Filmy
(Night Train Murders)
Scenariusz: Renato Izzo, Roberto Infascelli, Ettore Sanzo, Aldo Lado
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1975
Muzyka: Ennio Morricone
Marina Berti
Macha Meril
Gianfranco De Grassi
Enrico Maria Salerno
Nie będzie przesadą napisać, iż w latach 70-tych powstały największe klasyki nurtu rape & revenge – to wtedy właśnie Wes Craven rozpoczął swoją reżyserską karierę legendarnym “The Last House on the Left” (1972), Meir Zarchi nakręcił szokujący jak na owe czasy „I Spit On Your Grave” (1978), a William Fruet nieco zapomniany już dziś, choć stojący na wysokim poziomie „Death Weekend” (1976). W jednym rzędzie z tymi znakomitymi obrazami należy postawić „L’ultimo treno della notte” w reżyserii Aldo Lado, twórcy znanego głównie z filmów giallo („Short Night of Glass Dolls” „Who Saw Her Die ?”). „Night Train Murders”, choć mniej znany niż choćby film Cravena, w mojej opinii przewyższa go zdecydowanie.
Dwie młode dziewczyny wracają na święta Bożego Narodzenia do rodziny we Włoszech, wybierając się w tę podróż pociągiem. Na tej samej stacji do wagonu wskakuje dwóch ulicznych złodziejaszków, uciekających właśnie przed policją. Nawiązują oni kontakt z elegancką nimfomanką, podczas gdy pociąg zostaje zatrzymany z powodu pogłoski o podłożonej w nim bombie. Wobec tych komplikacji Laura i Margaret decydują się na przesiadkę do innego pociągu, ten jest jednak opustoszały – co gorsza, wsiadają do niego także wspomniani już opryszkowie, dla których dziewczyny będą łakomym kąskiem …
Fabuła nie jest może specjalnie skomplikowana, realizuje bowiem typowe dla filmów rape & revenge schematy – obserwujemy przemoc seksualną wobec dwóch niewinnych dziewczyn, zakończoną ich śmiercią, oraz krwawą zemstę rodziny ofiar. Aldo Lado przedstawia brutalne momenty bardzo dosadnie, z dbałością o szczegóły, jak choćby wbicie nożna w krocze jednej z dziewcząt. O postaciach oprawców dowiadujemy się stosunkowo niewiele, ale nie przeszkodziło to w przedstawieniu ich w wyjątkowo odpychający sposób – to dwóch zezwierzęconych, zepchniętych na margines społeczeństwa drobnych przestępców (w tych rolach Flavio Bucci oraz Gianfranco De Grassi), którzy w poczuciu bezkarności folgują swoim erotycznym fantazjom. Z kolei towarzysząca im kobieta (Macha Meril, znana też z roli medium w „Deep Red” Dario Argento), której imienia nie poznajemy, ujawnia swoje prawdziwe oblicze stopniowo, a z każdą chwilą staje się ono coraz bardziej odrażające. Bardzo brutalne są także sceny zemsty głowy rodziny na oprawcach – szczególnie zabójstwo pierwszego z opryszków robi wrażenie. Wszystko to sprawia, iż „Night Train Murders” jest filmem nie mniej „brudnym” i pełnym okrucieństwa niż największe klasyki rape & revenge. Nie umknęło to uwagi brytyjskich cenzorów, którzy umieścili obraz Aldo Lado na słynnej liście video nasties, która z biegiem lat obrosła legendą.
Istotną rolę w „L’ultimo treno della notte” odgrywa ścieżka dźwiękowa – już pierwsza piosenka, którą usłyszymy w trakcie otwierających napisów, mocno kontrastuje z treścią filmu, stanowiąc swego rodzaju łagodny wstęp do późniejszego festiwalu przemocy. Usłyszymy także znakomite motywy skomponowane przez samego Ennio Morricone, jednego z najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej w historii, którego dokonań przypominać chyba nie muszę. Oprócz Morricone z „Night Train Murders” związanych jest też kilka innych istotnych dla kina grozy nazwisk, o niektórych już zresztą wspomniałem. Godne uwagi są też role tak doświadczonych aktorów jak Franco Fabrizi („What Have They Done to Your Daughters ?”) oraz Enrico Maria Salerno („Calling All Police Cars”).
„Night Train Murders”, podobnie jak wiele innych włoskich filmów grozy znany pod multum alternatywnych tytułów („Late Night Trains”, „The New House on the Left”, „Don’t Ride on Late Night Trains”), to obraz znakomity – nie dające wytchnienia sekwencje przemocy, napięcie, wreszcie oczekiwanie na zemstę i pytanie, do jakich granic może się ona posunąć (scena, w której matka dziewczyn próbuje odwieść męża od zabicia jednego ze złoczyńców), to wszystko sprawia, iż film Aldo Lado nie opuści szybko Waszej pamięci. Gorąco polecam nie tylko miłośnikom włoskiego kina grozy.