Filmy

« powrót
Nocznoj dozor
(Night Watch: Nochnoi dozor)
(Straż nocna)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Timur Bekmabetow
Scenariusz: Siergiej Łukjanienko, Timur Bekmabetow
Produkcja: Rosja
Rok produkcji: 2004
Muzyka: Jurij Potejenko
Obsada: Konstantin Chabienski
Władimir Mienszow
Dmitrij Martynow
Wiktor Wierżbickij
Marija Poroszyna

Z pewnym zażenowaniem przysłuchuję się rozmowom niektórych Polaków, którzy perfidnie nabijają się z kina czeskiego czy rosyjskiego, twierdząc, że jest ono biedne i nie dorównuje naszemu. Podczas gdy polska kinematografia przeżywa stagnację, od lat częstując nas głupimi komediami, filmami sensacyjnymi, adaptacjami lektur i kolejnymi martyrologiami, Czechom udaje się robić produkcje dobre i ambitne, Rosjanom z kolei takie, które niewiele ustępują hollywoodzkim blockbusterom, o czym polscy twórcy mogą tylko pomarzyć. Mówiąc o rosyjskich przebojach, które zdobyły sławę na świecie, wspomnieć należy o wojennej „9. kompani” oraz właśnie o „Straży nocnej”, powstałej na podstawie serii bestsellerowych powieści fantasy Siergieja Łukjanienki, zapoczątkowanej przez „Nocny patrol”.

Współczesną Moskwę zaczynają nękać dziwne anomalie i wydarzenia, które wcześniej nie miały w mieście miejsca. Ludzie obserwują to wszystko z pewnym niepokojem, jednak świadomość tego, że coś wisi w powietrzu, mają jedynie Inni – osobnicy (wśród nich m.in. wampiry i zmiennokształtni), którzy wiedzą, że od wielu dziesięcioleci trwa kruchy rozejm pomiędzy siłami światła i ciemności. Inni poruszać mogą się w Zmroku, dzielą się zaś na jasnych, działających w Straży Nocnej i pilnujących poczynań ciemnych, którzy z kolei skupieni są wokół Straży Dziennej, doglądającej sił światła. Wedle przepowiedni sprzed wieków nadchodzi właśnie czas przybycia Wielkiego, który opowie się po jednej ze stron, kończąc zaczętą przed tysiącem lat wojnę, w której nie wyłoniono zwycięzcy.
Głównym bohaterem „Straży nocnej” jest Anton Gorodecki, który niedawno rozpoczął pracę w terenie dla sił światła. Podczas pościgu za jednym z wampirów, który zamierza naruszyć obowiązujące reguły, zostaje ciężko ranny, udaje mu się jednak zdobyć pewne informacje, które Straż Nocna ma zamiar wykorzystać, aby nie dopuścić do zbliżającej się katastrofy.

O „Straży nocnej” po raz pierwszy usłyszałem przypadkiem w roku 2004, kiedy to podekscytowany spiker w radiu zachwalał, że w Rosji udało się jej pobić pod względem kasowym „Matriksa”, „Harry’ego Pottera” czy „Władcę Pierścieni”. Zachęcony taką rekomendacją sięgnąłem po epicką historię walki światła z ciemnością, która kompletnie mi się nie spodobała. Gdy jednak obejrzałem film ponownie pod koniec ubiegłego roku, nieźle się przy nim bawiłem. Wpływ na to być może miał fakt, że od 2004 roku nadrobiłem zaległość i przeczytałem serię Łukjanienki, dzięki czemu filmowa „Straż nocna” stała się dla mnie bardziej przejrzysta. Zapewne część widzów niezaznajomionych z powieścią może mieć z ekranizacją takie same problemy, jak ja za pierwszym podejściem: fabuła była trochę nazbyt chaotyczna i nie do końca zrozumiała dla osób „postronnych”.
Abstrahując jednak od zawiłości scenariusza, warto zaznaczyć, że sam w sobie jest on niezły, a przy okazji dość wierny książce. Fabuła jest ciekawa i, z odpowiednim nastawieniem widza, wciągająca, zaś dodatkowym atutem całości są interesujący bohaterowie, którzy wcale nie są tacy święci bądź nieświęci, na jakich wyglądają. Tutaj Anton, walczący po stronie światła, czasem zachowuje się niemniej podle niż mroczni, z kolei Zawułon, przywódca ciemności, potrafi pokazać się od dobrej strony. Sylwetki bohaterów nie są co prawda superzłożone z psychologiczną głębią bez dna, niemniej jednak takie ich zarysowanie jest niezłym urozmaiceniem, które u osób nieznających książek może wywołać pytania odnośnie ich przyszłości.

