Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Bad Taste
(Zły smak)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Peter Jackson
Scenariusz: Peter Jackson, Ken Hammon, Tony Hiles
Produkcja: Nowa Zelandia
Rok produkcji: 1987
Muzyka: Michelle Scullion, Jay Snowfield
Obsada: Terry Potter
Pete O’Herne
Craig Smith
Mike Minett
Peter Jackson

Każdy miłośnik kina kojarzy zapewne Jamesa Camerona, twórcę wizjonerskiego „Terminatora” i klimatycznej kontynuacji „Obcego”. Zarazem także człowieka, który wyrzeka się swoich reżyserskich początków („Pirania II: Latający mordercy”), a po nakręceniu bubla w postaci „Avatara” uzurpuje sobie prawo do bycia alfą i omegą kinematografii. Zapomnijcie więc o człowieku, który się zeszmacił i zaprzedał duszę Hollywoodowi, a skupcie na tym, który zaczynał podobnie jak Cameron, podobnie jak on ma dziś wielomilionowe budżety na wyciągnięcie ręki, a mimo wszystko nie wstydzi się swoich początków. Panie i panowie, przed wami Peter Jackson i jego „Zły smak”!

Populacja nowozelandzkiego miasteczka Kaihoro zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Ponieważ podejrzenia padają na kosmitów, rząd powierza sprawę agentom Astro Investigation and Defence Service. Na miejscu okazuje się, że za zniknięciami rzeczywiście stoją mogący przybierać ludzką postać Obcy, jednakże cel ich wizyty jest tak samo przerażający, jak kuriozalny. Planują oni eksportować ludzkie mięso na swoją planetę, gdzie ma stać się podstawowym składnikiem fast-foodów. Agenci AIDS zamierzają udaremnić im ten niecny proceder.

Jako miłośnik kina klasy B, po zapoznaniu się z zarysem fabuły „Złego smaku” umieściłem go na szczycie listy filmów, które koniecznie należy obejrzeć. Było to jeszcze w czasach, gdy triumfy święciły wideokasety, tak więc nim udało mi się zdobyć taśmę, mój głód zaznajomienia się z filmem jeszcze bardziej się wyostrzył. Przyznaję, że wtedy, gdzieś w połowie lat 90., „Zły smak” bardzo mnie zauroczył. Gdy jednak wróciłem doń po kilkunastu latach w celu jego zrecenzowania, miałem już mieszane uczucia. Owszem, nadal bawi mnie specyficzny czarny humor, jakim film jest przesiąknięty, pomysł z kosmitami zajadającymi Ziemian do dziś wywołuje na twarzy pokrętny uśmieszek, ale po obejrzeniu setek innych horrorów, także niskobudżetowych, na „Zły smak” patrzy się inaczej, aniżeli w wieku szczenięcym, gdy obcowało się z nim po raz pierwszy.

Odstrasza koszmarnie drewniana gra aktorów oraz dialogi – ponieważ gdzieś zgubiły się oryginalne taśmy, całość była przez aktorów dubbingowana, co niestety daje bardzo nieprzyjemny i sztuczny efekt. Miejscami zdarzają się także dłużyzny, te jednak można wybaczyć, biorąc pod uwagę, iż był to pierwszy duży scenariusz Jacksona. Zawiodą się jednak osoby, które po „Złym smaku” oczekiwałyby czystego horroru – elementy grozy praktycznie w filmie nie występują, a całość zaś uznać należy za bardzo czarną i mocno niepoważną komedię.

Zaskakująco dobrze próbę czasu wytrzymały efekty specjalne, tym bardziej, że mamy do czynienia z filmem kosztującym raptem kilkanaście tysięcy dolarów. Charakteryzacja obcych to do dziś chyba najlepszy, przynajmniej od strony technicznej, element filmu, ale także sceny gore nie prezentują się wiele gorzej – Jackson pojechał po bandzie, załatwiając z miejscowej ubojni prawdziwe bebechy, które następnie radośnie i w dużej ilościach walają się po planie, co wrażliwszych widzów mogąc przyprawiać o mdłości. Nie oszczędzono nam też innych obrzydliwości czy szaleństw, jak chociażby wypijania rzygowin Obcych czy wysadzania owiec przy pomocy wyrzutni rakiet.

Przypuszczam, że powodem, dla którego „Zły smak” spodobał mi się za pierwszym podejściem, było to, iż nie znałem jeszcze „Martwicy mózgu”, dla której opowieść o kosmitach była niejako przygotowaniem. Tam wszystko to, co znalazło się w „Złym smaku”, zaprezentowano w znacznie lepszej formie, poczynając od czarnego humoru, na makabrze – z kultową sceną z kosiarką włącznie – skończywszy. Film pokazał także, czego po nowozelandzkim reżyserze można się spodziewać, uwydatnił jego specyficzną wrażliwość (czy raczej jej brak) i poczucie humoru. Jeśli ktoś przygodę z twórczością Jacksona rozpoczynał od widowiskowego „Władcy pierścieni” czy „King Konga”, jego pierwszy film najpewniej mu się nie spodoba, ale mimo wszystko warto go znać. Jest wyraźnie gorszy od „Martwicy mózgu”, ma swoje słabe strony, ale mimo wszystko stanowi ciekawostkę, której reżyser na szczęście się nie wyparł, gdy już dorwał się do hollywoodzkiego koryta, zaś drobne nawiązania do niego można znaleźć w kolejnych jego filmach, także we „Władcy pierścieni”.

data: 13:32; 30 grudnia 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz