Filmy
(Cold Prey 2)
Scenariusz: Thomas Moldestad, Axel Hellstenius, Marius Vibe
Produkcja: Norwegia
Rok produkcji: 2008
Muzyka: Magnus Beite
Marthe Snorresdotter Rovik
Johana Mørck
Per Schaaning
Ofensywa eurohorroru jaką obserwujemy w ostatnich latach zdecydowanie wyparła twórców amerykańskiego mainstreamu z ich dotychczasowej pozycji w świecie kina grozy, a krajami, które w największym stopniu się do tego przyczyniły są Francja, Hiszpania oraz Norwegia. Grupa młodych, utalentowanych reżyserów ze Skandynawii uzyskała szczególne uznanie, a to za sprawą takich obrazów jak „Villmark” Påla Øie (2003), „Fritt vilt” Roara Uthauga (2006) czy „Rovdyr” Patrika Syversena (2008). Po sporym komercyjnym sukcesie „Fritt vilt” kwestią czasu było nakręcenie jego kontynuacji, jednak jej reżyserię powierzono już nie Uthaugowi, a Matsowi Stenbergowi, dla którego był to reżyserski debiut. Jak poradził sobie nowicjusz ?
Jannicke (Ingrid Bolsø Berdal), jedna ocalała z masakry jaką urządził w górskim hotelu tajemniczy morderca, trafia do szpitala, gdzie opowiada policjantom o tragedii. Funkcjonariusze odnajdują opisaną przez dziewczynę lodową rozpadlinę, a wydobyte z dna zwłoki przewożą do tego samego szpitala. Wśród nich jest także ciało mordercy – dalszego ciągu łatwo się domyślić, killer oczywiście odzyskuje przytomność i rozpoczyna systematyczną eksterminację zgromadzonych w szpitalu ludzi. Jannicke musi podjąć kolejną próbę powstrzymania tajemniczego człowieka z gór …
Już trailer zdradzał, iż Mats Stenberg postanowił zejść ze ścieżki wyznaczonej przez film Roara Uthauga. „Fritt vilt II” nie jest bowiem typowym slasherem, sposobem prowadzenia akcji kierując się raczej w stronę survival horroru. Nie jest to oczywiście mankamentem, co więcej, Steinberg wykorzystał otwierające się przed nim możliwości min. poprzez wprowadzenie sporej ilości krwawych scen – poderżnięcie gardła, odcięta dłoń i zmiażdżenie twarzy gaśnicą kontrastują z powściągliwością jaką zaprezentował w tej materii w części pierwszej Roar Uthaug (choć trzeba przyznać, iż była ona w dużej mierze wynikiem presji producentów). Co więcej, znakomicie wykorzystany został potencjał interesującej lokalizacji jaką jest szpital (pamiętacie ”Halloween II” Ricka Rosenthala ?) – morderca czai się w słabo oświetlonych korytarzach, co wraz z pustką sal i pomieszczeń piwnicznych skutecznie wytwarza suspens i poczucie zagrożenia. Świetnym rozwiązaniem było też przedstawienie szczegółów historii człowieka z gór, które próbują zmierzyć się z jedną ze slasherowych bolączek, mianowicie wyjaśnić niezwykłą żywotność killera.
Niestety, nie ma róży bez kolców – zmiana lokalizacji z górskiego hotelu i jego okolic na zamknięty szpital pomogła w zbudowaniu napięcia oraz dała spore pole do popisu mordercy, jednak klimat „Fritt vilt II” nie jest już tak przytłaczający jak w części pierwszej. Sterylne wnętrza nie wytwarzają już takiej atmosfery jak górskie ostępy oraz zdewastowane ruiny, i w zakresie indywidualnej oceny każdego widza leży stwierdzenie, czy warto było zapłacić tę cenę za wprowadzenie do cyklu (można już o takim mówić, jako że ukazał się już trailer do części trzeciej) nowych elementów. Wśród zdecydowanych mankamentów wymienić trzeba naciągane i nieprawdopodobne sceny, takie jak bezradność uzbrojonych w broń palną policjantów w obliczu człowieka z kilofem oraz prawdziwie hollywoodzką końcówkę. Nienajlepiej wpływa też na film przewidywalność, odgadnięcie kto przeżyje, a kto zginie jest bowiem dziecinnie proste.
Aktorstwo jest zadowalające – szczególnie rola Ingrid Bolsø Berdal robi wrażenie, w jej wzroku i mimice można bez trudu odczytać kolejno oszołomienie ból i szaleńczą żądzę zemsty. Na tle Berdal druga rola żeńska (Marthe Snorresdotter Rovik) wypada nieco bezbarwnie, ale trzeba przyznać, iż jej rola była nieco bardziej liniowa i dawała skromniejsze pole do popisu.
Reasumując, „Fritt vilt II” jest filmem dobrym, acz z trudnością przychodzi mi ocena, czy jest lepszy, czy też gorszy od części pierwszej. Za odważne sceny gore, świetne wykorzystanie potencjału lokalizacji oraz ciekawe elementy fabularne Stenbergowi należą się duże brawa, a sam film powinien bez większych problemów zadowolić większość miłośników survivali oraz slasherów – ze swojej strony z drobnym izastrzeżeniami, ale jednak polecam.