Tym, co zaskakiwać może Polaków, dla których największym osiągnięciem w rodzimej kinematografii jest kiczowaty smok z „Wiedźmina”, to zaskakująco wysoki poziom oprawy audiowizualnej. „Nocna straż” to produkcja, która spokojnie konkurować może z hollywoodzkimi filmami z milionowym budżetem. Może nie tym z najwyższej półki, jak „Avatar”, „Terminator” czy inne „Transformers”, ale mimo wszystko poziom jest o niebo lepszy od tego, co dotychczas udało się stworzyć Polakom w swoich rodzimych produkcjach (co innego np. „Antychryst”, przy którym nasi współpracowali). Do efektów specjalnych trudno się przyczepić od strony technicznej, która przedstawia się zacnie, gorzej jednak, że czasem nadaje to filmowi humorystyczne zabarwienie, w moim odczuciu trochę nie pasujące do ogólnego klimatu. Warto wspomnieć chociażby o ciężarówce Gorswietu, której uruchomienie przywodzi na myśl „Szybkich i wściekłych” – oglądamy, co się dzieje pod maską samochodu, chwilę później odpalony zostaje podtlenek azotu, a pojazd rozpoczyna szaleńczy i nieco groteskowy rajd po moskiewskich ulicach. Na szczęście takich sytuacji jest tutaj niewiele i chociaż twórcom częściej zdarza się szpanować efektami specjalnymi, w większości przypadków „Straż nocna” na tym zyskuje. Jednym z najbardziej udanych elementów, jaki udało się wykreować dzięki efektom, jest klimatyczny Zmrok – coś na kształt alternatywnej rzeczywistości, do której wstęp mają tylko Inni. O, powiedzmy, hollywoodzkim rozmachu filmu świadczyć może również popularny w takich produkcjach product placement, który tutaj skrzętnie wykorzystało Nestlé, więc przekonamy się, że ulubioną kawą bohaterów jest nescafé.
Równie dobrze sprawdzają się zdjęcia, scenografie, plenery oraz muzyka. Ta ostatnia „zaszkodziła” mi tylko raz, w momencie, gdy jako akompaniament do napisów końcowych pojawił się rapowy utwór „Nocznoj dozor (finalnyj rep)”, pasujący do całego filmu jak pięść do nowa, nawet mimo tego, że słowa doń napisał sam Łukjanienko. Lepiej pod tym względem (i, moim zdaniem, tylko pod tym) wypadła wersja międzynarodowa, której zakończeniu towarzyszyły utwory zespołów Feeder i The Bravery.

Zarówno za pierwszym, jak i za drugim podejściem w „Straży nocnej” najmniej spodobało mi się aktorstwo, które moim zdaniem wypada trochę pretensjonalnie. Nie traktuję tego jednak jako wadę, dochodzę bowiem do wniosku, że najwidoczniej oglądam zbyt mało rosyjskich filmów, zaś maniera tamtejszych aktorów znacznie różni się od tej z produkcji amerykańskich czy japońskich i po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić. Traktowanie jako wadę aktorstwa, które nie do końca mi spasowało, byłoby zresztą bardzo krzywdzące dla aktorów, którzy amatorami przecież nie są i chociaż nie zachowują się jak ci prowadzeni przez Tarkowskiego czy Michałkowa, grają dość przekonująco i na poziomie.

„Straż nocna” to film interesujący, zarówno jako coś do obejrzenia, jak również jako swego rodzaju ciekawostka – nieczęsto przecież rosyjskie produkcje goszczą na ekranach naszych kin, a jeszcze rzadziej odnoszą tak wielki sukces, że prawa do nich wykupuje Hollywood. Kto jeszcze nie miał sposobności zapoznania się ze „Strażą nocną”, niech da filmowi szansę – osobiście uważam, że warto. Chociaż jestem zdanie, że rosyjska wersja jest lepsza, od biedy można obejrzeć nawet międzynarodową. Różnic jest w niej trochę, od drobnych (narracja na początku i końcu w języku angielskim a nie rosyjskim, zmienia niektórych piosenek czy zastąpienie rosyjskiej bajki fragmentem „Buffy – postrachu wampirów”), po edytowanie, usuwanie bądź dodawanie scen, ale jak na moje oko jest ona bardziej przystępna dla osób, które nie zaznajomiły się z książką. Kupując film w Polsce na DVD zbyt wielkiego wyboru zresztą nie macie. Przed seansem należy jednak mieć świadomość, że nie należy nastawiać się na horror pierwszej wody. Interesujący nas gatunek kina reprezentowany jest tutaj chociażby przez wampiry, ale i one nie grają tutaj pierwszych skrzypiec – „Straż nocna” to po prostu bardzo przyjemne połączenie kilku gatunków, wśród których prym wiodą akcja i fantasy, a to z kolei nie każdemu musi przypaść do gustu.

data: 08:37; 06 stycznia 2010     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |