Filmy
(Anctarctic Journal)
(Mroźne piekło)
Scenariusz: Pil-Sung Yim, Joon-ho Bong
Produkcja: Korea Południowa
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Kenji Kawai
Ji-tae Yu
Hee-soon Park
Yoon Jae-Moon
Mimo zawrotnego tempa rozwoju nowych technologii jakie obserwujemy w XXI w., licznych odkryć naukowych i systematycznego eksploatowania zasobów naszej planety, natura wciąż pozostaje potęgą, która potrafi pokonać człowieka bez większego wysiłku. W najodleglejszych zakątkach Ziemi rodzaj ludzki nadal nie ma nic do powiedzenia i pozostają one w dużej mierze dziewicze – pierwszy człowiek zawitał na biegun południowy dopiero w 1911 r., a osiągnięcie to przyniosło Roaldowi Amundsenowi sławę, która trwa po dziś dzień. Podjęta przez Pil-Sung Yima w filmie „Antarctic Journal” („Namgeuk-ilgi”) próba przedstawienia walki człowieka z naturą i własnymi słabościami w ekstremalnych warunkach jest tym bardziej fascynująca, iż dokłada do czających się na Antarktydzie zagrożeń coś jeszcze …
Sześcioosobowa ekspedycja stawia sobie za cel dotarcie do antarktycznego bieguna zimna, miejsca, gdzie panują najniższe temperatury na Ziemi. Wyprawie przewodzi Choi-do Hyung, który w jednej z poprzednich ekspedycji na Antarktydę stracił syna. W trakcie wędrówki polarnicy natrafiają na zwłoki jednego z członków zaginionej brytyjskiej ekspedycji, odnajdują również sporządzony przez jednego z jej członków dziennik. Wkrótce wydarzenia przybierają dramatyczny obrót – osłabiony Jae-kyung znika, a pozostałych śmiałków zaskakuje śnieżyca. Co gorsza, okazuje się, iż w tej okolicy czyhają złowrogie siły nie mające nic wspólnego z naturą.
„Anctarctic Journal” jestem jednym z tych filmów grozy, które stronią od dosłowności, w dużej mierze zmuszając nas do interpretacji enigmatycznych i niespójnych wydarzeń. Przez dłuższy czas na ekranie nie dzieje się nic, czego nie można byłoby wyjaśnić działaniem sił natury, jednak reżyser efektywnie wykorzystuje ten czas do przybliżenia nam sylwetek bohaterów. Bardzo szybko daje się wyczuć antagonizm pomiędzy dwoma głównymi postaciami, ambitnym i despotycznym kapitanem Choi-Do Hyungiem, a rozsądnym i wrażliwym Min-jae, a animozje te będą pogłębiać się w miarę trwania wyprawy i piętrzących się przed polarnikami przeszkód. Jak nietrudno przewidzieć, w końcowej fazie filmu konflikt osiągnie apogeum, wtedy też reżyser decyduje się na wprowadzenie typowych dla azjatyckich ghost stories elementów, zrealizowanych zresztą całkiem nieźle, z odpowiednim wkomponowaniem ich w całość. Wszystko to sprawia, że „Anctarctic Journal” niesłychanie wciąga, mimo stosunkowo nieśpiesznego tempa akcji.
Strona wizualna filmu jest nie mniej imponująca – doskonałe zdjęcia umiejętnie eksponują piękno antarktycznych pustkowi, a kiedy trzeba, także i ich grozę. Pil-Sung Yim stroni natomiast od krwawych efektów, ograniczając się do kilku umiarkowanie brutalnych momentów w końcówce. W wypadku takiego obrazu jak „Anctarctic Journal” nie uważam tego jednak za mankament, gore po prostu nie było tutaj potrzebne do osiągnięcia zamierzonego przez reżysera efektu.
Z pewnością film nie robiłby tak wielkiego wrażenia, gdyby nie doskonałe kreacje dwóch głównych bohaterów – zarówno Kang-ho Song (znany min. z występu w wyśmienitym thrillerze „Memories of Murder”), oraz Ji-tae Yu (grał w takich horrorach jak „Into the Mirror” czy „Nightmare”), dali popis gry aktorskiej, doskonale przedstawiając dwóch bohaterów o odmiennych charakterach i hierarchiach wartości. Aby w tym miejscu uzupełnić listę atutów „Anctarctic Journal” wymienić muszę także nastrojową muzykę autorstwa Kenji Kawaiego, doświadczonego kompozytora, który pracował nad ścieżkami dźwiękowymi do takich horrorów jak „Premonition” czy „Reincarnaton”.
„Anctarctic Journal” nie jest pozycją skierowaną do widzów oczekujących konwencjonalnego horroru z dominacją typowych dla tego podgatunku atrybutów, jednak produkcja ta powinna zadowolić wszystkich miłośników ambitnego kina. Jest to jeden z tych filmów, które otwierają szerokie pole do interpretacji, a widz będzie na jego temat rozmyślał zapewne jeszcze długo po seansie. Tym bardziej cieszy, iż obraz ten ukazał się na DVD w Polsce, jest to bowiem kino grozy na bardzo wysokim poziomie.