Filmy

« powrót
Sonido prehistórico, El
(Sound of Horror)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: José Antonio Nieves Conde
Scenariusz: José Antonio Nieves Conde, Sam X. Abarbanel
Produkcja: Hiszpania
Rok produkcji: 1964
Muzyka: Luis de Pablo
Obsada: James Philbrook
Antonio Casas
Francisco Piquer
Arturo Fernández
Soledad Miranda
Ingrid Pitt
José Bódalo
Lola Gaos

Filmy o potworach. Kto z miłośników nie tylko horroru, ale i kina w ogóle, nie kojarzy wysypu produkcji z wielkimi jaszczurami, małpami, mrówkami, prehistorycznymi stworami i wszystkim innym co tylko wpadło twórcom filmowym do głowy, począwszy od 1933 roku, kiedy to premierę swoją zanotowała najsłynniejsza małpa srebrnego ekranu – King Kong. Czasami były to opowieści na większą skalę jak „Bestia z głębokości 20.000 sążni”, a czasami były to historie bardziej kameralne jak choćby słynny „Potwór z Czarnej Laguny”, nader często zaś były to filmy kulejące pod względami zarówno fabularnymi, jak i technicznymi. Tymczasem „Sound of Horror” wpisując się w typ produkcji niskobudżetowych i niezbyt rozwiniętych tak fabularnie, jak i technicznie, potrafi zaskoczyć i uniknąć wielkiej ilości wizualnego kiczu, co czyni z niego obraz pod pewnymi względami wyjątkowy.

Faktem jest, iż sam pomysł na zawiązanie akcji wielkim nowatorstwem nie trąci, głównymi bohaterami jest tu kilka osób, które od wielu już lat szukają wielkiego skarbu. Zastajemy ich w momencie, kiedy udało im się w końcu złożyć w całość mapę do niego prowadzącą i teraz zatrzymują się na odludziu, w domku przy tajemniczej jaskini, w której ma być ukryty łup. Zanim przyjadą cztery z ośmiu osób występujących w tej niskobudżetowej produkcji, dwóm panom i jednej pani uda się odnaleźć tajemniczą mumię i równie enigmatyczne jajo, które oceniają jako skamieniałe i zabierają ze sobą na pamiątkę. Ich pokojówka, kobieta miejscowa, ostrzega ich jednak, że to zły omen, a nad tym terenem ciąży klątwa. Oczywiście nasi cywilizowani bohaterowie nie przejmują się takimi zabobonami, pech jednak chce, że z drugiego jaja, którego nasi poszukiwacze skrbów nie zdołali spostrzec, wykluwa się... coś.

Właśnie to coś jest jednym z głównych plusów filmu, ale i cała reszta stoi na przyzwoitym, oczywiście jak na swój niski budżet, poziomie. „Sound of Horror” nie jest produkcją, która by niepotrzebnie pędziła swoją fabułą do przodu, zanim zacznie się właściwa akcja mamy możliwość poznać nieco lepiej bohaterów, dowiedzieć się jakie są ich marzenia, związać się z nimi odrobinę bliżej – słowem poznać na tyle aby przestali być dla nas całkiem obojętną zwierzyną łowną. Sceny, w których przybliżają się do nas mentalnie są również obecne w dalszej części filmu, dzięki temu mocniej przeżywamy to, co dzieje się na ekranie.

A dzieje się całkiem sporo, zważywszy na fakt, że nie widać sprawcy całego zamieszania. Otóż bowiem, tak się składa, że potwór tutaj jest niewidzialny, a jedynym sygnałem tego, że właśnie rozpoczyna swój zabójczy atak jest przeciągły, wysoki, tytułowy dźwięk. Pomysł twórców jest genialny w swojej prostocie, nie dość, że zaoszczędzili na charakteryzacji, która i tak pewnie pozostawiałaby sporo do życzenia, to dodatkowo wzmocnili przez to nastrój. Jak wiadomo większy strach wzbudza wyobrażenie nieznanej grozy niż cokolwiek, co możemy zobaczyć na taśmie filmowej. Tak więc gdy tylko usłyszymy „krzyk” prehistorycznego stwora i walenie w drzwi możemy solidaryzować się z bohaterami w ich walce o przetrwanie. Tym bardziej, że ataki kreatury są brutalne i jego ofiary tracą żywot w sposób bardzo nieprzyjemny i krwawy.

Oczywiście w pewnym momencie filmu efekty specjalne muszą się pojawić i, oczywiście, trącą one myszką, jednak nie psują całokształtu, który powoli wypracowała ekipa filmowa. Przy czym jedna scena mocno kojarzy się ze zrealizowanym wiele lat później słynnym „Predatorem” Johna McTiernana. Trzeba przy okazji pochwalić aktorów za stworzenie przekonujących kreacji, nikt nie popisał się, co prawda, rolą, która zasługiwałaby na wielkie nagrody filmowe, lecz nic też nie można im wielkiego zarzucić, a w tego typu produkcji to właśnie jest najważniejsze. Bardzo dobrze brzmi również muzyka, która towarzyszy nam podczas oglądania zmagań z niewidzialnym adwersarzem, podobnie sprawa ma się ze zdjęciami, które zostały wykonane rzetelnie, bez popisywania się umiejętnościami, po prostu pokazują akcję tak, aby była jak najbliżej widza.

Chwaląc ten film nie można jednak zapomnieć, że nie mamy do czynienia z tworem genialnym, tylko, po prostu, z dobrym filmem o niewidzialnym potworze. Sama niewidzialność też, jak wiadomo, niczym nowym w tamtych czasach w opowieściach filmowych nie była, lecz jaskiniowy stwór dzięki niej wyróżnia się z całej masy mniej lub bardziej kiczowatych kreatur goszczących w niezliczonej ilości produkcji. Przede wszystkim jednak największą wadą jest to, iż obraz fabularnie nie wyróżnia się niczym in plus. Na minus można zaliczyć także kształt śladów jakie po sobie zostawia stwór, są aż nazbyt oczywiste, zdecydowanie zabrakło tu choć odrobiny inwencji. Momentami pojawiają się również niepotrzebne dłużyzny i przestoje, które psują dramatyzm produkcji. W końcu jest to też obraz, na którym w dzisiejszych czasach nikt się nie przestraszy i nie ma do zaserwowania żadnych ambitnych przemyśleń. Po prostu jest to film, który w interesujący sposób przedstawia, już wtedy, mocno wyeksploatowany temat. Ocena końcowa jest nieco naciągana, lecz sama idea niewidzialności jest pomysłem, za który podciągam o jeden punkt końcowy wynik tego starego już straszaka.

data: 00:33; 18 stycznia 2010     autor: MrowiecMachine

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |