Filmy
(Tetsuo: The Iron Man)
(Tetsuo: Człowiek z żelaza)
Scenariusz: Shin’ya Tsukamoto
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 1989
Muzyka: Chū Ishikawa
Kei Fujiwara
Nobu Kanaoka
Shin’ya Tsukamoto
„Tetsuo” to film z różnych względów uznany za kultowy. Przyniósł sławę Shin’yi Tsukamotowi, który – chociaż bardzo się stara – nie zdołał po nim stworzyć kolejnego na tyle głośnego i interesującego dzieła. I chociaż omawiany film z całą pewnością nie każdego zachwyci, to jeśli ktoś uważa się za kinomana, moim zdaniem „Tetsua” znać powinien. Chociażby po to, żeby mieć o nim własne zdanie.
Na początku filmu widzimy mężczyznę, który rozcina sobie nogę i próbuje w nią wsadzić metalowy pręt. Następnie oglądamy tego samego człowieka, który biegnie ulicą i nagle zostaje potrącony przez samochód. W kolejnej scenie poznajemy już innego bohatera – przeciętnego Japończyka, który, goląc się rano, zauważa na swoim policzku metalową wypustkę; gdy jej dotyka, ta obficie krwawi. Później, siedząc na ławce i czekając na pociąg, ten sam mężczyzna widzi kobietę, która dotknęła czegoś w rodzaju żyjącej kupki metalu. Kobieta pod wpływem tajemniczego „czegoś” zaczyna się zmieniać, a następnie gonić mężczyznę. Niedługo po tym zdarzeniu bohater zaczyna mutować w metalowego potwora. Dlaczego i jak do tego doszło? Czy można to jakoś odwrócić? Co to w ogóle oznacza? Odpowiedzi na te pytania być może poznacie, jeśli obejrzycie „Tatsua”.
Ten trochę ponadgodzinny film można odebrać dwojako. Dla niektórych to po prostu ciąg mniej lub bardziej powiązanych ze sobą scen, nie opowiadających niczego konkretnego, a doszukiwanie się w tym jakiejś głębi czy przesłania – według tych osób – jest na wyrost. Moim zdaniem to zupełnie błędne myślenie, ponieważ film ten jest przecież jedną wielką metaforą. Bez żadnej taryfy ulgowej pokazuje nam, jak współczesny człowiek coraz bardziej uzależnia się od maszyn, w jakiś sposób przez nie się zmienia, czasami nawet upodabniając się do nich. Mimo że film powstał dwadzieścia lat temu, opowiada o rzeczy, która dotyczy nas także dzisiaj – proces industrializacji trwa nadal, postępując w zastraszającym tempie. Bohater filmu w groteskowo-przerażający sposób przeistoczył się w metalowe monstrum, które w finale postanawia zamienić znany nam świat w kupę metalu. Z całą pewnością Tsukamoto nie stworzył tego wszystkiego ot tak sobie, aby pokazać nam historię człowieka zamieniającego się w metalowego potwora – cała ta opowieść jest przemyślana, a tworząc ją reżyser chciał widzowi coś powiedzieć. I to właśnie przesłanie, a nie fabuła, jest tutaj najważniejszą rzeczą. Metaforyka produkcji jest jednak na tyle zagmatwana, że po obejrzeniu filmu będzie można wyciągnąć zapewne jeszcze inne wnioski, znaleźć inny klucz do jego rozszyfrowania.
„Tetsuo” to rzecz bezbłędnie zrealizowana, co również jest wartością samą w sobie. Reżyser, a jednocześnie operator, w mistrzowski sposób używa kamery, dzięki czemu oglądamy wysoce wysmakowane obrazy. Słowo „wysmakowane” może wydawać się trochę nie na miejscu, ponieważ przedstawiono tu wiele scen krwawych i niesmacznych, jednak nie o mocny żołądek oglądającego tu chodzi, a o jego zmysł estetyczny. „Tetstuo” to film campowy, bardzo przeestyzowany. Może i jest to estetyka brzydoty, jednak robiąca piorunujące wrażenie. Wróćmy jednak do zdjęć. Wirtuozerię, z jaką reżyser posługuje się kamerą, można by porównać do tego, co Chopinowi udało się wyciągnąć z instrumentu, na którym grał. Często zmienia się kąt, czasami kadr się trzęsie, szybko przechodzi się z jednego miejsca w drugie, zmienia się prędkość, z jaką pokazywane są poszczególne sceny itd. Pojawiają się także sekwencje animowane, stworzone techniką stop motion. To wszystko trzeba zobaczyć na własne oczy, i chociażby dlatego warto się zapoznać z „Tetsuem”. Uzupełnieniem całości jest udźwiękowienie – industrialne „maszynowe” brzmienia idealnie uzupełniają tę perełkę, wzmacniając niesamowity klimat. Dodatkowym smaczkiem mogą być nawiązania do estetyki kontrkulturowego tańca butō bądź w jakimś stopniu inspiracje nim.
Film jest gatunkową hybrydą – utrzymany został w konwencji surrealistycznego thrillera, jednak nie brak tu elementów czarnej komedii, gore’u, groteski czy filmów o potworach. Jak już powiedziałem, taka mieszanka na pewno nie spodoba się każdemu, ale szanujący się miłośnik kina powinien ją znać. Polecam przede wszystkim tym, którzy lubią dobre kino eksperymentalne oraz produkcje nietypowe.