Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Haunted Forest
(Satinka)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Mauro Borrelli
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Gianluca Piersanti
Obsada: Sevy di Cione
Adam Green
Mark Hengst
Edoardo Beghi
Naomi Ueno

Bycie recenzentem to czasem nieprzyjemne zadanie. Grupa ludzi nazbiera sto tysięcy dolarów i pobiega przez parę dni po lesie, wynikiem czego jest film, rezultat ich pasji. Później przyjdzie taki gbur jak Pottero i powie, że to, co spłodzili, jest do luftu. A jest, jakie jest, ponieważ twórcy nie mieli odpowiedniego zaplecza, chociaż nie można odmówić im dobrych chęci. Tyle że wiadomo, czym wybrukowane jest piekło...

Trójka znajomych udaje się do leżącego z dala od cywilizacji lasu, chcąc zbadać jego mroczną tajemnicę. Pośród drzew od dawna znikają ludzie, których ciał nigdy nie udaje się odnaleźć. Jeden z członków ekspedycji, mężczyzna o indiańskich korzeniach, dysponuje pewnymi wskazówkami, które mogą pomóc w wyjaśnieniu tego, co dzieje się w lesie. Wszystkie ważne informacje znajdują się w dzienniku jego dziadka, twierdzącego, że ludzie atakowani są przez mściwego ducha lasu.

Na wstępie warto zaznaczyć, że twórcy „Haunted Forest” mieli nienajgorszy pomysł na horror oraz sporo zapału, co mogli przekuć w dobry film. Całość rozbiła się jednak o dość skromny budżet oraz niewielkie doświadczenie ekipy. Smutna prawda jest taka, że wymyślona przez Borrellego opowieść, mimo potencjału, jaki w niej tkwił, dość szybko staje się nudna. Od czasu do czasu pojawiają się co prawda jakieś przebłyski, jednakże nie mogę powiedzieć, żeby w ogólnym rozrachunku całość była wciągająca. Film cierpi przede wszystkim z powodu braku napięcia bądź znikomych jego ilości – jest ono po prostu nieumiejętnie budowane. Straszenie ogranicza się do wspomnianego ducha, będącego zresztą ciekawą hybrydą. Zdaje się, że pochodzi wprost z azjatyckich ghost stories, z wyglądu może kojarzyć się ze straszydłami z „The Ring: Krąg” czy „Klątwy ju-on”, jest duchem Indianki, ale granym przez... Azjatkę. Problem jest jednak taki, że grająca go aktorka, umazana szarą farbą (co ciekawe, za charakteryzację odpowiadali Japończycy), najczęściej pojawia się w krótkich migawkach, spełniających tutaj rolę jump scenes. Takich sekundowych migawek jest sporo, ale nie potrafią one przestraszyć nawet na początku, a im więcej się ich pojawia, tym nudniejsze się stają. W pełnej krasie duch pojawi nam się dopiero pod koniec, ale niestety nawet w finałowych scenach nie powoduje przyspieszonego bicia serca.

Lepiej ma się sprawa z elementami gore – jak na film niskobudżetowy prezentują się one nienajgorzej, aczkolwiek nie można liczyć na jakieś wymyślne sceny morderstw, w końcu to opowieść o duchu, a nie psychopacie z maczetą w ręku. Przez większość filmu jucha to „dodatek” do zranionych bohaterów, bardziej krwawe sceny ponownie zarezerwowane zostały na sam koniec i przyznać należy, że w kontekście całej opowieści wypadają nawet nieźle i pomysłowo.

Inne aspekty czysto techniczne wypadają już niestety słabiej. Najbardziej w oczy rzuca się aktorstwo, stojące na, powiedzmy delikatnie, słabym poziomie. Nie jest co prawda tragiczne, nazbyt przekonujące jednak też nie, aczkolwiek trudno oczekiwać cudów-niewidów po aktorach mających na koncie głównie epizody w filmach telewizyjnych bądź role w innych niezależnych produkcjach. Jakość zdjęć jest na podobnym poziomie, dodatkowo ten element podkopuje trochę scenografia – cały film rozgrywa się w lesie, ale twórcom nie udało się w pełni wykorzystać potencjału tkwiącego w takiej lokacji, toteż i głuszy po pewnym czasie zaczynamy mieć dość. O muzyce nic wam nie powiem, albowiem... w ogóle nie zwracała na siebie uwagi. Gdzieś pod koniec zacząłem się uważnie wsłuchiwać w film – okazuje się, że muzyka była, ale na tyle nienachalna bądź niemrawa, że równie dobrze ów horror obszedł by się bez niej.

Zabierając się do oglądania „Haunted Forest” nie oczekiwałem fajerwerków – ocena na IMDb oraz komentarze w Internecie nie dawały nadziei na dobry film. Jak się okazało, internauci mieli rację i trochę żałowałem tych osiemdziesięciu minut, które poświęciłem na omawianą niezależną produkcję. Żałuję, bowiem twórcy mieli nienajgorszy pomysł, wyraźnie inspirowali się kilkoma innymi horrorami („Blair Witch Project”, japońskie straszaki), ale zabrakło doświadczenia i budżetu. Gdyby za „Haunted Forest” zabrało się jakieś większe studio, najprawdopodobniej wyszedłby z tego średnich lotów typowy amerykański horrorek, a tak otrzymujemy produkcję, którą trudno jest mi komuś polecić, nawet mimu paru pomniejszych zalet – istnieją zbyt duże szanse, że po prostu się przy tym filmie wynudzicie.

data: 12:47; 03 lutego 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz