Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Kingu Kongu tai Gojira
(King Kong vs. Godzilla)
(King Kong Kontra Godzilla)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Ishirō Honda
Scenariusz: Shin’ichi Sekizawa
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 1962
Muzyka: Akira Ifakube
Obsada: Tadao Takashima
Ken’ji Sahara
Yū Fujiki
Ichirō Arishima
Haruo Nakajima

King Kong – wytwór Amerykanów, którzy kilkanaście lat wcześniej zniszczyli Hiroshimę i Nagasaki, zmierzy się w filmie z rodowitym japońskim potworem – Godzillą. Paradoks? Raczej komercja, ale przynajmniej przyzwoicie podana. Pierwotnie małpolud zmierzyć miał się z Frankensteinem, do którego Japończycy również zakupili prawa, ostatecznie jednak stanął do walki z Godzillą, a Frankenstein wystąpił w osobnych filmach. W ten oto sposób dwa wielkie monstra stanęły ze sobą w szranki, a Godzilla powrócił po siedmiu latach przerwy, które Tōhō poświęciło innym swoim potworom (jak dziś wiemy, raczej niepotrzebnie, ponieważ to właśnie jaszczur przeszedł do historii).

Niejaki Tako potrzebuje rewelacji, aby podnieść oglądalność swojego marnie sprzedającego się programu naukowego. Gdy dowiaduje się o potworze rzekomo mieszkającym gdzieś w pobliżu Wysp Salomona, licząc na nie lada sensację postanawia wysłać tam swoich ludzi, aby ci zbadali sprawę. Jego podwładni są do tego bardzo sceptycznie nastawieni, ale jak mus, to mus – wyruszają na wyprawę.
Tymczasem amerykański okręt podwodny Seahawk zderza się z bryłą lodową, emitującą dziwne światło. Załoga łodzi zostaje uwięziona, a po chwili unicestwiona przez przebudzonego Godzillę, który wydostaje się z lodowca. Wielki potwór od razu rozpoczyna dzieło zniszczenia, powoli kierując się w głąb Japonii.
Osamu Sakurai i Kinasuburo Furue, wysłani przez Taka, docierają na wyspę Faroh. Tubylcy początkowo nie życzą sobie ich obecności na wyspie i żądają, aby ją opuścili, jednak dają się przekonać radiem i papierosami. Pozwalają im zostać, zastrzegają jednak, że nie biorą odpowiedzialności za swojego boga. Po chwili rozpętuje się wielka burza, a tubylcy przystępują do rytuałów. Niedługo później wioskę miejscowej ludności atakuje wielka ośmiornica, Ōdako, którą pokonuje przybyły nagle gigantyczny małpolud, przez miejscowych nazywanych King Kongiem. Spożywa on pewien środek, który go usypia – wykorzystują to Japończycy, którzy ładują kolosa na wielką tratwę i mają zamiar przetransportować go do Nipponu.

W przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów, „King Kong kontra Godzilla” jest produkcją stricte rozrywkową, poniekąd próbą wytwórni Tōhō. Próbą bardzo udaną – jest to najbardziej dochodowy z dotychczasowych filmów o Godzilli, a w dodatku wykorzystaną w nim koncepcję walki jaszczura z innymi potworami wysługuje się w filmach z tej serii po dziś dzień. Nie zabrakło także elementów komediowych, które ostatecznie dowodzą, że nawet nie starano się zachować poważnego i mrocznego klimatu dwóch poprzedników. Nie jest to jednak wadą tego filmu, ponieważ i tak dobrze się go ogląda.

Lepsza jest część efektów specjalnych, ale mimo wszystko nadal nie stanowią one nic rewelacyjnego, a niektóre z nich ciągle porażają sztucznością. O ile sporo pojazdów czy łodzi wygląda już bardziej naturalnie, to problem z takimi chociażby czołgami nadal pozostał nierozwiązany. Czasami da się również zauważyć wykorzystanie marionetek czy lalek, np. w scenie, w której Kong trzyma swoją japońską Ann Darrow (ba, jest nawet scena z „japońskim Empire State Building”). Czego by jednak nie mówić, w moim odczuciu film ogląda się lepiej w kolorze i nowym formacie, niż poprzednie w czerni i bieli oraz pełnoekranowej rozdzielczości. Jeśli miałbym na coś trochę ponarzekać, to na tytułowe stwory – aktorzy, którzy nosili ich kostiumy, byli miejscami nazbyt żwawi, więc bezpośrednia walka Konga i Godzilli wygląda czasem jak jakaś parodia wrestlingu.

O bohaterach nie będę się rozpisywał, ponieważ niewiele zmieniają się oni przez całą serię, a najciekawszymi z nich chyba zawsze pozostaną potwory. Tutaj mamy je trzy: oprócz Godzilli i Konga pojawia się także wspomniana wcześniej wielka ośmiornica nazwana Ōdako. Warto wspomnieć, że w 1954 roku Japończycy mieli obejrzeć właśnie gigantyczną ośmiornicę (marzenie reżysera efektów specjalnych) zamiast jaszczura, ale ostatecznie – na szczęście – zdecydowano się na Godzillę. Ōdako pojawił się w kilku filmach kaijū wytwórni Tōhō, ale później przepadł w mrokach dziejów, nie „zaangażowano” go nawet do filmu „Godzilla: Ostatnia wojna”, chociaż rozważano taką ewentualność.

Największe uznanie należy się chyba Akirze Ifakubemu, czyli kompozytorowi muzyki, który stworzył pierwszą ścieżkę do filmu o Godzilli, która naprawdę mi się spodobała. Jest najbardziej klimatyczna ze wszystkich dotychczasowych części, a zastosowany na samym początku (i często wykorzystywany później w filmie) utwór z bębnami i śpiewem jest po prostu fenomenalny. Nie zabrakło także częstego użycia znanego motywu muzycznego z pierwszej części, ale zdarzyło się też kilka utworów, które – w moim odczuciu – trochę tutaj nie pasowały.

Nowa, rozrywkowa formuła „Godzilli” sprawdza się, czego dowodem jest dwadzieścia kilka części utrzymanych właśnie w takiej konwencji. Za reżyserię ponownie odpowiada Ishirō Honda, więc film pozbawiony został niedoskonałości poprzednika. Oczywiście ma on swoje wady, ale jak najbardziej wart jest obejrzenia. To dobrze spędzony czas, i chociaż osobiście zmieniłbym w nim to i owo, polecam.

Swoją drogą, amerykańska wersja tego filmu jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie spotkały „Godzillę”. Wycięto w niej muzykę Ifakubego i wklejono amerykańską, obcięto około dwudziestu minut filmu oraz poczyniono jeszcze kilka innych głupich zmian. Ale wbrew temu, co przeczytać można w Internecie, oba filmy kończą się tak samo.

data: 21:16; 16 grudnia 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz