Filmy
(Phobos, The)
Scenariusz: Aleksandr Szewcow
Produkcja: Rosja, Estonia
Rok produkcji: 2010
Muzyka: Jewgienij „DJ Groove” Rudin
Tatiana Kosmaczewa
Aleksiej Worobjow
Piotr Fiodorow
Agnija Kuzniecowa
„Fobos: Klub stracha” to, obok kanadyjskiej „The Shrine”, jeden z niewielu tegorocznych horrorów, które – z nie do końca zrozumiałych nawet dla mnie przyczyn – oznaczyłem jako „obejrzeć koniecznie”. Do tego rosyjskiego straszaka nie zniechęciły mnie nawet słabe oceny, jakie zabrał od zagranicznych recenzentów i widzów. Mój entuzjazm względem niego okazał się brzemienny w skutkach – gdybym zaufał opiniom osób, które już film obejrzały, upadek zapewne okazałby się znacznie mniej bolesny.
Grupa młodych Rosjan spotyka się w suterenie onegdaj służącej za schron przeciwlotniczy, który obecnie przekształcany jest w nowoczesną dyskotekę. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności młodzi ludzie zostają uwięzieni w schronie, z którego – zdaje się – nie ma wyjścia. Zapuszczając się coraz głębiej w głąb kompleksu, trafiają w końcu do części służącej kiedyś KGB za miejsce kaźni. To, co następuje potem, nie powinno być niespodzianką dla osób, które obejrzały przynajmniej jeden horror tego sortu. Ja na przykład miałem wrażenie, że mocno inspirowano się „Domem na Przeklętym Wzgórzu” Williama Malone’a i „Statkiem widmo” Steve’a Becka.
Przepraszam, napisałem „następuje”? Poprawka – bardziej adekwatne będzie: „tego, co powinno nastąpić potem”. Młodzi, zdawałoby się, zaczną po kolei ginąć za sprawą Zła, które zagnieździło się w kompleksie, potęgując poczucie zaszczucia i zagrożenia zarówno u bohaterów, jak i widzów. Zło okazuje się jednak wyjątkowo łaskawe, przez większość seansu manifestując swoją obecność w postaci pokrywającego różne obiekty cienia, którego czasem nie da się zauważyć, jeśli nie zwróci się uwagi na dalszoplanowe detale. Bardziej „inwazyjne” metody działania Zła to chociażby strącanie lamp naftowych. Bohaterowie zaczynają ginąć dopiero w ostatnich minutach, co może byłoby w stanie wynagrodzić oczekiwanie na zgony, gdyby nie to, że zrealizowane zostały one słabo, bez polotu i prawie bezkrwiście. Przez większość czasu obserwujemy bohaterów odkrywających kolejne mniejsze lub większe okropności, jakie skrywa bunkier, oraz poznajemy niezbyt skomplikowane, płytkie relacje pomiędzy postaciami. Sądząc po materiałach promocyjnych, głównym wątkiem „Fobos” miał być strach i walczenie z nim, jednakże ten element został potraktowany po macoszemu i wygląda niczym zbędny dodatek, będący jedynym uzasadnieniem tego, dlaczego bohaterowie przeżyli tak długo. Co prawda wątek mrocznej materii karmiącej się strachem młodych zamkniętych w podziemiach pojawia się dość wcześnie, jednakże niespiesznie rozwijany jest dopiero w dalszej części, aby po pewnym czasie zejść na dalszy plan i zniknąć prawie całkowicie.
Chociaż główny wątek fabularny nie należy do najświeższych, to lokacja, w jakiej został osadzony, dawała niezgorsze pole do popisu. Stary schron KGB zasiedlony przez uwięzione weń dusze? Czemu nie! Niestety, za sprawą słabo poprowadzonego scenariusza nie udało się wykorzystać potencjału, jaki drzemał w tym pomyśle. Atmosfera grozy jest tutaj praktycznie niewyczuwalna, nie tylko dlatego, że najbardziej skupiono się na trójkącie miłosnym Sasza-Julia-Żenia, ale również ze względu na niezbyt odpowiednią do wydarzeń scenografię. Raczej nie tak wyobrażałem sobie opuszczony schron przeciwlotniczy – moim zdaniem sprawiał on wrażenie zbyt „ciepłego” i „przytulnego”, zaś o jego wiekowości najczęściej świadczyła występująca gdzieniegdzie rdza. Być może z miejsca dałoby się wykrzesać coś więcej, gdyby zaznajomiono widza z mroczną historią schronu, która nie zostaje w filmie przedstawiona, zaś lepiej poznać można ją zapoznając się z przygodową grą point’n’click „Fobos 1953” (niestety, dostępna wyłącznie w języku rosyjskim).
Pozostałe elementy również nie zrobiły na mnie zbytniego wrażenia. Z lektury Internetu można mniemać, że część aktorów to osoby popularne i lubiane w Rosji, czego jednak nie mogę potwierdzić, bowiem zbyt mało siedzę we współczesnym kinie rosyjskim. Nie zmienia to faktu, że gra aktorska w większości przypadków jest zadowalająca, ale niestety nic ponadto, co jest kolejnym kamyczkiem do ogródka twórców. Jeśli chodzi o muzykę, postawiono na dość oryginalne rozwiązanie i jako kompozytora zatrudniono popularnego DJ-a, co zapewne miało pasować do faktu, iż Fobos będzie dyskoteką. O muzyce również nie mogę powiedzieć wiele dobrego – to, co usłyszymy w tle, niezbyt nadaje się do horroru/thrillera, ale, jak na ironię, muzyka nieczęsto skupia na sobie uwagę widza i przez większość czasu była dla mnie niezauważalna.
Żałuję, że wystawiam filmowi tak niską ocenę, ponieważ spodziewałem się cokolwiek więcej. Nie jest to co prawda film do cna beznadziejny, ale niestety do miana dobrego również sporo mu brakuje. Szkoda, że nie wykorzystano całego potencjału, jaki drzemał w tym pomyśle; na dobrą sprawę wystarczyło jeszcze trochę posiedzieć nad scenariuszem, co nieco zmienić i trochę poprzesuwać akcenty, a zapewne byłaby „dyńka” czy dwie więcej. „Fobos: Klub stracha” da się obejrzeć, ale raczej nie należy nastawiać się na coś spektakularnego – wtedy może pozytywnie zaskoczy i radość z seansu będzie większa od tej, którą miałem ja.