Partnerzy

Inne

Horrormania - horrory w katalogu Gwiazdor

Filmy

« powrót
Love Me Deadly
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jacques Lacerte
Scenariusz: Jacques Lacerte, Roger Wall, Robert Cleere
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1973
Obsada: Mary Charlotte Wilcox,
Lyle Waggoner,
Christopher Stone.

Całuję martwą twą powiekę, mój cichy, mój blady, mój Ty śliczny...

Amerykańskie kino lat 70. kochało szokować widzów. Wystarczy wspomnieć o wyświetlanych w kinach samochodowych produkcjach, określanych mianem filmów eksploatacji. Produkcjach, które oczywiście siłą rzeczy nie mogły trafić do szerokiego grona odbiorców, z uwagi na królującą w nich przemoc, seks i zepsucie. Grindhousy stały się więc prędko obiektem swoistego kultu, gdzie na celuloidowej taśmie reżyserzy  mogli nieskrępowanie pokazywać swoje najdziksze, najmroczniejsze i najbardziej perwersyjne urojenia.

Wodzę fantazji puścił również Jacques Lacerte, nakręcając swój pierwszy, a zarazem ostatni eksploit „Love Me Deadly”, znany również pod alternatywnym tytułem jako „Secrets of the Death Room”. Film opowiada historię Leslie – atrakcyjnej blondynki, która ma pociąg do zwłok. Leslie wręcz uwielbia pogrzeby, biorąc udział niemalże w każdej uroczystości tylko po to, by później – kiedy już żałobnicy odejdą - móc namiętnie pocałować martwe usta umrzyka. Dostrzega to Wade – właściciel jednego z domu pogrzebowych, który prowadzi podwójne życie – po godzinach, za zamkniętymi drzwiami krematorium zamienia się w orędownika tajemniczego zgrupowania nekrofilów. Zauważając fascynację kobiety, postanawia uczynić z niej nowego członka sekty…

„Love Me Deadly” jest jednym z bardziej ambitnych filmów o tematyce nekrofilii. Podobnie jak nakręcony później „Zimny pocałunek” Lynne Stopkewich, stara się on ukazać na przykładzie filmowej Leslie problematykę pociągu do zwłok w formie subtelnej, wręcz duchownej, a nie pruderyjnej i anatomicznej znanej choćby z szokującego „Aftermath” Nacho Cerdà. Dla bohaterki chwile nekropocałunków mają w sobie olbrzymią głębie. Dla widza są natomiast mimo wszystko pełne namiętności i powabnej erotyki. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że odtwarzają klisze słynnych hollywoodzkich całusów – „Przeminęło z wiatrem”, „Casablanca”, „Rzymskie wakacje” „Śniadanie u Tiffany'ego”. Jest romantycznie, jest zagadkowo, subtelnie i… krwawo. Jak przystało na większość filmów eksploatacji, tak i „Love Me Deadly” zawiera w sobie momenty wystawiające na próbę żołądki widzów, szufladkując się tym samym w kategorię filmów tylko dla dorosłych. Przez to produkcja jest dość nierównomierna i niezwykle ze sobą kontrastująca. Podobnie zresztą jak schizofrenia głównej bohaterki i targające ją uczucia. Z jednej strony Leslie doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej dewiacji, z drugiej jednak postanawia wyjść za mąż, próbując choć w najmniejszym stopniu znormalizować swoje życie. Podobnie jest z samym filmem: chwile błogiej sielanki pozornie szczęśliwego małżeństwa i nekroromantycznych ujęć Leslie ze zmarłymi (ciekawostką jest, że w jednej ze scen pojawił się sam reżyser, grając zwłoki brodatego mężczyzny) są przeplatane wyrazistymi scenami upiornych tortur, których – niestety – nie ma zbyt wiele. To, co początkowo przykuwa wzrok i elektryzuje ohydnym klimatem szaleństwa, z biegiem czasu zaczyna powoli nużyć wygłaskaną słodkością, delikatną muzyką, oraz brakiem wnoszenia konkretnych elementów do fabuły. Film ospale zbliża się do mdłego finału. I to właśnie te elementy sprawiły, że „Love Me Deadly” podobnie jak rzesza innych tytułów odszedł w zapomnienie, pozostawiając po sobie głównie wpis w internetowych bazach filmowych, dołączając w końcu do zbioru recenzji Horrormanii.

Jak zatem ocenić produkcję Jacquesa Lacerta? Pomimo wielu atutów, świetnej decyzji obsadowej (Lyle Waggoner, Mary Wilcox, znakomity Christopher Stone) jest to kino schizofreniczne, mocno nierówne, skierowane do wytrwałych koneserów ze zboczonym gustem. Do tych, którzy lubią odkurzać zapomniane tytuły wzbogacając tym samym swoje filmowe doświadczenie. Z pewnością „Love Me Deadly” warto poznać, choćby z tego względu, że produkcji poruszających w podobny sposób problematykę nekrofilii jest stosunkowo niewiele. Kto wie, może i miał on wpływ na kilka nakręconych później nekrohorrorów: „Mroczny instynkt”, „Nekromantik”, „Zimny pocałunek”?

data: 21:05; 31 stycznia 2012     autor: Miłosz „J.M” Górniak