju fabuły, na korzyść odczuwania tego, co w danej chwili rozgrywa się na ekranie. Poprawi to odczucia, jakie pozostaną po seansie.

Film, ewidentnie nawiązujący do dramatu, posiada także wyraźne przesłanie. Nie jest zaskakującym, że duchy pojawiają się nie tylko z nienawiści, ale i z misją ukarania tych, którzy w jakiś sposób sprawili im cierpienie. W tym kontekście, „Alone” staje się kolejną wariacją na temat zbrodni i kary.

Produkcja jest wykonana bardzo solidnie pod względem technicznym. Oświetlenie, filtry poszarzające obraz, melodyjna, smutna muzyka z przyjemnie niepokojącym motywem przewodnim, jak i gra aktorów są niewątpliwymi plusami filmu. W żadnej chwili nie możemy mu zarzucić braków w rzemiośle, które zadośćuczyniają nieco za niewielką oryginalność.

Ostatecznie, „Alone” jest wartym obejrzenia horrorem, szczególnie dla miłośników grozy z Azji. Historia syjamskich sióstr niepokoi, każe zastanowić się nad partnerskimi wyborami, jakich dokonujemy, czasem zmusi nas do podskoczenia na fotelu, a czasem zasmuci. Nic z tego nie wyróżnia produkcji na tle innych azjatyckich filmów grozy, lecz twórcy nie mają się czego wstydzić. Stworzyli bowiem zajmujący obraz, który nie powinien nikogo pozostawić z negatywnymi wrażeniami.

data: 20:03; 15 lutego 2013     autor: Mateusz R. Orzech