Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Bad Moon
(Zły wpływ księżyca aka Przeklęty księżyc)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Eric Red
Scenariusz: Eric Red
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1996
Muzyka: Daniel Licht
Obsada: Mariel Hemingway
Michael Paré
Ken Kirzinger
Mason Gamble
Hrothgar Mathews

Prawdą jest, że w dzisiejszych czasach ciężko sprostać wymaganiom widza. Straszyło nas zatem już wszystko: upiory, szaleni naukowcy, matka natura, seryjni mordercy nastolatków i zmory różnego kalibru. Wilkołaki niestety zeszły na drugi plan, wobec psycho horrorów, które zalewają nasz obecny rynek. Pełnia księżyca jednak zawsze jest w cenie, bez względu na to, jakie niesie ze sobą konsekwencje.

Ted Harrison to zdolny fotoreporter, który wraz ze swoją dziewczyną w swojej egzotycznej wyprawie zostaje ugryziony przez wilkołaka. Kochanka niestety nie miała tego szczęścia i zginęła ze szpon bestii. Ten incydent całkowicie zmienia jego życie. Ted robi się enigmatyczny, tocząc wewnętrzną walkę z co noc budzącą się do życia kreaturą. Gdy już wszystko zawodzi postanawia odwiedzić rodzinę – siostrę Janet oraz jej syna, którego najlepszym towarzyszem zabaw jest pies imieniem Thor. Czy ciepło domowego ogniska zabije w nim żądzę mordu?

„Przeklęty księżyc”, czy jak ktoś woli „Zły wpływ księżyca” został oparty na noweli Wayne Smith pt. „Thor”, i jest jednym z filmów, który śmiało obala mit człowieka – wilka. Srebrne kule to przeszłość. Tutaj wystarczy mieć dobrą strzelbę, by posłać maszkarę w zaświaty. Na dodatek tylko w filmach wilkołaki grasują kiedy księżyc jest okrągły, tłumaczy Michael Paré (filmowy Ted), oglądając w telewizji czarno - białego „Wilkołaka z Londynu” (1935). W „Przeklętym księżycu” potrzebny jest jego skrawek, by zaszła przemiana. Pozbawienie filmu mistycznych cech i odniesień do początku rozwoju likantropii przeobraziło go tym samym w powszechnie niepowszechną historię. Z jednej strony reżyser Eric Red zrywa pewnym stopniu z przekazywanymi od wieków legendami, z drugiej, fabuła przywołuje na myśl wszystkie klasyki kina traktujące o problemie metamorfozy człowieka w wilka. Bohater nie może uwierzyć w klątwę, która z biegiem czasu coraz dosadniej odciska na nim swoje piętno, budzi się nocą w środku lasu splamiony krwią, a wszystko oczywiście zaczyna się od ugryzienia przez wilkołaka. W finale, jak to zawsze bywa, jesteśmy świadkami przemiany potwora pod wpływem światła księżyca. Pod tym względem naprawdę ciężko jest powiedzieć coś dobrego o metamorfozie, jaką przygotowano, a to przecież kulminacyjna scena każdego tytułu z tej płaszczyzny. Proces przemiany został wykonany w technice CGI, która zwiastuje niskie umiejętności speców od jej wykonania. Szkoda, ponieważ na potrzeby filmu skompletowano kapitalny kostium wilkołaka, więc znacznie lepiej oglądałoby się sceny transformacji w starej, sprawdzonej animatronice.

„Przeklęty księżyc” zawiera wszystko co najlepsze w kinie tego typu. Prostą a zarazem wciągającą fabułę, dobre zdjęcia Jana Kissera, niepokojącą muzykę, oraz zestaw krwawych scen, jakich nie powstydziłby się żaden horror. Wszystkie te detale, przywołujące na myśl stylistykę kina grozy z lat 80., przyczyniły się wspólnie do wykreowania złowieszczego klimatu. Niepokojące momenty w lesie z pewnością nie jednych przyprawią o dreszcze. Film przez niektórych zgryźliwie wiązany jest z pojęciem kina familijnego, ze względu na wątek rodzinny, wokół którego rozgrywa się akcja. Oczywiście, mylnie, i drastyczne sceny dobitnie powinny wybić takie skojarzenia z głowy. Można jedynie zawieść się na momentach walki Thora z wilkołakiem. Jasne, że tresowany zwierzak robi wrażenie i całość konfrontacji wygląda efektowanie, ale z drugiej strony, jakim cudem drapieżny człowiek – wilk nie może uporać się z przeciętnym owczarkiem niemieckim? No nic, najważniejsze, że jest krwawo i emocjonująco. Co ciekawe, Mariel Hemingway zaraz po skończeniu zdjęć wpadła w głęboką depresję. Czyżby i ona była przeklęta? Jakkolwiek by nie było, to dobra reklama dla samego filmu.

Słowem podsumowania. „Przeklęty księżyc” to solidny horror. Mocny, wyrazisty, z którym obcowanie powinno dostarczyć widzowi mocnych przeżyć. Nie jest to oczywiście tytuł pozbawiony głupstw, jak choćby kompletnie nieudanej sceny przemiany, czy konfrontacji Thora z wilkołakiem. No i zagorzali miłośnicy kina lykantropicznego mogą uznać, że brak mu głębi, gdyż wyeliminowano najbardziej charakterystyczne cechy: śmiercionośne srebrne kule i siłę blasku pełni księżyca. Nie są to jednak elementy, przez które film ogląda się gorzej, stąd też, szczerze polecam.

data: 00:49; 17 grudnia 2009     autor: Miłosz „J.M” Górniak