Filmy

« powrót
Jack Frost
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Michael Cooney
Scenariusz: Michael Cooney, Jeremy Paige
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1996
Muzyka: Chris Anderson, Carl Schurtz
Obsada: Scott MacDonald
Shannon Elizabeth
Christopher Allport

Przywołując tytuł „Jack Frost”, dzisiejszy widz z pewnością po chwili namysłu wspomni o familijnej historyjce osieroconego dzieciaka (reżyseria Troy Miller), którego ojciec przeszedł proces reinkarnacji i wrócił do świata żywych pod postacią przyjaznego bałwana. Tę wariacką opowieść można potraktować jednak jako swoisty diss na równie wariacki horror o tym samym tytule w reżyserii Michaela Cooneya, znanego przede wszystkim z nakręcenia zawikłanej „Tożsamości”. Bałwan morderca? A czemuż, do cholery, nie, skoro widzieliśmy już w akcji pomidory, prezerwatywy, ślimaki i całą masę innych rzeczy.

Jack Frost, seryjny morderca, zostaje właśnie przetransportowywany w konwoju na egzekucję. Śnieżna zawierucha doprowadza jednak do samochodowego wypadku, w wyniku którego, pod wpływem chemikaliów, Jack zmienia się w spragnionego zemsty... bałwana (sic!). Wraca do miasteczka, by wziąć odwet na szeryfie, który go schwytał, zbierając po drodze krwawe żniwo.

„Jack Frost” to niezwykle lekki horror, mający do zaoferowania ponad wszystko czystą rozrywkę na zimowe wieczory. Nieprzekombinowaną, łatwą do łyknięcia, charakteryzującą się przede wszystkim niewyszukanym, aczkolwiek miejscami trafnym, humorem. Scena, w której Frost sprytnie pojawia się za plecami ofiary, a później w najlepsze wali ironicznie „blow me” , po czym zaczyna ją pożerać, niejednych doprowadzi do salwy śmiechu. I tak przez cały film, aż do finału charakterystycznego dla rasowych monster movie z lat 50., który jednoznacznie nie zamyka furtki dla kontynuacji. Takowa zresztą powstała, jako że morderczy bałwan powrócił w „Revenge of the Mutant Killer Snowman”. Sequel niestety nie okazał się już aż tak dobry, jak zaskakujący swoim niekonwencjonalnym pomysłem wyjściowym oryginał.

Michael Cooney bardzo sprytnie operuje kadrami. Scena pod prysznicem z udziałem samej Shannon Elizabeth, w której widzimy biorącą kąpiel bohaterkę to klisze „Koszmaru z ulicy Wiązów (Tina zanurzona w wannie... nagle wynurzająca się spod piany rękawica Kruegera). Z kolei moment z opuszczaniem ciała jednego z funkcjonariuszy przywodzi na myśl „Zemstę Freddy’ego” (Englund rozdzierający od wewnątrz ciało nastolatka). Takich nawiązań będzie jeszcze kilka, a przetransportowanie ich na środowisko skutego mrozem i śniegiem miasteczka wyszło interesująco. „Jack Frost”, pomimo kilku krwawych scen, nie jest jednak tytułem, który odznaczyć można mocnymi wrażeniami. Radosne kolędy w tle, cała gama żartów czy zabawnych prób zlikwidowania seryjnego mordercy stanowczo temu zaprzeczają. Bo jak tu się nie uśmiechnąć na widok grupy ludzi, która staje do walki mając do dyspozycji siejące spustoszenie suszarki do włosów? No właśnie. Jeszcze ten 80-minutowy czas trwania, który wyklucza powolnie rozwijającą się akcję. Do szczęścia brakowało mi jedynie zainfekowanego wścieklizną Rudolfa – czerwononosego renifera, krwiożerczej hordy pomagających Mikołajowi elfów oraz samego świętego z workiem ostrych narzędzi, zamiast upominków.

Naprawdę nie uważam, żeby był sens dalszego rozpisywania się na tym prościutkim, aczkolwiek bardzo sympatycznym filmem. „Jack Frost” to strzał w dziesiątkę jeśli chcemy obejrzeć z przyjaciółmi coś zabawnego w świątecznym klimacie, a mamy po dziurki w nosie komedii romantycznych, którymi jak co roku gnębi nas polska telewizja. Jeśli w takim razie macie dostęp do tej pozycji, nie zawahajcie się jej włączyć. Licząc jednak na śmiertelnie poważny horror z pewnością się zawiedziecie, zaręczam.

data: 00:26; 21 grudnia 2009     autor: Judith Myers

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |