Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
After.Life
(AfterLife / After Life)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Agnieszka Wójtowicz-Vosloo
Scenariusz: Agnieszka Wójtowicz-Vosloo, Jakub Korolczuk, Paul Vosloo
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2009
Muzyka: Paul Haslinger
Obsada: Christina Ricci
Liam Neeson
Justin Long
Chandler Canterbury
Celia Weston

Powszechnie uważa się, że Polacy nie potrafią kręcić horrorów. Może to i prawda, ale zdaje się, że coś, co ma być horrorem, naszym rodakom nie wychodzi wtedy, gdy kręcone jest w naszym kraju i z myślą o krajanach. Bo na przykład Agnieszce Wójtowicz, która z myślą o rynku amerykańskim napisała i wyreżyserowała After.Life, się udało. Ale co dokładnie jej wyszło, o tym za chwilę.

Anna Taylor jest młodą nauczycielką, mieszkającą z Paulem, swoim chłopakiem prawnikiem. Z pozoru stanowią idealną parę, w rzeczywistości jednak coś w ich związku zaczęło się psuć. Paul, mając nadzieję na naprawienie ich relacji, zaprasza dziewczynę na kolację, podczas której zamierza się jej oświadczyć. Plan bierze jednak w łeb: Anna źle interpretuje słowa Paula, wybucha gniewem, nie daje mu dojść do słowa, poczym wzburzona wsiada do samochodu. Kilka godzin później budzi się w chłodni domu pogrzebowego. Grabarz, Eliot Deacon, pokazuje jej akt zgonu i wyjaśnia, że miała bliskie spotkanie z ciężarówką wiozącą drewno, obecnie zaś zawieszona jest pomiędzy życiem a śmiercią. Jedyną osobą, która może z nią rozmawiać, jest Deacon, twierdzący że posiada wyjątkowy dar. Anna nie daje wiary jego słowom i uparcie twierdzi, że jest żywa, chociaż nic nie czuje. Które z nich ma rację?

Odpowiedź na postawione powyżej pytanie nie jest rzeczą łatwą, a, jak przystało na szanujący się thriller psychologiczny, wszystko zależy wyłącznie od interpretacji widza. Scenarzyści wykorzystali sprawdzony schemat: otrzymujemy sprzeczne ze sobą informacje, niedomówienia i obowiązkowy twist in the end, co następnie musimy poskładać do kupy i wyciągnąć z tego wnioski. Pod tym względem scenariusz się sprawdził – niedomówienia zagwarantowały filmowi dłuższą żywotność, nietrudno więc na forach filmowych natrafić na pełne spojlerów wątki, w których użytkownicy kłócą się, co autorzy mieli na myśli.
Gorzej scenariusz prezentuje się pod względem bardziej przyziemnym – opowiedziana historia, chociaż w samym założeniu ciekawa, poprowadzona została moim zdaniem cokolwiek niemrawo, przez co momentami na chwilę się wyłączałem. Co prawda nie na tyle, aby przeoczyć jakieś ważne dla rozwiązania zagadki/własnej interpretacji szczegóły, ale mimo wszystko mam wrażenie, że kilka minut mniej by After.Life nie zaszkodziło.

Warto też chwilę dłużej zastanowić się nad gatunkową przynależnością filmu Wójtowicz, co – podobnie jak interpretacja zakończenia – może nastręczać trudności. Najprościej chyba będzie powiedzieć, że jest to mieszanina dramatu i thrillera psychologicznego, ale nie brak też osób, które przypisują mu łatkę horroru. Prawda, więcej mamy tutaj grozy niż w chociażby „Zmierzchu”, z drugiej jednak strony nie ona była tu najważniejsza. Na pierwszy plan wychodzi dramat, egzystencjalne pytania oraz intryga do rozwikłania, ale nie brak też momentów z dreszczykiem. Są to co prawda jedynie wybrane sceny, ale sprawiające wrażenie, jakby reżyser uważnie przyłożyła się do lektury podręcznika Popularne klisze filmowe: Jak zrobić dobrą scenę grozy? Próba zdefiniowania, czym jest horror, określenia, gdzie takowy się zaczyna, a gdzie kończy, to bardzo śliska i mocno subiektywna sprawa, tak więc odpowiedź na to, na ile – i czy w ogóle – After.Life jest horrorem, pozostawiam pod rozwagę czytających.

Jak wspomniałem wyżej, sceny jakby żywcem wyjęte z horrorów, zrealizowane zostały sprawnie. I podobnie ma się sprawa z całym filmem. After.Life to produkcja niezależna, kosztująca niespełna cztery i pół miliona dolarów, tak więc nie należy spodziewać się wodotrysków. Lokacje są tutaj mocno ograniczone, większość scen rozgrywa się w chłodni. Nieliczne efekty specjalne są niezłe, charakteryzacja Christiny Ricci jako truposza (ponoć truposza?) bardzo dobra. Muzyka i zdjęcia również nie odstają poziomem. Tym, co chyba jednak najbardziej rzuca się w oczy, jest niezła gra aktorska i przypuszczam, że angaż Ricci, Liama Neesona i Justina Longa pochłonął większą część budżetu. A jeśli komuś marzy się oglądanie Ricci paradującej przez większość filmu w kusej czerwonej halce bądź całkowicie nago, przy tym filmie poczuje się jak w domu.

After.Life to dowód na to, że jeśli Polak chce, to potrafi. Potrafi napisać niezgorszy scenariusz, zaangażować znanych aktorów i stworzyć przyzwoity film. Co prawda nie wybitny, ale na tyle zajmujący i na tyle sprawnie zrealizowany, by się nim zainteresować i chociaż raz dać mu szansę. Być może przy odrobinie szczęścia Wójtowicz uda się w Ameryce osiągnąć większy sukces, niż Andrzejowi Bartkowiakowi.

data: 17:24; 25 października 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz