Filmy
(Ulice strachu: Krwawa Mary)
Scenariusz: Michael Dougherty, Dan Harris
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Scooter Pietsch, Jeff Rona
Robert Vito
Tina Lifford
Michael Coe
To już trzecia część cyklu horrorów o zbrodniach dokonywanych w oparciu o miejskie legendy. Po niezłej „jedynce” i kiepskiej „dwójce” przyszedł czas na popchnięcie tej popularnej slasherowej serii w nowym kierunku – po raz pierwszy twórcy zrezygnowali z powielenia motywu zamaskowanego mordercy na rzecz wprowadzenia elementów nadprzyrodzonych. Takie połączenie slashera z ghost movie dawało nadzieje na względnie świeży film, nie nużący ogranymi schematami. Dołączając do tego fakt, iż reżyserii podjęła się Mary Lambert, znana min. ze słynnego „Pet Sematary”, oczekiwałem obrazu co najmniej przyzwoitego. Niestety, czekało mnie rozczarowanie.
Grupa znudzonych nastolatek rezygnuje z wypadu na szkolną imprezę ze względu na brak partnerów. Jedna z koleżanek opowiada pozostałym historię Mary – dawnej uczennicy ich szkoły, która zginęła tragicznie w 1969 r. w konsekwencji nieodpowiedzialnego żartu swych kolegów, choć jej ciała nigdy nie odnaleziono. Według legendy wymówienie trzy razy jej imienia przed lustrem przywoła żądnego zemsty ducha. Jak nietrudno się domyśleć, jedna z dziewczyn dla żartu wypowiada słowa „Bloody Mary” trzykrotnie. W nocy nastolatkowie znikają – mimo iż wkrótce odnajdują się cali i zdrowi, nie pamiętają co działo się z nimi w czasie nieobecności. Tymczasem w miasteczku rozpoczyna się seria brutalnych morderstw …
Jak zawsze, twórcy „Urban Legends” starali się zagmatwać fabułę i zaskoczyć nas zakończeniem. Teoretycznie mieli tutaj większe pole do popisu niż w poprzednich częściach, gdyż pojawia się motyw mściwego ducha, niestety potencjał tego wątku został zmarnowany – historia okazuje się dość banalna, a zakończenie łatwe do przewidzenia. Przewidywalność jest zresztą (co również jest już stałym elementem serii, jako że twisty z poprzednich części cyklu są delikatnie rzecz biorąc marne) największym grzechem tego filmu – już parę minut przed śmiercią kolejnej ofiary możemy się domyśleć, że właśnie za chwilę zostanie popełnione morderstwo. W filmie nie brakuje także naiwności i komicznych błędów logicznych. Na szczęście same sceny zabójstw wykonane zostały przyzwoicie, będziemy mieli okazję do obejrzenia kilku mocniejszych momentów, takich jak spalone zwłoki czy zrywanie skóry z twarzy. Niestety, dobre wrażenie psują wołające o pomstę do nieba koszmarnie komputerowe efekty specjalne w końcówce, wyglądające jak żywcem wyciągnięte z jednego z gniotów ze stajni Sci-fi Channel.
Aktorstwo nie jest najgorsze, choć trudno też kogokolwiek specjalnie wyróżnić – po części można to tłumaczyć faktem, że po raz kolejny bohaterowie to grupa nastolatków, a jak wiadomo tego typu role słabo nadają się do stworzenia ponadprzeciętnej kreacji. Trudno też krytykować muzykę skomponowaną przez Scootera Pietscha i Jeffa Ronę – jest ona poprawna, ale wobec kardynalnych błędów popełnionych w zakresie fabuły i efektów specjalnych poprawność innych elementów nie jest w stanie wydźwignąć filmu na wyżyny.
Podsumowując, trzecia część cyklu o miejskich legendach jest filmem przeciętnym, powielono w niej błędy z poprzednich części, co nawet amatorów tego dosyć płytkiego, mainstreamowego kina może już zirytować. Niestety, nie mogę polecić tego filmu nikomu – nawet zwolennicy teen-slasherów nie będą do końca usatysfakcjonowani, a miłośnicy slasherów z lat rozkwitu tego podgatunku oraz koneserzy kina grozy będą wręcz, mimo kilku lepszych scen, zdegustowani.