Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
All Souls Day: Día de los muertos
(All Souls Day)
(Zaduszki)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jeremy Kasten
Scenariusz: Mark A. Altman
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Joe Kraemer
Obsada: Marisa Ramirez
Travis Wester
Nichole Hiltz
Jeffrey Combs
Danny Trejo

 Jeremy Kasten - to nazwisko, które raczej wiele fanom horroru nie mówi bo i mówić nie może. Jedynym pełnometrażowym filmem wyreżyserowanym przez tego pana do czasu ''All Souls Day'' był Brytyjski horror zatytułowany ''Horror in the Attic''. Głośno o Kastenie może się dopiero zrobić, bowiem wiadomo już że wyreżyseruje on remake kultowego w wielu kręgach ''Wizard of Gore''. Póki co przejdźmy jednak do opisywanej pozycji...

Na samym początku raczeni jesteśmy dwoma retrospekcjami. Najpierw z XIX a następnie już z XX wieku. W końcu po kilku minutach przechodzimy do akcji ''właściwej''. Chłopak imieniem Joss (Travis Wester) podróżuje wraz ze swą dziewczyną Ulą (Marisa Ramirez) przez Meksyk. Ich podróż zakłóca przyjazd do niewielkiego miasteczka i wypadek spowodowany przez Jossa. Samochód jak to zwykle w tego typu przypadkach bywa odmawia posłuszeństwa i nasi bohaterowie pozostają zdani na siebie wraz z napotkaną przed chwilą dziewczyną, którą najwyraźniej ktoś chciał złożyć w ofierze. Przestój nie trwa jednak długo bowiem Jossowi udaje się sprowadzić dzielnego szeryfa Blanco, który Angielskim (bądź Amerykańskim jak kto woli) włada znacznie lepiej od urzędowego języka... Ów ''sympatyczny'' szeryf informuje młodych ludzi iż w promieniu najbliższych kilku mil nie ma żadnego pojazdu mechanicznego, więc jedynym wyjściem jest nocleg w motelu, do którego zresztą ochoczo wskazuje im drogę. Od tego momentu dla Uli i Jossa zaczyna się koszmar, który znacznie wykracza poza wszelkie ludzkie wyobrażenia... Czy dwójce nastolatków uda się wydostać z przeklętego miasteczka nim będzie za późno?

Zombie tu zombie tam a ja shotguna w ręku mam... Tak można by scharakteryzować fabułę większości zombie movies ostatnich czasów. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy w owym shotgunie bezpowrotnie kończy się amunicja ;) Wówczas to główni bohaterowie zmuszeni są do porzucenia buńczucznych okrzyków ''Die motherfuckers'' i ruszenia wreszcie głową by przeżyć. Nie inaczej jest w filmie Jeremiego Kastena, który choć fabułę zaserwował nam dość ciekawą to nie do końca ją wykorzystał.

O aktorach można powiedzieć to samo co w przypadku większości tego typu produkcji. Główni ''herosi'' to dwójka nastolatków - super inteligentna Ula poliglotka oraz jej chłopak Joss, który inteligencją raczej specjalnie nie grzeszy choć i z postury od ''Pudziana'' dzielą go lata świetlne. Jakie postacie - taka i gra aktorska, czyli w przypadku Uli całkiem fajnie a u Jossa wręcz odwrotnie (czyli całkiem niefajnie jakby się ktoś nie domyslił). Nie będę już komentował obsadzania w rolach nastolatków osób bliskich 30stki, zresztą ponoć kobietom i dobrym piłkarzom w metryki patrzyć się nie powinno...

Klimat filmu jest nawet dość dobry. Spora w tym zasługa kamerzysty, który stanął na wysokości zadania a patrząc na całokształt filmu to nawet je przewyższył.

Następna sprawa to muzyka, która choć bardzo przeciętna to nie przeszkadza widzowi w odbiorze filmu.

Sceny gore to następna ważna sprawa i niestety spora klapa. Firma ''Almost Human'' zajmująca się efektami specjalnymi niczego ''specjalnego'' niestety nie dokonała. Jak na zombie movie jest bardzo słabo. Trochę krwi tu i tam, kilka części ciała walających się to tu to tam i to w zasadzie wszystko. Dobrze, że przynajmniej charakteryzacja żywych trupów wyszła całkiem dobrze i nie ograniczyła się do posmarowania facjat czerwoną farba imitująca krew.

Na IMDB widnieje czarno na białym, że film nie stroni od scen rozbieranych, ale jeśli zdjęcie na chwile stanika lub nieudolna próba sexu (to poprostu trzeba zobaczyć) oczywiście w ubraniu zaliczane jest już do scen rozbieranych to pozostaje mi jedynie parsknąć śmiechem.

Na zakończenie musze na chwilkę wrócić do aktorów i poutyskiwać na to, że Danny Trejo zaczyna wyrabiać sobie powoli reputację aktora szmir klasy C. Warto również wspomnieć, że film został nakręcony dla SF Channel i to chyba śmiało wyjaśnia wszystkie jego minusy. Pomimo tych wszystkich wpadek i beznadziejnego zakończenia ''All Souls Day''  jest filmem, który ogląda się szybko i bez najmniejszego znużenia ponadto okraszonym masą głupowatych sytuacji, które wzbudzają na ustach widza uśmiech politowania.

Dlatego też wystawiam 4 punkty jako pozycji poniżej oczekiwań, ale zdecydowanie przewyższającej poziomem wiele bliźniaczych produkcji. Jeżeli więc nie macie nic ciekawszego do roboty i chcecie w miarę przyjemnie spędzić czas nawet na trzeźwo to zapraszam do zapoznania się z filmem Kastena.

data: 13:33; 02 listopada 2009     autor: Critters