Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Anaconda
(Anakonda)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Luis Llosa
Scenariusz: Jack Epps Jr., Hans Bauer, Jim Cash
Produkcja: USA/Brazylia/Peru
Rok produkcji: 1997
Muzyka: Randy Edelman
Obsada: Jennifer Lopez
Jon Voight
Eric Stolz
Owen Wilson
Ice Cube

„Opowieści o monstrualnych anakondach ludojadach od wieków były przekazywane przez amazońskie plemiona. Niektóre z nich czciły te wielkie węże. Anakondy to dzikie i olbrzymie gady. Ich długość może dochodzić nawet do 12 metrów. W odróżnieniu od innych węży, anakondy nie zadowalają się pożarciem swojej ofiary. Wydalają ją, aby zabić i pożreć ponownie…” – takimi oto słowami mającymi uświadomić widzowi jak okrutnymi gadami są tytułowe węże, rozpoczyna się „Anakonda”, film o wielkim dusicielu ludojadzie. Ostatnimi czasy trochę filmów o podobnej tematyce powstało, m.in. „Python”, „Boa”, czy też  „Boa vs Python”. Nie były to jednak delikatnie mówiąc produkcje najwyższych lotów…a jak jest z nakręconą wcześniej „Anakondą”? Zapraszam do recenzji…

Grupa filmowców organizuje wyprawę do dorzecza Amazonki w celu nakręcenia filmu dokumentalnego o ludziach mgieł, tajemniczym indiańskim plemieniu Shirishama. Podczas ulewy zabierają na pokład Paula Sarone’a, którego łódź utknęła na mieliźnie. Tajemniczy mężczyzna  przedstawia im się jako tropiciel dzikich zwierząt. W ramach podziękowania obiecuje on doprowadzić ich do tajemniczego plemienia. Nie wiedzą jednak, że tak naprawdę chce on schwytać olbrzymią, wartą okrągły milion dolarów anakondę….

„Anakonda” to produkcja z roku 1997 i tak naprawdę pierwszy film opowiadający o olbrzymim wężu – ludojadzie. Reżyserię powierzono Luisowi Llosie, ze względu na jego doświadczenie w realizowaniu filmów rozgrywających się w dżungli – przed „Anakondą” nakręcił ich trzy, m.in. „Snajpera” z 1993 roku. Fabuła jak na tego typu film jest dość ciekawa. Mamy grupę filmowców chcących odnaleźć i sfilmować legendarne plemię Indian oraz tajemniczego rozbitka oferującego im pomoc, który jak się później okazuje nie do końca jest tym za kogo się podaje. Intryga skonstruowana jest w miarę ciekawie i wciąga widza. Warto w tym miejscu wspomnieć o aktorach, bo w obsadzie znalazło się kilka hollywoodzkich gwiazd, z Jennifer Lopez na czele. Jednak zdecydowanie najlepszą rolę zagrał świetny Jon Voight, znakomicie wcielając się w łowcę węży Paula Sarone’a. Grana przez niego postać jest demoniczna i tajemnicza zarazem, a aktor dał naprawdę znakomity popis gry swoich aktorskich umiejętności. Pomijając świetną role Voighta, aktorstwo w „Anakondzie” stoi na naprawdę dobrym poziomie i nie ma się do czego przyczepić. Znakomita jest ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Randy’ego Edelmana, która w połączeniu ze zdjęciami Billa Butlera tworzy naprawdę niezły klimat. Widz ma ciągłe uczucie, że gdzieś w gęstej dżungli czai się na bohaterów ogromny wąż - ludojad...

I to właśnie tytułowa anakonda jest tak naprawdę głównym bohaterem filmu. Jak twórcy poradzili sobie z ożywieniem wielkiego węża na ekranie? Naprawdę dobrze, ale po kolei. W filmie możemy zaobserwować dwie metody przedstawienia gada, mianowicie animatronikę (świetne modele wykonane przez Walta Conti) i efekty komputerowe. Łącząc ze sobą obie metody udało im się w miarę realistycznie ukazać tytułowego węża, jednak mam do nich też kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, w celu nadania anakondzie groźniejszego wyglądu postanowiono cofnąć jej do tylu oczy, co poskutkowało tym, że ma ona pysk podobny bardziej do głowy żmii. By zyskać na dynamice obrazu, filmowa anakonda porusza się także jak żmija (zygzakiem, podczas gdy wielkie dusiciele poruszają się zupełnie inaczej) i zyskała szybkość mamby (anakondy są szybkie ale tylko podczas ataku). Kolejną rzeczą nie mającą miejsca w naturze są odgłosy wydawane przez węża. Cóż, widocznie twórcy stwierdzili, że naturalny wygląd i zachowanie anakond nie są wystarczająco straszne by przerazić widza. Jednak przymykając oko na te niedociągnięcia (czy też świadome zabiegi twórców) trzeba uczciwie przyznać, ze tytułowa anakonda to jak do tej pory najlepiej wykreowany przez specjalistów od efektów wąż, jaki pojawił się w jakimkolwiek filmie. Mamy kilka naprawdę fantastycznych scen z jej udziałem, choćby tę z wodospadem, w której wąż zawieszony na drzewie chwyta w locie spadającego człowieka lub sceny rozgrywające się w opuszczonym budynku, swoistym gnieździe anakondy (m.in. pożeranie człowieka czy też jego późniejsze wyplucie).

Nie obyło się niestety też bez wpadek i jest ich trzeba przyznać całkiem sporo. Tych scenariuszowych nie będę wymieniał żeby nie spojlerowac, natomiast kłują w oczy niedociągnięcia w kilku scenach (choćby  płynący w jednym ujęciu do góry wodospad). Jednak nie wpływają one jakoś znacząco na przyjemność płynąca z seansu a trzeba przyznać, ze film ogląda się znakomicie. Obyło się bez niepotrzebnych dłużyzn i nudnych momentów jest bardzo mało. Dużym plusem jest także to, ze anakondę w całej okazałości możemy zobaczyć dopiero mniej więcej w połowie filmu, ale gdy już to następuje, twórcy ujęć z wielkim wężem nam nie żałują.

Należy zaznaczyć, że choć nie jest to jakiś wybitny film, to ogląda się go znakomicie, a w temacie wielkich węży jest to najlepszy wg mnie obraz jaki do tej pory powstał. Efekty specjalne są naprawdę dobre, gra aktorska też (kapitalny Voight) a historia dość ciekawa i trzymająca w napięciu. Dla fanów wielkich gadów jest to pozycja obowiązkowa.

data: 12:31; 03 listopada 2009     autor: ślepy51