Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Kołysanka
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Juliusz Machulski
Scenariusz: Adam Dobrzycki
Produkcja: Polska
Rok produkcji: 2010
Muzyka: Michał Lorenc
Obsada: Robert Więckiewicz
Małgorzata Buczkowska
Janusz Chabior
Krzysztof Kiersznowski
Jacek Koman

„Kołysanka”, najnowszy film Juliusza Machulskiego, zapowiadany był jako inteligentna i nietypowa komedia, która proponuje widzom oryginalną zabawę konwencjami. O ile reżyser „Vabanku”, „Seksmisji”, „Kilera” czy „Vinci” potrafi sensownie rozbawić widzów, o tyle z obiecaną przez twórców w wywiadach grozą jest już niestety gorzej. Ale może po kolei...

Po bardzo stylowych napisach początkowych poznajmy rodzinę tajemniczych Makarewiczów, którzy nieoczekiwanie zajmują domostwo Romana Łapszowa, więżąc biedaka w piwnicy. Ta nieoczekiwana zmiana miejsc przynosi jednak familii krwiopijców nieustępliwego pecha. W drzwiach domu zjawia się pracowniczka opieki społecznej, ksiądz, ministrant, listonosz, zainteresowany kupnem ziemi Niemiec wraz z tłumaczką, a w końcu pracownicy Telewizji Polskiej, którzy dowiedziawszy się o tajemniczych zniknięciach wymienionych uprzednio ludzi, kręcą reportaż o trójkącie mazurskim (parafrazując niesławny trójkąt bermudzki). Oczywiście wszyscy nieproszeni goście lądują w piwnicy Makarewiczów, stając się pokarmem dla złaknionej krwi rodzinki. Śledztwo wszczyna okoliczna policja.

Machulski, który tym razem zdecydował się stworzyć osobliwy kompozyt humoru i grozy, momentami całkiem nieźle radzi sobie z rozgryzieniem zakrzepłej konwencji. Jego wielodzietna familia to nie typowi krwiopijcy, do jakich przyzwyczaili nas chociażby Béla Lugosi czy Christopher Lee, lecz zabawny klan rodem z „Rodziny Addamsów”, nie bojący się promieni słońca, borykający się z problemami ekonomicznymi. Piąty potomek jest już w drodze, dziadkowi Makarewiczowi ze starości wypadają dwa ostatnie kły, co prowadzi do przezabawnej sceny z kołkiem, będącym jednym z odwiecznych elementów filmów wampirycznych. Jak widać, tym, co podczas oglądania „Kołysanki” najbardziej rzuca się w oczy, jest miejscami całkiem trafny komizm. Oczywiście część sytuacyjnych żarcików nie jest najwyższych lotów, jednakże Machulski śmiało definiuje stereotypy zawodowe. Miejscowy listonosz to zabawny pijaczyna, ksiądz jest najzwyklejszym dusigroszem wożącym się ekstrasamochodem, Niemiec typowym biznesmenem chcącym zalać mazurską przyrodę betonem, a policjanci to z kolei nierozgarnięte obiboki, które edukację najpewniej zakończyły w wieczorowej zawodówce. Wśród tych wszystkich postaci jest oczywiście rodzinka Makarewiczów, której członkowie to pozorni czarni bohaterowie. Nawet ich występki i pozbawienie przybyszów wolności wydaje się usprawiedliwione i wzbudzają pośród widzów ogólną sympatię. Co interesujące, twórcy zrywają z typowym schematem żądlenia w szyję i wysysaniem krwi. Zamiast tego mamy kąsanie w... stopy! Fakt faktem, że to zabieg nieco na wyrost, ale jakże niekonwencjonalny w wampirycznej historii.

„Kołysanka”, jak na film produkcji polskiej, jest zmontowana całkiem poprawnie, przez co nawet kilka efektów CGI zgrabnie wtapia się w rzeczywistość świata przedstawionego. A świat ten jest porywający w swej piękności. Mazurska przyroda uchodzi przecież za jedną z najbardziej urokliwych w naszym kraju. Kilka wysmakowanych wizualnie kadrów sprawia, że film wywołuje estetyczną satysfakcję, a muzyka miejscami jest naprawdę bardzo nastrojowa. W końcu Michał Lorenc to dobry kompozytor, który napisał chociażby ścieżkę dźwiękową do dwóch części polskiego przeboju z lat 90., „Psów” i „Psów II: Ostatniej krwi”. Nagana należy mu się jednak za jeden kilkakrotnie pojawiający się w filmie utwór nazbyt inspirowany soundtrackiem „Piratów z Karaibów”, który do tytułowej „Kołysanki” ma się jak pięść do nosa. Nie zawiodła również charakteryzacja Tomka Matraszka, który potrzebował średnio półtorej godziny, by zrobić na bóstwo Janusza Chabiora (filmowego dziadka Makarewicza). Z kolei spokojne oblicze Roberta Więckiewicza (głowy wampirycznej rodzinki) inspirowane było wyglądem Sal Solo z zespołu Classix Nouveaux, o którym w latach 80. głośno było również i w Polsce.

Film Machulskiego niestety posiada jeden, a w zasadzie dwa mankamenty. Pierwszym z nich jest kompletny brak jakiegokolwiek napięcia charakterystycznego dla kina grozy, a przecież do niej nawiązywali twórcy. Mając jednak na uwadze to, że „pełnokrwista komedia” z założenia miała być istotnie komedią, defekt ten zasadniczo traci na znaczeniu. Najważniejsze, żeby widzowie dobrze się bawili i łykali serwowane przez reżysera żarty. Drugą wadą, której w przeciwieństwie do pierwszej nie da się już usprawiedliwić, jest zbyt długi czas seansu, sięgający prawie 100 minut. O ile przez pierwsze pół godziny jest naprawdę interesująco, o tyle w dalszej części nie dzieje się nic ciekawego (może z wyjątkiem okazjonalnych humorystycznych przerywników), a Machulski ospale zmierza do mało chwytliwego finału. Gdyby nie to, produkcja mogłaby stać się naprawdę świetnym kinem rozrywkowym.

Szkoda zatem, że, „Kołysanka” kołysze nas do snu, choć, w związku z tym, przynajmniej tytuł jest strzałem w dziesiątkę.

data: 20:31; 20 lutego 2010     autor: Miłosz „J.M” Górniak