Filmy

« powrót
Thing, The
(Coś aka Rzecz)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: John Carpenter
Scenariusz: Bill Lancaster
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1982
Muzyka: Ennio Morricone
Obsada: Kurt Russel
Wilford Brimley
T.K. Carter
David Clennon
Keith David

Rzadko kiedy zdarza się, że remake dorównuje oryginałowi, a jeszcze rzadziej, że okazuje się odeń lepszy. Na palcach jednej ręki mógłbym wyliczyć przeróbki, które moim zdaniem spełniają powyższe kryteria, zaś wśród tych chlubnych wyjątków znajduje się m.in. „Coś” Johna Carpentera, stanowiące przeróbkę „Rzeczy” z 1951 roku. Na wstępie zaznaczyć jednak należy, że nie odbieram pierwowzoru jako film zły. Po prostu wersję twórcy „Halloween” obejrzałem jaką pierwszą, a „Rzecz” uważam za produkcję jak najbardziej udaną, zwłaszcza biorąc pod uwagę datę jej powstania, i nadal mogącą podobać się miłośnikom filmów sprzed wielu lat.

Spokój Amerykanów stacjonujących w swojej bazie na Antarktydzie któregoś dnia zostaje zakłócony przez ścigającego psa Norwega z sąsiedniej placówki. Amerykanie, niezbyt rozumiejąc, co się dzieje, zabijają sprawiającego wrażenie agresywnego mężczyznę i przygarniają psa. Ekspedycja do norweskiej bazy oraz niepokojące wydarzenia, jakie zaczynają mieć miejsce w placówce amerykańskiej, pozwalają dojść Amerykanom do wniosku, że wśród nich znajduje się obcy przebudzony z długiego snu pośród lodowców. Odnalezienie i eliminacja obcej formy życia jest tym trudniejsza, że potrafi ona dokładnie zreplikować dowolną żywą istotę, zaś ujawnić może ją jedynie badanie krwi.

Carpenter zapewne nie spodziewał się, że jego film przebije popularnością i niejako skaże na zapomnienie pierwszą adaptację opublikowanej w 1938 roku noweli „Who Goes There?” Johna W. Campbella juniora. W momencie premiery nic jednak na to nie wskazywało, bowiem „Coś” zostało bardzo chłodno przyjęte przez widzów i krytyków, którzy woleli sympatycznego „E.T.” Jak to częstokroć bywa, geniusz odkryty został dopiero po pewnym czasie – podobnie jak „Blade Runner”, film Carpentera zyskał status kultowego dzięki ogromnej popularności na kasetach VHS. Później poszło już z górki, zaś wynikiem niesłabnącej popularności „Czegoś” są chociażby gra komputerowa kontynuująca wątki z filmu, zapowiedziany na przyszły rok remake czy fakt, że jego scenariusz stał się inspiracją do fabuły jednego z pierwszych odcinków „Z Archiwum X” („Ice”, siódmy odcinek pierwszej serii).

„Coś” zyskało sobie status kultowego horroru nie bez powodu. Najważniejszymi tego czynnikami są bez wątpienia atmosfera i klimat. Odcięta od świata placówka badawcza i pałętające się po niej zło – obecnie może zdawać się to trochę wyświechtane, ale nawet dziś potrafi przyprawić o dreszcz na plecach. Nawet mimo tego, że film oglądałem już któryś raz, doskonale wiedząc, kto teraz jest nosicielem i jak wszystko się skończy, obcowanie z nim nocą pozostaje miłym przeżyciem, zaś emocje są niewiele mniejsze od tych, jakie odczuwało się podczas pierwszego seansu.

Nie bez znaczenia dla budowania atmosfery są tutaj technikalia. Szarobura stacja badawcza i szalejąca na zewnątrz zamieć są może na dłuższą metę monotonne, jako że akcja nie wychodzi poza nie, ale równocześnie urokliwe i dobrze podkreślające zaszczucie i beznadziejną sytuację bohaterów. Uzupełnieniem tego jest dobre aktorstwo oraz bardzo dobre efekty specjalne (powiedzmy, że jak na lata 80., bo dziś co poniektórzy mogą kręcić na nie nosem, chociaż moim zdaniem niesłusznie – mimo upływu lat, nawet dziś nie prezentują się nie najgorzej). Jednym z największych atutów „Czegoś” jest ścieżka dźwiękowa nieocenionego Ennia Morriconego, który, jak to zwykle Morricone, skomponował znakomitą muzykę, świetnie oddającą klimat filmu.

Na dobrą sprawę podczas kilku seansów „Czegoś” nie doszukałem się w nim żadnych wad na tyle istotnych, aby wpłynęły one znacząco na przyjemność oglądania czy warte były wspominania w recenzji, bowiem potraktować można je jako zwykłe czepialstwo. Mam pełną świadomość tego, że dla niektórych widzów jest to produkcja mocno „przeterminowana”, nie mogąca równać się ze współczesnymi horrorami. Ale czy powinniśmy przejmować się opiniami osób, których kontakt z kinem grozy ogranicza się do współczesnych amerykańskich śmieci, które w Polsce ukażą się w kinach bądź bezpośrednio na DVD? Nie sądzę. „Coś” to nieśmiertelny klasyk, który powinien znać każdy szanujący się miłośnik kina grozy. Ci starsi zapewne już go znają, a nowe pokolenia horrormaniaków koniecznie muszą wpisać go na listę swoich „must see”, bo to nie tylko klasa i kawał historii same w sobie, ale też znakomity film.

data: 00:07; 30 grudnia 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |